Japonia zmienia kurs. Niszczyciele dla Filipin, fregaty dla Australii

Japonia coraz wyraźniej odchodzi od powojennych ograniczeń w eksporcie uzbrojenia. Tokio przygotowuje przekazanie Filipinom używanych niszczycieli eskortowych typu Abukuma. Jednocześnie zdobyło najważniejszy kontrakt eksportowy w historii własnego przemysłu okrętowego — budowę fregat typu Mogami dla Australii.

Japonia przełamuje długoletnie ograniczenia

Przez dekady Japonia bardzo ostrożnie podchodziła do eksportu uzbrojenia. Wynikało to zarówno z pacyfistycznego charakteru powojennej konstytucji, jak i z politycznych zasad ograniczających sprzedaż sprzętu wojskowego za granicę. Sytuacja zmienia się jednak wraz z pogorszeniem bezpieczeństwa w Indo-Pacyfiku.

Tokio coraz bardziej traktuje przemysł obronny nie tylko jako zaplecze własnej floty, lecz także jako narzędzie wzmacniania partnerów w regionie. W praktyce oznacza to wejście Japonii do grona państw dostarczających sprzęt wojskowy krajom, które znajdują się pod rosnącą presją Chin.

Nie są to okręty nowej generacji. Mają ograniczone możliwości obrony powietrznej i niewielki zapas modernizacyjny. Dla Filipin mogą być jednak bardzo cenne, bo dają coś, czego Manila potrzebuje już teraz: dodatkowe okręty do patrolowania własnych wód, osłony żeglugi i prowadzenia działań ZOP.

Okręty typu Abukuma dla Filipin

Najważniejszym elementem rozmów są niszczyciele eskortowe typu Abukuma. To jednostki zbudowane na przełomie lat 80. i 90., klasyfikowane w Japonii jako destroyer escort. W polskiej terminologii najbezpieczniej określać je jako niszczyciele eskortowe, ewentualnie małe fregaty ZOP, ponieważ ich zadania i wielkość sytuują je bliżej fregat niż współczesnych niszczycieli.

Okręty mają około 109 metrów długości i wyporność standardową rzędu 2000 ton. Ich uzbrojenie obejmuje pociski przeciwokrętowe Harpoon, system ASROC do zwalczania okrętów podwodnych, armatę kalibru 76 mm, wyrzutnie lekkich torped oraz artyleryjski zestaw obrony bezpośredniej Phalanx.

Nie są to okręty nowej generacji. W porównaniu ze współczesnymi fregatami mają ograniczone możliwości obrony powietrznej i skromniejszy zapas modernizacyjny. Dla Filipin mogą być jednak bardzo wartościowe, ponieważ szybko zwiększają liczbę pełnomorskich okrętów zdolnych do patrolowania wód przybrzeżnych, ochrony szlaków żeglugowych i prowadzenia działań ZOP w tej części świata.

Z punktu widzenia Manili liczy się więc nie tylko wiek okrętów, ale przede wszystkim czas. Filipiny potrzebują jednostek, które można wprowadzić do służby szybciej niż nowe fregaty budowane od podstaw. Dla Japonii to z kolei test nowego modelu polityki bezpieczeństwa: zamiast ograniczać się do ćwiczeń, deklaracji i pomocy technicznej, Tokio zaczyna przekazywać partnerom realny sprzęt morski.

Abukuma to jednak tylko jedna część tej zmiany. O australijskim wyborze fregat typu Mogami nie będę się tu szerzej rozpisywał, bo ten temat opisałem już w osobnym kwietniowym artykule na naszym portalu. Wystarczy przypomnieć, że Canberra postawiła na japońską propozycję w programie nowych fregat ogólnego przeznaczenia. Dla Tokio to ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, Japonia nie mówi już wyłącznie o współpracy obronnej, ale zaczyna oferować okręty wojenne partnerom z regionu. Po drugie, jej przemysł okrętowy wygrał na wymagającym rynku, na którym od lat silną pozycję mają europejscy dostawcy.

Japonia zmienia kurs. Niszczyciele dla Filipin, fregaty dla Australii / Portal Stoczniowy
Fot. Fregata typu Mogami Japońskich Morskich Sił Samoobrony podczas przejścia na morzu / @MICHIYAM / X

Filipiny nie są jedynym kierunkiem

Japońskie wsparcie dla państw regionu nie ogranicza się do Filipin. Tokio rozwija również współpracę z Indonezją, której ma dostarczyć okręty patrolowe przydatne na wodach przybrzeżnych i śródlądowych. To ważne, ponieważ wiele państw Indo-Pacyfiku nie potrzebuje wyłącznie dużych okrętów wojennych. Równie istotne są jednostki do codziennego patrolowania akwenów, ochrony wyłącznych stref ekonomicznych i reagowania na działania poniżej progu wojny.

W ten sposób Japonia buduje sieć partnerstw morskich. Nie jest to jeszcze eksport uzbrojenia na skalę Stanów Zjednoczonych, Korei Południowej czy europejskich koncernów stoczniowych, ale kierunek jest jednoznaczny. Tokio chce być państwem, które nie tylko samo wzmacnia swoją flotę, lecz także pomaga innym utrzymywać obecność na morzu.

Nowa rola Japonii w Indo-Pacyfiku

Japonia nie staje się eksporterem okrętów wojennych z powodów czysto handlowych. W tle jest sytuacja strategiczna w Indo-Pacyfiku: rosnąca aktywność chińskiej marynarki wojennej, presja na Filipiny na Morzu Południowochińskim, napięcia wokół Tajwanu oraz rozwój północnokoreańskiego programu rakietowego.

Tokio odpowiada na te wyzwania dwutorowo. Z jednej strony modernizuje własne Morskie Siły Samoobrony, z drugiej wzmacnia partnerów, którzy znajdują się na najważniejszych kierunkach morskiej rywalizacji z Chinami. Okręty typu Abukuma dla Filipin i fregaty Mogami dla Australii są elementami tej samej układanki.

Z perspektywy regionu oznacza to, że Japonia przestaje być wyłącznie państwem korzystającym z amerykańskiego parasola bezpieczeństwa. Coraz częściej sama zaczyna pełnić rolę dostawcy bezpieczeństwa, a przemysł okrętowy staje się jednym z narzędzi tej polityki.

Co to oznacza dla przemysłu okrętowego?

Japońskie stocznie mają duże doświadczenie w budowie okrętów dla własnej floty. Dotąd brakowało im jednak praktyki eksportowej, a w tej branży bywa ona równie ważna jak sam projekt. Planowany transfer okrętów typu Abukuma i australijski wybór fregat Mogami mogą tę barierę przełamać. Japonia pokazuje, że jej przemysł okrętowy nie musi pracować wyłącznie na potrzeby Morskich Sił Samoobrony.

Nie oznacza to, że Japonia szybko stanie się masowym eksporterem uzbrojenia. Nadal ograniczają ją procedury, polityczne uwarunkowania i niewielkie doświadczenie w prowadzeniu dużych programów eksportowych. Kierunek jest jednak widoczny. Tokio zaczyna traktować okręty wojenne jako narzędzie polityki regionalnej, a nie wyłącznie wyposażenie własnej floty.

Dla państw Indo-Pacyfiku to ważny sygnał. Japonia, która przez lata unikała bezpośredniego udziału w eksporcie sprzętu wojskowego, coraz śmielej wchodzi w obszar, który do tej pory był domeną największych producentów uzbrojenia. W regionie, gdzie bezpieczeństwo morskie stało się jednym z głównych pól rywalizacji, taka zmiana ma znaczenie większe niż sam transfer kilku okrętów.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *