Blokada cieśniny Ormuz. Szef Chevronu ostrzega przed globalnym niedoborem ropy

Prezes Chevronu Mike Wirth ostrzegł, że przedłużająca się blokada cieśniny Ormuz może przerodzić się z kryzysu cenowego w realny niedobór ropy na światowym rynku. Według niego kończą się zapasy, które przez ostatnie miesiące łagodziły skutki zakłóceń w dostawach.

Chevron to jeden z największych koncernów energetycznych świata, działający w całym łańcuchu sektora ropy i gazu – od wydobycia po sprzedaż tych surowców. Na jego czele stoi Mike Wirth, menedżer od lat związany z branżą naftową, którego wypowiedzi są uważnie śledzone przez rynki surowcowe i analityków gospodarczych.

Kryzys przestaje być tylko sprawą cen

Podczas panelu w ramach Milken Institute, dyrektor generalny Wirth ocenił, że świat wchodzi w etap, w którym rynek nie będzie już reagował wyłącznie wzrostem cen. Problemem ma stać się fizyczny brak surowca. Jak wskazał, dotychczasowe bufory bezpieczeństwa – zapasy handlowe, rezerwy strategiczne oraz dostawy realizowane przez tzw. „flotę cieni” – są szybko zużywane.

Szef Chevronu ujął to wprost: świat zacznie dostrzegać fizyczne niedobory ropy. Oznacza to moment, w którym popyt będzie musiał dostosować się do mniejszej podaży. W praktyce może to oznaczać spowolnienie produkcji, wzrost kosztów transportu i presję na całe łańcuchy dostaw.

Azja odczuje skutki jako pierwsza

Najbardziej narażona ma być Azja, silnie uzależniona od surowców energetycznych z rejonu Zatoki Perskiej. Jeśli jednocześnie zabraknie ropy, paliw gotowych oraz surowców petrochemicznych, uderzenie obejmie transport, przemysł, żeglugę i sektor chemiczny.

W dalszej kolejności presja ma dotrzeć do Europy. Stany Zjednoczone, mimo lepszej pozycji jako eksporter ropy netto, również odczują skutki tego kryzysu. Wirth zwrócił uwagę, że ostatnie regularne dostawy z Zatoki Perskiej są właśnie rozładowywane w porcie Long Beach w Kalifornii. Ma to symbolizować zerwanie dotychczasowych, przewidywalnych szlaków morskich.

Cieśnina Ormuz – strategiczne wąskie gardło

Cieśnina Ormuz od dekad pozostaje jednym z najważniejszych punktów na mapie światowego handlu energią. Przez ten wąski akwen przechodzą ogromne ilości ropy oraz skroplonego gazu ziemnego. Jeżeli przejście pozostaje zablokowane przez dłuższy czas, rynek traci nie tylko część dostaw, lecz także poczucie stabilności.

Wirth porównał skalę obecnego zagrożenia do kryzysów naftowych z lat 70. XX wieku. W jego ocenie świat może wejść w okres wysokich kosztów energii, słabszego wzrostu gospodarczego i trudniejszych decyzji dla banków centralnych, które będą zmuszone dłużej walczyć z inflacją.

Jeśli te przewidywania się potwierdzą, świat szybko przypomni sobie, że ropa nie jest abstrakcyjną pozycją w tabeli notowań. To paliwo dla statków, ciężarówek, rafinerii, zakładów chemicznych i całej logistyki. Dlatego kryzys na Bliskim Wschodzie może bardzo szybko zejść z poziomu wielkiej geopolityki na poziom rachunku za transport, ceny litra paliwa i kosztów produkcji. Polskie media już piszą o rosnących cenach ropy, co pokazuje, że skutki napięć w Zatoce Perskiej zaczynają być odczuwalne znacznie bliżej codziennej gospodarki. 

Udostępnij ten wpis
Avatar photo
Mariusz Dasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *