Amerykańskie stocznie tracą oddech. Pentagon patrzy na Azję i Turcję

Przemysł okrętowy w Stanach Zjednoczonych znalazł się w miejscu, które jeszcze niedawno trudno byłoby sobie wyobrazić: największa marynarka wojenna świata musi oglądać się na stocznie sojuszników, bo jej własne zaplecze nie nadąża z budową okrętów.

Po wcześniejszych sygnałach dotyczących Turcji Pentagon ma rozważać także studium wykonalności w sprawie projektowania i budowy jednostek dla US Navy w Korei Południowej oraz Japonii.

Pentagon szuka odpowiedzi na kryzys w rodzimych stoczniach

Dlatego problem nie sprowadza się już do poślizgów w harmonogramach ani kolejnych aneksów do kosztownych programów. Urasta do rangi pytania o wydolność przemysłu okrętowego, który miał być jednym z filarów amerykańskiej przewagi na morzu.

Na ten problem zwrócił uwagę kpt. Lisowski na platformie X, komentując doniesienia o planowanym studium wykonalności o wartości 1,85 mld dolarów, ujętym w propozycji budżetu na 2027 rok. Według przywołanych informacji analiza ma dotyczyć możliwości przyjęcia gotowych projektów lub uruchomienia budowy okrętów z udziałem stoczni z Japonii i Korei Południowej, w tym fregat typu Mogami oraz Daegu.

Warto przypomnieć, że nie jest to pierwszy sygnał takiej zmiany w Waszyngtonie. O możliwym wykorzystaniu tureckich stoczni do budowy komponentów lub okrętów dla US Navy pisaliśmy już wcześniej na naszym portalu. Tamten wątek pokazywał, że administracja amerykańska zaczęła rozdzielać dwa porządki: długofalową odbudowę własnego przemysłu okrętowego oraz doraźne szukanie mocy produkcyjnych u sojuszników. Dzisiejsze doniesienia o Korei Południowej i Japonii wpisują się w tę samą logikę. Nie chodzi już o pojedynczy pomysł, lecz o coraz wyraźniejszą próbę łatania przemysłowej luki, której USA nie są w stanie szybko zamknąć własnymi siłami.

Nadzieja w azjatyckich zakładach stoczniowych

Najpierw administracja Donalda Trumpa dopuściła koreańskie i japońskie stocznie do amerykańskich zamówień wojskowych, ale wyłącznie poprzez zakłady działające na terenie Stanów Zjednoczonych. Był to ruch znaczący, choć nadal możliwy do przedstawienia jako sposób na wzmocnienie własnego przemysłu okrętowego.

Teraz sprawa idzie dalej. Nie chodzi już tylko o zagraniczny kapitał, doświadczenie i organizację pracy w stoczniach położonych w USA. Pentagon ma sprawdzić, czy projektowanie i budowę części okrętów wojennych można powierzyć bezpośrednio stoczniom w Korei Południowej oraz Japonii.

Różnica jest zasadnicza. W pierwszym przypadku Amerykanie ratowali własne zaplecze przemysłowe rękami sojuszników. W drugim zaczynają pytać, czy ci sami sojusznicy nie zbudują im okrętów szybciej, sprawniej i bez balastu, który od lat ciąży części amerykańskich programów okrętowych.

Fregaty Mogami i Daegu pokazują skalę problemu

Wskazanie japońskich fregat typu Mogami oraz południowokoreańskich fregat typu Daegu nie jest przypadkowe. To konstrukcje państw, które traktują przemysł okrętowy jako realne narzędzie polityki bezpieczeństwa.

Korea Południowa i Japonia mają dziś to, czego Amerykanom coraz wyraźniej brakuje: sprawną organizację produkcji, terminowość oraz zdolność utrzymania tempa budowy. Nie chodzi wyłącznie o kadłuby. Chodzi o cały system przemysłowy, który potrafi przełożyć decyzję polityczną na stal, wyposażenie, próby i gotowy okręt.

Dlatego wpis kpt. Lisowskiego trafia w sedno. Problem USA nie polega już tylko na opóźnieniu jednego programu. Państwo dysponujące największym budżetem obronnym świata zaczyna rozglądać się za partnerami, których stocznie pracują szybciej i sprawniej.

Ostrzeżenie nie tylko dla USA

Ta sprawa wykracza poza wewnętrzne kłopoty US Navy. Jeżeli Pentagon rzeczywiście zacznie analizować budowę okrętów wojennych poza Stanami Zjednoczonymi, będzie to sygnał dla całego Zachodu: przewaga na morzu nie bierze się z deklaracji, lecz ze zdolności przemysłu do budowy jednostek we właściwej liczbie i w rozsądnym czasie.

Na morzu nie wygrywa się prezentacjami, komunikatami i kolejnymi koncepcjami nowych okrętów. Wygrywa się stocznią, która potrafi ciąć blachę, utrzymać harmonogram budowy, zintegrować systemy i przekazać flocie gotowy okręt.

Amerykanie zaczynają sprawdzać, czy w tej układance lepiej nie wypadają stocznie Korei Południowej, Japonii, a w tle także Turcji. Dla państwa, które przez dekady uczyło innych budowania potęgi morskiej, to lekcja wyjątkowo niewygodna.

Udostępnij ten wpis
Avatar photo
Mariusz Dasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *