BALTOPS 2026 w Gdyni. Mniej okrętów, większa stawka na Bałtyku

Do Gdyni od kilku dni wchodzą okręty państw NATO, które wezmą udział w manewrach BALTOPS 2026. Tegoroczna edycja ma pokazać, jak Sojusz chce utrzymać swobodę działania na Bałtyku w czasie rosnących napięć i coraz większego obciążenia zachodnich marynarek wojennych.

Gdynia jako punkt wyjścia na Bałtyk

Ale zanim zacznie się ćwiczenie i zanim okręty opuszczą port, kluczowym elementem fazy portowej jest odprawa przed wyjściem w morze która rozpoczęła się 1 czerwca. Pre-Sail Conference – tak nazywa się odprawa dowódców i załóg okrętów. To w tych dniach koordynowane są szczegóły ćwiczenia, omawiane pierwsze założenia taktyczne i przekazywane zadania. Dopiero po takim przygotowaniu okręty różnych państw mogą wyjść na Bałtyk w jednym zgrupowaniu.

Właśnie dlatego tegoroczna faza portowa w Gdyni nie jest jedynie okazją do zobaczenia przy nabrzeżach okrętów państw sojuszniczych. To ostatni etap przygotowań przed rozpoczęciem właściwej części BALTOPS 2026.

Na pierwszy rzut oka można potraktować fazę portową BALTOPS 2026 jako barwny przegląd sojuszniczych bander. Do Gdyni od kilku dni wchodzą okręty z różnych flot: fiński stawiacz min, litewski niszczyciel min, niemieckie fregaty i korwety, łotewski okręt wsparcia, duńska fregata oraz brytyjskie kutry patrolowe. Dla obserwatorów z brzegu to przede wszystkim rzadka okazja, by zobaczyć w jednym porcie tak różne okręty.

BALTOPS 2026 nie jest już ćwiczeniem z dawnych czasów

BALTOPS ma długą historię, sięgającą czasów zimnej wojny. Przez lata był dla państw NATO jednym z najważniejszych manewrów morskich w regionie. Po 1993 roku ćwiczenie otwarto także na państwa Partnerstwa dla Pokoju, w tym Polskę, a przez pewien czas również Rosję. Ten etap należy jednak do przeszłości.

Dziś BALTOPS ponownie jest ćwiczeniem Sojuszu prowadzonym w realiach narastającej rywalizacji na Bałtyku. Obecne środowisko bezpieczeństwa jest jednak bardziej złożone niż w czasach zimnej wojny. Nie chodzi już wyłącznie o współdziałanie okrętów i lotnictwa, ale o sprawdzenie całego systemu działań na morzu: od dowodzenia i rozpoznania po ochronę żeglugi oraz infrastruktury krytycznej.

To właśnie dlatego tegoroczna edycja będzie ciekawa. Nie tylko z powodu listy okrętów, które weszły do Gdyni, ale przede wszystkim z powodu pytania: co NATO chce dziś ćwiczyć na Bałtyku?

Odpowiedź jest coraz bardziej czytelna. Chodzi o utrzymanie swobody działania na morzu, zabezpieczenie przejścia przez kluczowe rejony, ochronę żeglugi oraz zdolność do przerzutu i zaopatrywania państw bałtyckich. W tym sensie Bałtyk nie jest już tylko regionalnym akwenem, na którym państwa NATO prowadzą cykliczne ćwiczenia morskie. Stał się jednym z kluczowych obszarów bezpieczeństwa wschodniej flanki Sojuszu – z torami podejściowymi do portów, podmorską infrastrukturą krytyczną, szlakami transportu morskiego i rejonami, przez które w czasie kryzysu musiałoby płynąć zaopatrzenie dla państw bałtyckich.

Mniejsza skala, większy kontekst

Tegoroczny BALTOPS ma być mniejszy niż poprzednia edycja. To ważna informacja, ale nie powinna prowadzić do prostego wniosku, że znaczenie ćwiczenia spadło. Przeciwnie — mniejsza liczba okrętów pokazuje, że zachodnie marynarki wojenne działają dziś pod dużą presją globalną.

Część sił morskich jest związana zadaniami poza Bałtykiem. Cieśnina Ormuz, Arktyka, Morze Śródziemne, Indo-Pacyfik i stałe zobowiązania wobec NATO powodują, że nie każda flota może jednocześnie wysłać na ćwiczenie pełny zestaw okrętów. To nie jest problem jednego państwa, lecz szerszy obraz współczesnych sił morskich: zapotrzebowanie na obecność rośnie szybciej niż liczba dostępnych okrętów.

Z tej perspektywy BALTOPS 2026 jest testem nie tylko gotowości do walki, ale także umiejętności gospodarowania siłami. Sojusz musi pokazać, że nawet przy ograniczonej liczbie jednostek potrafi utrzymać spójne dowodzenie, zabezpieczyć szlaki morskie i prowadzić działania w kilku domenach jednocześnie.

Tu właśnie pojawia się Bałtyk. Morze pozornie zamknięte, dobrze rozpoznane i gęsto obserwowane, ale jednocześnie pełne trudnych rejonów, płytkich wód, torów podejściowych, infrastruktury energetycznej, kabli, portów i wąskich przejść. To środowisko, w którym liczba okrętów ma znaczenie, ale jeszcze większe znaczenie ma zdolność do ich sensownego użycia.

Polska część ćwiczenia

W BALTOPS 2026 uczestniczą również siły Marynarki Wojennej RP. Z 3. Flotylli Okrętów w manewrach wezmą udział fregata rakietowa ORP Gen. T. Kościuszko i dozorowiec ORP Kaszub. Z 8. Flotylli Obrony Wybrzeża wydzielono okręt transportowo-minowy ORP Lublin oraz trałowce ORP Necko i ORP Nakło.

Osobne znaczenie ma udział okrętu dowodzenia siłami obrony przeciwminowej ORP Kontradmirał X. Czernicki. Jednostka pełni obecnie funkcję okrętu dowodzenia Stałego Zespołu Sił Obrony Przeciwminowej NATO Grupa 1. To nie jest wyłącznie polski akcent w sojuszniczym ćwiczeniu, ale potwierdzenie, że obrona przeciwminowa pozostaje jedną z dziedzin, w których Marynarka Wojenna RP ma realne doświadczenie i miejsce w strukturach NATO.

W działania zostaną zaangażowane także Morska Jednostka Rakietowa, lotnictwo Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej oraz Wojska Specjalne. Dzięki temu polski udział nie ograniczy się do obecności kilku okrętów w ugrupowaniu. Będzie obejmował działania na morzu, w powietrzu i na styku rozpoznania, dowodzenia oraz wskazywania celów.

To ważne, bo współczesne ćwiczenia morskie coraz mniej przypominają klasyczny obraz okrętów płynących w szyku. Dziś liczy się wymiana danych, reakcja na zagrożenia z powietrza, działania przeciwminowe, zwalczanie okrętów podwodnych, ochrona infrastruktury i zdolność do współdziałania z lotnictwem oraz siłami specjalnymi.

Wojna minowa i ZOP wracają do centrum uwagi

Skład okrętów przybywających do Gdyni dobrze pokazuje, jakie zagadnienia pozostają dla NATO szczególnie istotne na Bałtyku. Obok fregat i korwet widzimy niszczyciele min, trałowce, stawiacze min i okręty dowodzenia siłami przeciwminowymi. To nie przypadek.

Bałtyk od dekad jest morzem, na którym zagrożenie minowe traktuje się bardzo poważnie. Wynika to zarówno z historii, jak i z geografii. Wąskie podejścia do portów, płytkie wody, tory żeglugowe i duże znaczenie transportu morskiego powodują, że nawet ograniczone użycie min mogłoby stworzyć poważne problemy dla żeglugi i działań wojskowych.

Drugim stałym tematem jest Zwalczanie Okrętów Podwodnych (ZOP). Na Bałtyku nie jest to zadanie łatwe. Warunki hydrologiczne, zmienne zasolenie, płytkie rejony i duży ruch morski utrudniają wykrywanie celów podwodnych. Dlatego ćwiczenia ZOP mają tu znaczenie szczególne. Nie chodzi wyłącznie o teorię, ale o praktyczne sprawdzenie, czy okręty, lotnictwo i system dowodzenia potrafią działać razem w trudnym środowisku.

W tym kontekście udział ORP Gen. T. Kościuszko i ORP Kaszub ma wymiar szkoleniowy, ale także symboliczny. Polska Marynarka Wojenna znajduje się w okresie przejściowym: starsze okręty nadal wykonują zadania, a nowe zdolności mają dopiero nadejść wraz z programami modernizacyjnymi. BALTOPS pokazuje więc jednocześnie doświadczenie obecnych załóg i skalę potrzeb, które pozostają przed naszą flotą.

Gotlandia, szlaki morskie i logistyka

Jednym z kluczowych tematów tegorocznych ćwiczeń ma być zabezpieczenie morskich linii komunikacyjnych. W praktyce oznacza to ochronę szlaków, którymi w sytuacji kryzysowej mogłoby płynąć zaopatrzenie dla państw bałtyckich oraz sił sojuszniczych.

Szczególne znaczenie ma rejon Gotlandii. Po wejściu Szwecji do NATO wyspa zyskała jeszcze większą wagę w planowaniu obrony Bałtyku. Kontrola nad ruchem wokół Gotlandii, możliwość prowadzenia rozpoznania i zabezpieczenia przejścia przez centralny Bałtyk mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo Litwy, Łotwy i Estonii.

To jeden z powodów, dla których BALTOPS nie może być traktowany wyłącznie jako ćwiczenie morskie o wąskim znaczeniu. To także sprawdzian logistyki, dowodzenia i odporności całego systemu komunikacji między państwami NATO nad Bałtykiem. Morze nie jest tu tłem. Jest drogą, którą w czasie kryzysu trzeba utrzymać otwartą.

Po Gdyni przyjdzie czas na morze

Planowane wyjście okrętów z Gdyni jest 4 czerwca. Wtedy faza portowa ustąpi miejsca właściwym działaniom na Bałtyku, a ustalenia z Pre-Sail Conference zostaną sprawdzone już na morzu.

Najciekawsze w tegorocznym BALTOPS 2026 jest jednak coś jeszcze. Ćwiczenie odbywa się w momencie, gdy państwa NATO muszą jednocześnie pilnować kilku newralgicznych rejonów świata. Bałtyk nie jest jedynym morzem, które wymaga uwagi, ale dla Polski, państw bałtyckich, Niemiec, Danii, Szwecji i Finlandii pozostaje jednym z najważniejszych.

Dlatego tegoroczna edycja nie musi być największa liczebnie, by mieć duże znaczenie. Jej sens polega na pokazaniu, że także przy ograniczonych zasobach państwa sojusznicze potrafią zebrać siły, zabezpieczyć kluczowe rejony i utrzymać swobodę działania na morzu.

Na tym polega znaczenie BALTOPS 2026: nie na liczbie okrętów, lecz na sprawdzeniu, czy na Bałtyku można działać szybko, wspólnie i skutecznie.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *