Cieśnina Ormuz pod kontrolą Iranu. Rozejm nie oznacza pokoju

Cieśnina Ormuz formalnie pozostaje otwarta, ale nie oznacza to powrotu do bezpiecznej żeglugi. Coraz więcej wskazuje na to, że bezpieczne przejście przez ten szlak zależy dziś od zasad narzucanych przez Teheran.

Jeżeli statek może przejść tylko wtedy, gdy podporządkuje się irańskim regulacjom, trudno mówić o pełnej swobodzie żeglugi. Iran nie cofa presji. Zmienia jej formę. Zamiast całkowitego zamknięcia cieśniny pojawia się kontrolowany tranzyt, w którym Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wskazuje, kto, kiedy i jakim torem może przejść przez jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata.

Katarski metanowiec sprawdza nowe zasady

Katarski metanowiec Al Kharaitiyat, przewożący LNG z Ras Laffan do Pakistanu, przechodzi przez cieśninę Ormuz torami zaakceptowanymi przez Iran. Według danych śledzenia ruchu statków, na które powołuje się Bloomberg to pierwszy katarski metanowiec LNG, który podjął taką próbę od rozpoczęcia wojny z Iranem 28 lutego. Dwie wcześniejsze próby, podjęte w kwietniu, zakończyły się zawróceniem jednostek przed opuszczeniem cieśniny.

Ten szczegół mówi więcej niż oficjalne komunikaty. Nie świadczy o pełnym odblokowaniu szlaku, lecz o sprawdzeniu nowych reguł. Kto zastosuje się do wymogów Teheranu, może liczyć na przejście. Kto ich nie uzna, musi brać pod uwagę ryzyko zatrzymania, zawrócenia albo eskalacji.

Teheran otwiera szlak, ale na własnych warunkach

6 i 7 maja marynarka Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej ogłosiła nowe zasady tranzytu. Według PressTV przejście ma być „bezpieczne i stabilne” dla jednostek, które stosują się do irańskich regulacji i korzystają z wyznaczonych torów wodnych.

Kilka dni wcześniej Teheran zapowiedział rozszerzenie morskiej strefy kontroli obejmującej niemal dwa tysiące kilometrów irańskiego wybrzeża. To próba ubrania kryzysu w język procedur. Iran nie mówi już wyłącznie o blokadzie. Mówi o zgodach, wyznaczonych trasach i podporządkowaniu ruchu morskiemu na własnych zasadach.

Trzy czerwone linie Teheranu

W tle rozmów o utrzymaniu rozejmu Iran podtrzymuje swoje wcześniejsze stanowisko wobec amerykańskich żądań. Teheran nie zgadza się na wstrzymanie wzbogacania uranu, wywiezienie zapasów wysoko wzbogaconego materiału ani na wspólną kontrolę cieśniny Ormuz z udziałem Stanów Zjednoczonych.

Już wcześniej irańscy przedstawiciele publicznie odrzucali propozycję stworzenia mechanizmu zarządzania cieśniną z udziałem USA. Według strony irańskiej Waszyngton miał również oczekiwać większego wpływu na zasady tranzytu przez Ormuz.

To nie jest spór wyłącznie o żeglugę. Iran pokazuje, że traktuje cieśninę Ormuz jako narzędzie nacisku politycznego i element rozmów o bezpieczeństwie energetycznym regionu i ma wpływ na ruch przez ten szlak.

Izrael podnosi stawkę

Sytuację zaostrza stanowisko Izraela. Według Channel 12 władze w Jerozolimie miały przekazać Waszyngtonowi, że ewentualny powrót do wojny powinien objąć uderzenia na całą irańską infrastrukturę energetyczną w ciągu 24 godzin. Poparcie dla takiego podejścia miało wyrazić kilka państw arabskich.

Jeżeli te doniesienia się potwierdzą, cieśnina Ormuz okaże się tylko jednym z elementów szerszego kryzysu. Drugim będzie irański sektor energetyczny, bez którego Teheran traci znaczną część narzędzi nacisku.

Na morzu trwa wojna nerwów

W ciągu trzech tygodni US Central Command ostrzelało i unieruchomiło cztery tankowce pod irańską banderą: Touska 19 kwietnia, Hasna 6 maja oraz Sea Star i Sevda 8 maja. Od początku blokady 13 kwietnia przekierowano ponad 57 jednostek.

Dzień przed unieruchomieniem Sea Star i Sevda niszczyciele USS Truxtun, USS Rafael Peralta i USS Mason znalazły się pod ostrzałem w cieśninie. Amerykańskie siły odpowiedziały uderzeniami samoobrony w rejonie Bandar Abbas, Qeshm i Bandar Kargan. Admirał Brad Cooper podkreślił, że siły USA pozostają zaangażowane w pełne egzekwowanie blokady.

Plama ropy przy wyspie Kharg

Na obraz kryzysu nakłada się możliwy wyciek ropy. Na zobrazowaniach satelitarnych Copernicus Sentinel, na zachód od irańskiej wyspy Chark, pojawiła się plama o powierzchni około 45 kilometrów kwadratowych. To rejon kluczowy dla eksportu irańskiej ropy. Przyczyna oraz miejsce, z którego pochodzi ten wyciek, pozostają nieznane.

Rozejm to nie pokój

Prezydent Donald Trump określił wymianę ognia jako „love tap” i stwierdził, że rozejm obowiązuje. Problem w tym, że obecny rozejm coraz mniej przypomina pokój. Bardziej wygląda na kryzys utrzymywany pod kontrolą, w którym Iran ustawia rogatki przy jednej z najważniejszych arterii światowego transportu ropy naftowej i LNG na świecie.

Do 15 maja okaże się, czy Pekin zaakceptuje ten układ. Trump ma wtedy przyjechać do Chin. Stawką nie będzie już tylko swoboda żeglugi przez cieśninę Ormuz, lecz pytanie, kto faktycznie kontroluje przepływ energii między Zatoką Perską, Azją i światową gospodarką.

Udostępnij ten wpis

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *