400 statków nie może opuścić Zatoki Perskiej. Tak wygląda pół roku wojny

Pół roku po rozpoczęciu izraelsko-amerykańskich uderzeń na Iran cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc światowej żeglugi. Blisko 400 statków z około 6 tys. marynarzy nadal nie może bezpiecznie opuścić Zatoki Perskiej.
W artykule
O sytuacji w cieśninie Ormuz pisałem wielokrotnie, ale pół roku od rozpoczęcia konfliktu warto do niej wrócić. Nie dlatego, że wydarzył się jeden przełomowy incydent, lecz dlatego, że po sześciu miesiącach widać już wyraźnie, jak bardzo wojna zmieniła żeglugę w regionie i jak daleko sięgają jej skutki.
28 lutego Izrael i Stany Zjednoczone uderzyły na Iran. Teheran odpowiedział militarnie, a ruch przez cieśninę Ormuz zaczął gwałtownie zamierać. W ciągu kilkudziesięciu godzin jeden z najważniejszych szlaków żeglugowych świata znalazł się w centrum konfliktu, którego dalszego przebiegu nie potrafili wówczas przewidzieć ani armatorzy, ani ubezpieczyciele.
Od drogiego ubezpieczenia do ataków na statki
Pierwsze tygodnie pokazały, że nie chodzi jedynie o polityczne groźby. Dochodziło do ataków na statki, pojawiło się zagrożenie minowe, a składki za ubezpieczenie od ryzyka wojennego gwałtownie wzrosły.
Na początku marca Reuters informował, że w przypadku niektórych jednostek stawki były wyższe o ponad 1000 proc. Składka, która wcześniej wynosiła około 0,25 proc. wartości statku, w najbardziej ryzykownych przypadkach sięgała 3 proc., co dla dużego zbiornikowca oznaczało nawet kilka milionów dolarów za jedno przejście przez cieśninę.
Koszt ten nie pozostawał wyłącznie problemem armatorów i ubezpieczycieli, lecz przekładał się również na ceny przewozu paliw i innych ładunków.
W kolejnych miesiącach ruch częściowo wracał, uzgadniano trasy przejścia i podejmowano działania przy wsparciu okrętów wojennych US Navy, jednak warunki żeglugi nadal daleko odbiegały od tych sprzed wojny.
Według IMO od początku konfliktu potwierdzono co najmniej 70 ataków na żeglugę międzynarodową, w których zginęło 19 marynarzy.
Próbowano wyprowadzić statki z Zatoki Perskiej
W pewnym momencie problemem przestało być samo ograniczenie ruchu przez cieśninę. Trzeba było znaleźć sposób na wyprowadzenie statków, które po rozpoczęciu wojny pozostały w Zatoce Perskiej.
IMO przygotowała w tym celu plan ewakuacyjny. Ze względu na zagrożenie minowe nie można było korzystać z dotychczasowego systemu rozgraniczenia ruchu, dlatego wyznaczono dwie alternatywne trasy.
Udało się nimi wyprowadzić 136 statków z około 2900 marynarzami. Później operację wstrzymano, gdy uznano, że dalszych przejść nie można już prowadzić przy akceptowalnym poziomie ryzyka.
Mimo tego setki statków pozostały w Zatoce Perskiej. Według bilansu przedstawionego pod koniec sierpnia przez IMO ich armatorzy nadal nie mają warunków pozwalających na bezpieczne wyjście przez ten szlak.
Po pół roku cieśnina Ormuz nadal pozostaje w centrum konfliktu
Początkowe kalkulacje Waszyngtonu i Jerozolimy nie przyniosły dotąd rozstrzygnięcia. Reuters, podsumowując sześć miesięcy wojny, zwraca uwagę, że kampania rozpoczęta przez Stany Zjednoczone i Izrael w celu osłabienia irańskiego programu nuklearnego oraz pozycji Teheranu w regionie przerodziła się w długotrwałe zmagania, w których coraz większe znaczenie mają eksport energii i sama cieśnina Ormuz.
Iran zachował możliwość wywierania presji na żeglugę, podczas gdy Stany Zjednoczone nie zdołały przywrócić ruchu na poziomie sprzed wojny. Jeszcze w ostatnich dniach przez cieśninę przechodziło około 10 statków z ładunkami na dobę, lecz pod koniec sierpnia liczba ta spadła do zaledwie kilku.
Sytuację dodatkowo zaostrzyły wydarzenia z 30 sierpnia, kiedy siły amerykańskie uderzyły w dwa irańskie stanowiska na wyspie Larak. Według strony amerykańskiej miały one być związane z przygotowaniami do użycia min morskich. Iran odpowiedział atakami rakietowymi na cele USA w regionie. Była to pierwsza od ponad miesiąca bezpośrednia wymiana ognia między obiema stronami.
Rachunek nie kończy się w Zatoce Perskiej
Z perspektywy Europy konflikt wokół cieśniny Ormuz może wydawać się odległy, lecz jego skutki od dawna nie zatrzymują się na Bliskim Wschodzie. Zakłócenia dostaw paliw, nawozów i innych surowców przekładają się na ceny energii, frachtu i ubezpieczeń, a więc także na koszty ponoszone przez odbiorców tysiące kilometrów od Zatoki Perskiej.
O tym, jak niewiele potrzeba, aby sytuacja ponownie się zaostrzyła, przypomniały wydarzenia ostatnich godzin.
UKMTO podało, że około 12 mil morskich na północ od omańskiego Chasabu niezidentyfikowany pocisk trafił tankowiec przechodzący przez cieśninę Ormuz do portu. Nie odnotowano ofiar ani zanieczyszczenia morza, jednak brytyjska agencja ponownie wezwała statki przechodzące przez te wody do zachowania szczególnej ostrożności.
Jeszcze pół roku temu cieśnina Ormuz była jednym z najważniejszych szlaków światowego handlu energią. Dziś ruch jest tam tylko cieniem tego sprzed wojny, a skutki tego paraliżu sięgają znacznie dalej niż Zatoka Perska. Rachunek za ten konflikt dociera także tam, gdzie nie spadła ani jedna rakieta.









