Alternatywy dla cieśniny Ormuz nie zatrzymają eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie

Gorączkowe poszukiwanie alternatyw dla cieśniny Ormuz pokazuje jedno: świat reaguje na skutki, zamiast próbować zatrzymać przyczynę kryzysu. Rurociągi omijające Zatokę Perską, nowe terminale przeładunkowe czy koncepcje budowy kolejnych szlaków transportowych mogą ograniczyć skutki kryzysu, lecz nie rozwiążą problemu, którym pozostaje wojna i jej polityczne konsekwencje.

Nie ma dziś infrastruktury zdolnej przejąć rolę cieśniny Ormuz. Przez ten wąski przesmyk przechodzi znacząca część światowych dostaw ropy i gazu. Nawet najbardziej ambitne projekty rurociągów w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Iraku nie są w stanie przejąć całości tego wolumenu. Oznacza to, że każde poważne zakłócenie żeglugi w tym rejonie automatycznie przekłada się na ceny paliw, koszty transportu oraz bezpieczeństwo energetyczne państw zależnych od importu surowców.

Dlatego rozmowa o trasach omijających cieśninę Ormuz nie może kończyć się na rurociągach i terminalach. Źródłem kryzysu pozostaje polityka i dalsza eskalacja wojny.

W tym sensie najlepszą alternatywą dla cieśniny Ormuz nie jest kolejny rurociąg, lecz zatrzymanie działań zbrojnych, które podnoszą ryzyko dla żeglugi, energetyki i światowego handlu.

Alternatywy dla cieśniny Ormuz – przegląd możliwych tras

Jak zwraca uwagę portal Onet w swojej analizie dotyczącej alternatyw dla cieśniny Ormuz, państwa regionu od lat przygotowują rozwiązania, które pozwalają częściowo ograniczyć zależność od tego wąskiego szlaku transportowego. Nie są to jednak rozwiązania zdolne do pełnego zastąpienia jego znaczenia.

Jednym z kluczowych elementów infrastruktury jest saudyjski rurociąg East–West, łączący pola naftowe położone we wschodniej części kraju z portem Yanbu nad Morzem Czerwonym. Jego maksymalna przepustowość wynosi około 7 milionów baryłek dziennie, jednak w praktyce wykorzystywana jest na niższym poziomie. Surowiec eksportowany z Yanbu może być następnie kierowany przez Kanał Sueski do Europy lub przez cieśninę Bab al-Mandab w kierunku Azji. Ten drugi wariant wiąże się jednak z ryzykiem ataków na żeglugę, które w ostatnich latach były już odnotowywane w rejonie Jemenu.

Drugim istotnym rozwiązaniem jest rurociąg Abu Dhabi Crude Oil Pipeline (ADCOP), prowadzący z pól naftowych w Habshan do portu Fujairah nad Zatoką Omańską. Instalacja ta umożliwia eksport ropy z pominięciem cieśniny Ormuz, jednak jej przepustowość – szacowana na około 1,5–1,8 miliona baryłek dziennie – pozostaje ograniczona w stosunku do całkowitych wolumenów transportowanych przez region.

W analizie wskazano także północne szlaki eksportowe Iraku, prowadzące do tureckiego portu Ceyhan nad Morzem Śródziemnym. Trasa ta, choć funkcjonująca od lat, była w ostatnim czasie ograniczana przez napięcia polityczne oraz problemy techniczne. Rozważane są również nowe inwestycje infrastrukturalne, w tym rurociągi prowadzące do portów w Omanie oraz Jordanii, jednak większość tych projektów pozostaje na etapie planów lub wczesnych koncepcji.

Portal Onet zwraca uwagę, że mimo istnienia wymienionych alternatyw, żadna z nich nie jest obecnie w stanie przejąć całości ruchu transportowego realizowanego przez cieśninę Ormuz. Ograniczenia przepustowości, zagrożenia bezpieczeństwa oraz wysokie koszty inwestycji sprawiają, że region pozostaje w znacznym stopniu uzależniony od funkcjonowania tego strategicznego szlaku.

Przegląd tras omijających cieśninę Ormuz pokazuje, że region dysponuje pewnym zapasem infrastruktury, ale nie ma rozwiązania, które mogłoby zastąpić ten szlak w pełnej skali. Rurociągi i terminale mogą ograniczyć skutki kryzysu, lecz nie usuną jego źródła. Tym źródłem pozostają działania zbrojne i dalsza eskalacja konfliktu.

Wojna, która destabilizuje światowy handel

Nie można pomijać faktu, że obecna eskalacja nie dotyczy wyłącznie regionu Bliskiego Wschodu. Jej skutki odczuwalne są w Europie, Azji oraz na rynkach globalnych. Wzrost cen energii, zagrożenia dla żeglugi oraz ryzyko ataków na tankowce to realne konsekwencje konfliktów, które rozgrywają się tysiące kilometrów od europejskich portów.

W praktyce oznacza to, że państwa, które nie uczestniczą bezpośrednio w działaniach zbrojnych, ponoszą ich gospodarcze koszty. Dotyczy to zarówno importerów ropy i gazu, jak i armatorów, operatorów portowych oraz całego sektora logistycznego.

Dlatego coraz częściej pojawia się pytanie, czy zamiast przygotowywać kolejne scenariusze obejścia cieśniny Ormuz, państwa sojusznicze nie powinny wykorzystać narzędzi politycznych, aby doprowadzić do ograniczenia eskalacji konfliktu.

Sojusznicy mają prawo mówić „dość”

Państwa należące do zachodnich struktur bezpieczeństwa nie są jedynie biernymi obserwatorami. Dysponują narzędziami politycznymi, gospodarczymi i dyplomatycznymi, które mogą wywierać presję na strony konfliktu. Dotyczy to także relacji ze Stanami Zjednoczonymi, które pozostają kluczowym aktorem w regionie.

W sytuacji, gdy skutki wojny uderzają w światowy handel i bezpieczeństwo energetyczne wielu państw, naturalne wydaje się oczekiwanie, że sojusznicy będą wyrażać sprzeciw wobec działań prowadzących do dalszej destabilizacji. Nie chodzi tu o zrywanie relacji czy podważanie sojuszy, lecz o jasne określenie granic akceptowalnego ryzyka.

Z perspektywy państw europejskich szczególnie istotne jest unikanie scenariusza, w którym konflikty regionalne prowadzą do globalnych kryzysów gospodarczych.

Tło konfliktu, którego nie można pomijać

Obecnego kryzysu wokół cieśniny Ormuz nie da się oddzielić od szerszej sytuacji na Bliskim Wschodzie, w tym od działań Izraela wobec Palestyńczyków. Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka podało, że od października 2023 roku na Zachodnim Brzegu co najmniej 964 Palestyńczyków zostało zabitych przez wojsko izraelskie i żydowskich osadników. Według OHCHR około 30 tys. osób zostało wysiedlonych, a prawie 3 tys. domów wyburzono.

ONZ zwraca uwagę na intensyfikację zabójstw, ataków i nękania Palestyńczyków na okupowanym Zachodnim Brzegu. Szczególne znaczenie ma tu rozbudowa osiedli żydowskich, które społeczność międzynarodowa w zdecydowanej większości uznaje za sprzeczne z prawem międzynarodowym. Ich rozwój oznacza przejmowanie ziemi, wysiedlanie mieszkańców oraz utrwalanie systemu, w którym Palestyńczycy i osadnicy żyją pod odrębnymi porządkami prawnymi.

To nie jest tło odległe od spraw morskich. Gdy konflikt izraelsko-palestyński rozszerza się politycznie i militarnie, jego skutki obejmują Zatokę Perską, Morze Czerwone, cieśninę Ormuz i Bab al-Mandab. Wtedy konsekwencje odczuwają armatorzy, operatorzy portowi, ubezpieczyciele, importerzy energii oraz odbiorcy paliw w Europie i Azji.

Dlatego konflikty traktowane przez lata jako regionalne coraz częściej mają wymiar globalny. Widać to szczególnie wtedy, gdy napięcia polityczne zaczynają wpływać na bezpieczeństwo żeglugi i stabilność światowych łańcuchów dostaw.

Alternatywna infrastruktura nie zatrzyma wojny

Myślenie o rurociągach, terminalach i nowych szlakach morskich bez wątpienia jest potrzebne, bo zwiększa odporność systemu energetycznego i może ograniczać skutki kryzysów. Nie zmienia to jednak faktu, że żadna inwestycja infrastrukturalna nie zastąpi decyzji politycznych prowadzących do zakończenia działań zbrojnych.

Dlatego zamiast wyłącznie szukać odpowiedzi na pytanie „co zamiast cieśniny Ormuz?”, warto postawić inne: jak doprowadzić do sytuacji, w której światowy handel nie będzie uzależniony od konfliktów politycznych i militarnych.

Bo prawdziwą alternatywą dla Ormuzu nie jest nowy rurociąg. Prawdziwą alternatywą jest zakończenie wojny, która nikomu się nie opłaca.

Udostępnij ten wpis
Avatar photo
Mariusz Dasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *