Ormuz już nie tylko ropą straszy. Nawozy drożeją, a jeść musi każdy

Cieśnina Ormuz od lat kojarzona jest głównie z ropą i tankowcami. Tymczasem coraz wyraźniej widać, że równie groźne mogą być zakłócenia w handlu nawozami azotowymi, które mają bezpośredni wpływ na globalne bezpieczeństwo żywnościowe.

Bez gazu nie ma nawozów, bez nawozów nie ma plonów

To, co jeszcze niedawno opisywaliśmy jako ryzyko ukryte za kryzysem w cieśninie Ormuz, zaczyna nabierać realnych kształtów. Wówczas zwracaliśmy uwagę, że świat patrzy przede wszystkim na ropę, podczas gdy znacznie cichszy, ale groźniejszy problem może dotyczyć nawozów azotowych i bezpieczeństwa żywnościowego.

Dziś ten scenariusz przestaje być tylko ostrzeżeniem.

W mediach coraz szerzej komentowana jest analiza, która dobrze pokazuje skalę problemu. Prawie połowa ludności świata jest pośrednio „karmiona” azotem syntetycznym. Około jedna trzecia światowego handlu mocznikiem przechodzi przez cieśninę Ormuz, co czyni ją jednym z kluczowych punktów dla globalnego rynku nawozów azotowych. Jeżeli ten szlak zostaje zablokowany lub staje się zbyt ryzykowny dla żeglugi, problem nie kończy się na tankowcach i cenach paliw. Uderza w coś znacznie bardziej podstawowego – w produkcję żywności.

Jeść musi każdy z nas. Ja, ty, drogi Czytelniku, mieszkańcy Europy, Indii, Bangladeszu i Afryki. Dlatego kryzys w Ormuzie nie jest odległą historią z Bliskiego Wschodu. To element łańcucha, który może wrócić do nas w cenach chleba, ryżu, kukurydzy, pasz i produktów spożywczych.

Bez gazu nie ma nawozów, bez nawozów nie ma plonów

I tu dochodzimy do sedna problemu. Za ceną nawozów azotowych stoi gaz ziemny, bez którego nie ma masowej produkcji amoniaku i mocznika. A to właśnie nawozy azotowe w dużej mierze decydują o wielkości i jakości plonów. Gdy rośnie ryzyko żeglugi przez Ormuz, stawką przestaje być wyłącznie cena ropy. Coraz bardziej chodzi o koszty produkcji żywności.

Współczesna żywność jest w dużej mierze zależna od gazu ziemnego. To z niego, dzięki procesowi Habera-Boscha, powstaje amoniak, a następnie nawozy azotowe. Gaz odpowiada za zasadniczą część kosztów produkcji. Jeżeli więc Zatoka Perska, będąca jednym z najważniejszych źródeł nawozów i surowców wykorzystywanych do ich produkcji, traci swobodę żeglugi, skutki odczuwają nie tylko rynki energii. Cieśnina Ormuz staje się wówczas jednym z kluczowych punktów wpływających także na światowe bezpieczeństwo żywnościowe.

Rynek zaczyna to już wyceniać. Według przywoływanych danych Indie, największy importer mocznika na świecie, zakontraktowały 2,5 mln ton nawozu po cenie dochodzącej do 1136 dolarów za tonę. Przed wojną mowa była o poziomie około 500 dolarów. To skok, którego nie da się zignorować. Jeżeli do tego dochodzą przerwy w pracy zakładów w Katarze i Iranie, obraz staje się jeszcze poważniejszy.

Zapomniane ogniwo globalnego bezpieczeństwa żywnościowego

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że świat przez lata skupiał się przede wszystkim na rynku ropy. Państwa tworzyły rezerwy strategiczne i zakładały, że w razie kryzysu część dostaw będzie można uzupełnić z innych kierunków. W przypadku Ormuzu problem jest jednak głębszy, bo dla tego szlaku nie ma alternatywy. W przypadku nawozów podobnej poduszki bezpieczeństwa praktycznie nie ma. Mocznik pokazuje natomiast, że ryzyko dla globalnego bezpieczeństwa żywnościowego kumuluje się w miejscu znacznie mniej widocznym niż rynek paliw.

Dlatego obecny spokój na rynku zbóż może być mylący. Pszenica, kukurydza czy ryż nie muszą reagować natychmiast, bo rolnictwo działa z opóźnieniem. Najpierw drożeją nawozy, później rośnie koszt uprawy, a dopiero z czasem skutki widać w wielkości i jakości plonów oraz cenach żywności. Dopiero potem widać skutki w kosztach produkcji, wielkości i jakości plonów oraz cenach żywności.

Ten rachunek nie pojawia się od razu na stacji paliw. Pojawia się później — na polu, w magazynach ze zbożem i ostatecznie na półkach sklepowych.

I właśnie w tym miejscu kryzys energetyczny zaczyna przechodzić w kryzys żywnościowy.

Cieśninę Ormuz przez lata opisywano głównie jako szlak naftowy. Dziś coraz wyraźniej widać, że to także jeden z najważniejszych punktów dla światowego handlu nawozami. Europa i część świata niedawno mierzyły się już z podobnym problemem po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, gdy ceny gazu i nawozów uderzyły w rolnictwo. Czy za kilka miesięcy ten scenariusz może się powtórzyć, tym razem z powodu zakłóceń w cieśninie Ormuz?

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *