Ormuz wciąż zablokowany. Porozumienie USA-Iran nie wytrzymało tygodnia

Gdy w połowie czerwca Donald Trump ogłaszał koniec wojny z Iranem, świat odetchnął z ulgą, a ceny ropy poszybowały w dół. Wystarczyło jednak kilka dni, by entuzjazm rynków zderzył się z rzeczywistością Zatoki Perskiej. Cieśnina Ormuz wciąż nie ma jasnego statusu, a porozumienie, które miało to uporządkować, nie przetrwało nawet tygodnia.

Porozumienie, które nie przetrwało tygodnia

17 czerwca prezydent USA podpisał z Iranem czternastopunktowe memorandum, przewidujące natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz i zniesienie amerykańskiej blokady irańskich portów. Następnego dnia popłynęły pierwsze tankowce, a ceny WTI zjechały poniżej 75 dolarów. Wystarczyły jednak trzy dni. W sobotę 20 czerwca Marynarka Wojenna IRGC ponownie zamknęła cieśninę, tłumacząc to kontynuacją izraelskich ataków w Libanie i niewywiązaniem się USA z obietnicy zniesienia blokady. CENTCOM upierał się, że szlak pozostaje otwarty – dane firm monitorujących ruch (Windward, Kpler) pokazały jednak spadek z ponad 20 przejść dziennie do najwyżej kilku. Przed wojną przez Ormuz przechodziło 120–140 statków na dobę.

W samej umowie od początku było zresztą kilka zapisów niejednoznacznych, w tym uprawnienie Iranu do poboru opłat po 60 dniach oraz szacowany na 300 mld dolarów program odbudowy Iranu finansowany przez USA i sojuszników. Trump nazwał to fałszywką, ale wiceprezydent J.D. Vance nigdy temu wprost nie zaprzeczył.

Bürgenstock: dużo słów, mało konkretów

W rozpoczętych dzień później rozmowach w szwajcarskim Bürgenstock USA reprezentował J.D. Vance, a Iran – delegacja z udziałem przewodniczącego parlamentu Mohammada Baghera Ghalibafa. Po osiemnastu godzinach ustalono jedynie ramy proceduralne: komitet wysokiego szczebla, grupy robocze i mapę drogową do ostatecznego porozumienia w ciągu 60 dni. Doszło niemal do zerwania rozmów, gdy Trump napisał w mediach społecznościowych, że „rozwali” Iran, jeśli ten zamknie cieśninę – irańska delegacja na chwilę opuściła wtedy salę.

Ghalibaf nie pozostawił wątpliwości, jaki jest realny cel Teheranu: ruch przez Ormuz „nigdy nie wróci do stanu sprzed wojny”, a administratorem cieśniny pozostanie Iran. Tego samego dnia Teheran i Oman ogłosiły powołanie wspólnej komisji do zarządzania żeglugą w cieśninie – pierwszy krok do trwałej instytucjonalizacji irańskiej kontroli nad szlakiem.

Sojusznik, który nie słucha

Cały epizod obnaża słabość amerykańskiej dyplomacji. Washington zobowiązał się – bezpośrednio lub przez nacisk na Izrael – do zakończenia działań wojennych w Libanie. Izrael, formalnie niebędący stroną memorandum, kontynuuje jednak operacje, a minister obrony Itamar Ben-Gvir otwarcie mówi, że porozumienie Trumpa „Izraela nie obowiązuje”. USA przedstawiają się jako gwarant otwartej cieśniny, nie są jednak w stanie wymusić na własnym sojuszniku przestrzegania warunków, które sam wynegocjował. Magazyn „Foreign Affairs” ocenił to bez ogródek: Trump przegrał zarówno wojnę, jak i negocjacje pokojowe, a Iran wyszedł z konfliktu wzmocniony.

Cieśnina Schrödingera

Ekonomiści Banku Pekao ujęli całą sytuację w jednym określeniu: „cieśnina Schrödingera” – jednocześnie otwarta i zamknięta, w zależności od tego, kto mierzy. Dane AIS śledzone przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Lloyd’s List Intelligence potwierdzają ruch na poziomie nawet 20 statków dziennie, ale to wciąż połowa do dwóch trzecich mniej niż przed wojną, a duża część odbywa się w szarej strefie, z wyłączonymi transponderami – mechanizm, który opisywaliśmy już na naszym portalu. Nie pierwszy to raz, gdy amerykańskie zapewnienia o „otwartej” cieśninie okazują się naciągane – w kwietniu marynarka USA potajemnie eskortowała tankowce z ponad 100 mln baryłek ropy, co Trump ujawnił dopiero później, chwaląc się skalą operacji.

Koszty ubezpieczenia transportu przez ten szlak są wciąż ośmiokrotnie wyższe niż przed wojną, a najwięksi armatorzy wciąż omijają Zatokę Perską. Wniosek Pekao: memorandum jest kruche, a obecna prowizorka może okazać się trwała – ropa Brent nie spadnie poniżej 60 dolarów za baryłkę do końca roku.

11 tysięcy marynarzy czeka na ewakuację

Najbardziej ludzki wymiar kryzysu ujawniła 23 czerwca Międzynarodowa Organizacja Morska (IMO). Międzynarodowa Organizacja Morska poinformowała o rozpoczęciu etapowej ewakuacji ponad 11 tys. marynarzy, którzy od czterech miesięcy są uwiezieni na statkach na tych wodach. Podczas konfliktu życie straciło 14 członków załóg. Statki będą wypuszczane w grupach, według harmonogramu koordynowanego przez IMO wspólnie z Iranem, Omanem i innymi państwami regionu; żadna jednostka nie opuści portu z własnej inicjatywy. To przypomnienie, że kryzys wokół Ormuzu to nie tylko notowania ropy, ale i miesiące realnego uwięzienia ludzi na pokładach.

Co to oznacza dla Polski

Bezpieczeństwo dostaw nie jest zagrożone – rezerwa strategiczna ropy pokrywa ponad 90 dni zapotrzebowania, zapewniał rzecznik rządu Adam Szłapka, a Polska zdywersyfikowała w ostatnich latach kierunki dostaw. Spadek cen ropy dał rządowi argument do wygaszenia programu kontroli cen paliw – na jak długo, pokaże dopiero to, jak długo wytrzyma rozejm między USA i Iranem.

Ponad tydzień po Wersalu cieśnina Ormuz pozostaje kartą przetargową w rękach Teheranu i testem wiarygodności amerykańskiej dyplomacji – obiektem, który jest jednocześnie otwarty i zamknięty, zależnie od tego, kto akurat mierzy.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *