Stany Zjednoczone będą budować okręty wojenne za granicą

Stany Zjednoczone mogą sięgnąć po zagraniczne stocznie, aby szybciej pozyskać nowe okręty wojenne dla swojej floty. Donald Trump podpisał memorandum, które pozwala Pentagonowi przygotować taki model zamówień, przy czym pierwsze jednostki mogłyby powstać poza USA, a dalsza część serii już w amerykańskich zakładach.

O takim kierunku pisałem na naszym portalu Stoczniowym. Już w lutym opisywałem rozmowy dotyczące możliwego wykorzystania tureckich stoczni oraz równoległe wejście południowokoreańskich koncernów do amerykańskiego przemysłu okrętowego. W czerwcu temat był już znacznie bardziej konkretny, ponieważ Kongres próbował zablokować finansowanie okrętów wojennych budowanych poza Stanami Zjednoczonymi. To, co jeszcze kilka miesięcy temu było więc jednym ze sposobów rozważanych w Waszyngtonie, dziś znalazło się w oficjalnym dokumencie podpisanym przez prezydenta USA.

Memorandum z 13 sierpnia zaczyna się od diagnozy, która dla amerykańskiego przemysłu stoczniowego nie brzmi dobrze. Biały Dom wskazuje na coraz większe koszty, opóźnienia i problemy wynikające z ciągłych zmian projektowych, a także zbyt małą liczbę stoczni zdolnych do realizowania zamówień US Navy. Według administracji zaległości obejmują obecnie sześć głównych programów budowy okrętów.

Pierwsze dwa okręty mogą powstać poza USA

Rozwiązaniem ma być zastosowanie na większą skalę modelu wykorzystanego wcześniej przy pozyskiwaniu lodołamaczy we współpracy z Finlandią. Zagraniczna stocznia mogłaby zbudować dwie pierwsze jednostki, ale jednocześnie musiałaby zainwestować w Stanach Zjednoczonych, budując nowy zakład albo przejmując większościowe udziały w już istniejącej stoczni. Wszystkie kolejne okręty danej serii miałyby powstawać już w USA.

Warunki idą zresztą dalej. Zagraniczny koncern stoczniowy miałby zatrudnić i wyszkolić amerykańskich pracowników, przekazać stosowane przez siebie technologie i metody budowy oraz stworzyć w Stanach Zjednoczonych łańcuch dostaw potrzebny zarówno do produkcji, jak i późniejszego utrzymania okrętów. W ten sposób Waszyngton chce wykorzystać możliwości zagranicznych stoczni, nie rezygnując przy tym z odbudowy własnego zaplecza przemysłowego.

Memorandum pozwala zastosować taki model wobec maksymalnie trzech klas jednostek. Najciekawszy zapis dotyczy nowego okrętu nawodnego, który ma być zdolny do zwalczania okrętów podwodnych i celów nawodnych oraz eskortowania konwojów. Dokument nie nazywa go fregatą, jednak właśnie do tej klasy najbardziej zbliżony jest opis wymaganych zadań. Pentagon ma w ciągu 90 dni przedstawić plan jego pozyskania.

Gotowy projekt zamiast kolejnej wieloletniej przebudowy

Równie ważny jest zapis dotyczący samego projektu. US Navy nie będzie mogła dowolnie zmieniać wybranej zagranicznej konstrukcji, a każde większe odstępstwo od dojrzałego projektu bazowego ma wymagać zgody na wysokim szczeblu administracji.

Nietrudno dostrzec tutaj doświadczenia ostatnich amerykańskich programów okrętowych, w których kolejne wymagania wprowadzane już po wyborze konstrukcji prowadziły do wzrostu kosztów i wydłużania harmonogramów. Tym razem założenie jest prostsze: jeżeli Amerykanie zdecydują się na zagraniczny projekt, chcą możliwie szybko rozpocząć jego budowę, zamiast ponownie projektować znaczną część okrętu według własnych wymagań.

Na razie nie wiadomo, która stocznia mogłaby skorzystać z nowego rozwiązania. Wcześniejsze prace Pentagonu koncentrowały się przede wszystkim na Korei Południowej i Japonii, gdzie przemysł okrętowy dysponuje możliwościami prowadzenia seryjnej budowy dużych okrętów w tempie, którego amerykańskie zakłady od lat nie są w stanie osiągnąć. W budżecie na rok finansowy 2027 Pentagon przewidział 1,85 mld dolarów na działania związane z wykorzystaniem zagranicznych projektów i stoczni.

Kongres jeszcze nie powiedział ostatniego słowa

Podpisanie memorandum nie oznacza jednak, że kontrakt na pierwszy okręt zostanie teraz automatycznie skierowany do stoczni w Korei Południowej, Japonii czy innego państwa sojuszniczego. Amerykańskie przepisy nadal co do zasady wymagają budowy okrętów wojennych w kraju, chociaż prezydent może zastosować wyjątek uzasadniony bezpieczeństwem narodowym. Kongres musi zostać o takiej decyzji poinformowany, a kontrakt nie może zostać zawarty przez kolejnych 30 dni.

Właśnie tutaj zaczyna się polityczny spór, który również opisywałem wcześniej na Portalu Stoczniowym. Zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i Senacie pojawiły się propozycje ograniczenia możliwości finansowania okrętów wojennych powstających poza Stanami Zjednoczonymi. Przeciwko takim zamówieniom występują też przedstawiciele amerykańskiego przemysłu stoczniowego, argumentując, że każdy kadłub zbudowany za granicą oznacza pracę, która nie trafia do krajowych zakładów.

Dla US Navy problem pozostaje jednak bardzo konkretny. Flota potrzebuje nowych okrętów szybciej, niż obecny przemysł jest w stanie je dostarczać, natomiast odbudowa stoczni, wyszkolenie tysięcy nowych pracowników i zwiększenie możliwości całego łańcucha dostaw potrwa lata. Zagraniczne stocznie mają pomóc wypełnić właśnie ten okres, a później część ich doświadczenia, technologii i kapitału ma zostać przeniesiona do Stanów Zjednoczonych.

To zasadnicza różnica wobec dyskusji prowadzonej jeszcze na początku roku. Wówczas pytanie brzmiało, czy Amerykanie rzeczywiście zgodzą się budować swoje okręty wojenne za granicą. Po memorandum z 13 sierpnia pytanie jest już inne: kto miałby je budować i czy Kongres pozwoli administracji zrealizować ten plan.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *