Czy okręty podwodne decydują o wyniku wojny na morzu?

Wczorajsze wydarzenie pokazało, czym w rzeczywistości jest wojna na morzu. Warto więc sięgnąć do historii podobnych starć, a jednocześnie przywołać sytuację, w jakiej znajduje się dziś Polska – państwo nadmorskie, które nie posiada w służbie sprawnego okrętu podwodnego.
W artykule
Rzadkie przypadki w historii powojennej
Wbrew powszechnemu wyobrażeniu, bojowe zatopienie okrętu wojennego przez torpedę wystrzeloną z okrętu podwodnego po zakończeniu II wojny światowej należało do przypadków wyjątkowo rzadkich.
Dlatego warto przypomnieć wcześniejsze wydarzenia, w których okręt podwodny zatopił jednostkę nawodną. Pierwszym takim przypadkiem po 1945 roku było zdarzenie z 1971 roku, kiedy pakistański okręt podwodny PNS Hangor zatopił indyjską fregatę INS Khukri podczas wojny indyjsko-pakistańskiej.
Jednym z najbardziej znanych przykładów pozostaje zatopienie argentyńskiego krążownika ARA General Belgrano 2 maja 1982 roku podczas wojny o Falklandy. Jednostka została trafiona torpedami wystrzelonymi przez brytyjski atomowy okręt podwodny HMS Conqueror (S48). Co ciekawe, użyta broń wywodziła się jeszcze z konstrukcji opracowanych w czasie II wojny światowej.
Kolejnym głośnym incydentem tego rodzaju było zatopienie południowokoreańskiej korwety ROKS Cheonan 26 marca 2010 roku. Jednostka została trafiona torpedą CHT-02D wystrzeloną przez północnokoreański miniaturowy okręt podwodny.
Czwarty przypadek po II wojnie światowej
Zatopienie IRIS Dena oznacza więc, że w powojennej historii mamy dopiero czwarty przypadek zatopienia okrętu wojennego przez okręt podwodny.
Jednocześnie jest to drugi przypadek użycia myśliwskiego atomowego okrętu podwodnego przeciwko jednostce nawodnej w warunkach bojowych.

W przeciwieństwie do wcześniejszych wydarzeń zastosowano jednak broń nowej generacji. W tym przypadku użyto ciężkiej torpedy Mk-48 ADCAP, jednej z najnowocześniejszych torped znajdujących się na wyposażeniu US Navy. Jej głowica zawiera około 295 kg materiału wybuchowego PBXN-105, którego siła rażenia odpowiada w przybliżeniu pół tonie trotylu – co pokazało wczorajsze zatopienie fregaty IRIS Dena.
Brutalna lekcja wojny morskiej i polski wątek
Historia pokazuje, że mimo ogromnego rozwoju technologii wojskowych okręty podwodne wciąż pozostają jednym z najgroźniejszych przeciwników na morzu.
Gdy jednostka nawodna zostanie wykryta przez skrycie operujący okręt podwodny, jej szanse na reakcję są często minimalne. W takich warunkach torpeda pozostaje jedną z najbardziej brutalnych i skutecznych broni współczesnej wojny morskiej.
W tym miejscu warto przywołać także wątek Marynarki Wojennej RP, w której przez ponad trzy dekady zapowiadano pozyskanie nowych okrętów podwodnych. Kolejne rządy nie potrafiły jednak doprowadzić tego procesu do końca. Państwo mające dostęp do jednego z najbardziej strategicznych akwenów w Europie pozostaje dziś praktycznie bez tych zdolności.

Tymczasem w programie Orka zdecydowano się na wybór projektu szwedzkiego, który zmaga się z wieloletnim opóźnieniem sięgającym już niemal dekady. Co więcej, w obecnej konfiguracji jednostki te mają wejść do służby bez pocisków manewrujących – jednego z kluczowych elementów odstraszania we współczesnej wojnie morskiej, który z pewnością nie ułatwiłby życia rosyjskim planistom.
Okręt podwodny jako narzędzie odstraszania
W kontekście okrętów podwodnych warto przypomnieć słowa kmdr Tomasza Witkiewicza, który na łamach naszego portalu zwracał uwagę na rzeczywistą rolę okrętów podwodnych we współczesnej wojnie morskiej. Więcej o potrzebie pozyskania OOP pisaliśmy wcześniej na Portalu Stoczniowym.
OOP to nie wyłącznie ochrona Bałtyku i udział w misjach NATO. Okręt podwodny to przede wszystkim narzędzie odstraszania – nawet jeden zmusza przeciwnika do stałego wydzielania sił ZOP, ogranicza jego swobodę operacyjną i komplikuje planowanie.
Druga sprawa to rozpoznanie. Okręt podwodny na Bałtyku może zbierać dane hydroakustyczne rosyjskich jednostek, budować biblioteki celów i wzmacniać wymianę informacji w ramach NATO. Tego nie zastąpi ani korweta, ani lotnictwo.
Trzecia kwestia to szkolenie. Bez własnych okrętów podwodnych nie da się realnie szkolić sił zwalczania okrętów podwodnych. Jeśli nie potrafimy ćwiczyć przeciwko realnemu przeciwnikowi, trudno mówić o przewadze w środowisku podwodnym.
Bałtyk to akwen zamknięty, płytki, z gęstą infrastrukturą. W takich warunkach skrycie operujący OP jest jednym z najbardziej efektywnych środków oddziaływania – zarówno defensywnego, jak i ofensywnego. Krótko mówiąc: okręty podwodne to nie dodatek do floty, lecz element równowagi sił. Bez niej Polska oddaje przeciwnikowi całe środowisko podwodne praktycznie bez walki.
Mariusz Dasiewicz – wydawca Portalu Stoczniowego. Zajmuje się tematyką Marynarki Wojennej RP oraz przemysłu stoczniowego. W swoich tekstach koncentruje się na programach modernizacyjnych marynarek wojennych oraz zagadnieniach związanych z rozwojem bezpieczeństwa morskiego Polski. Stawia na analizę opartą na faktach i przejrzystość procesu decyzyjnego.









