Cieśnina Ormuz przetasowuje handel ropą i LNG. Tankowce płyną w kierunku wybrzeży USA

Do amerykańskiego wybrzeża Zatoki Meksykańskiej zmierza fala pustych supertankowców, które mają odebrać ładunki ropy w warunkach wojny z Iranem i utrzymujących się zakłóceń żeglugi przez cieśninę Ormuz. Coraz wyraźniej widać, że światowy handel energią wchodzi w fazę ostrego przetasowania. Czy największym beneficjentem tej zmiany okażą się Stany Zjednoczone?
W artykule
Wzrost eksportu surowców energetycznych z Zatoki Meksykańskiej
W stronę amerykańskiego wybrzeża Zatoki Meksykańskiej płynie obecnie 68 pustych supertankowców. Każdy z nich może zabrać około 2 mln baryłek ropy. Nie jest to zwykły ruch tonażu, lecz wyraźny sygnał, że rynek reaguje na sytuację, w której około 20 proc. światowego morskiego handlu ropą i LNG zostało sparaliżowane przez wojnę z Iranem i blokadę Cieśniny Ormuz. Mimo rozejmu żegluga przez ten szlak nadal nie wróciła do normalnego trybu, dlatego armatorzy i odbiorcy wciąż szukają bezpieczniejszych kierunków załadunku.
Skala przesunięcia jest już widoczna w danych eksportowych. Bloomberg ocenia, że w kwietniu eksport ropy z amerykańskiego wybrzeża Zatoki Meksykańskiej osiągnie średnio 4,9 mln baryłek dziennie, co oznacza nowy rekord. To wzrost o 23 proc. względem marca i o 30 proc. względem lutego. Na maj zakontraktowano już 28 supertankowców, choć w normalnych warunkach na tym etapie miesiąca byłoby ich około pięciu. Według Bloomberga w maju amerykański eksport może po raz pierwszy w historii przekroczyć poziom 5 mln baryłek dziennie.
Nie chodzi zresztą tylko o ropę. Reuters podał, że eksport produktów rafinowanych z USA wzrósł w marcu do rekordowych 3,11 mln baryłek dziennie. Równocześnie rekord padł także w eksporcie LNG USA, ponieważ odbiorcy z Europy i Azji zaczęli szukać alternatywy dla dostaw z regionu Zatoki.
USA korzystają na kryzysie, ale płacą za to też własnym rynkiem
W praktyce Stany Zjednoczone zaczęły dziś pełnić rolę awaryjnego dostawcy energii dla rynku światowego. Nie dlatego, że wcześniej ktoś to precyzyjnie zaplanował, lecz dlatego, że kolejne źródła podaży zostały ograniczone jednocześnie przez wojnę, sankcje i zakłócenia żeglugi. Reuters informował już w marcu, że irańskie uderzenia uszkodziły część katarskiej infrastruktury eksportowej LNG w Ras Laffan, wyłączając około 17 proc. mocy eksportowych na okres od trzech do pięciu lat.
W tej sytuacji przewagę zyskuje jedyny wielki producent, który ma skalowalną infrastrukturę eksportową, dostęp do portów głębokowodnych i możliwość szybkiego podstawienia ładunków na rynek. Dlatego tankowce nie zawracają, nawet jeśli polityczna retoryka w Waszyngtonie zmienia się z dnia na dzień. Reuters podał, że 8 kwietnia Donald Trump dopuszczał koncepcję wspólnego z Iranem pobierania opłat za przejście przez Ormuz, a już dzień później zaczął domagać się otwarcia cieśniny bez jakichkolwiek opłat. Zwrot nastąpił w ciągu kilkudziesięciu godzin, ale dla rynku ważniejsze od deklaracji pozostały realne warunki żeglugi.
Ten wzrost eksportu ma jednak także ciemną stronę. Reuters podał, że marcowa inflacja w USA najmocniej od lat została podbita właśnie przez skok cen paliw, a ceny benzyny i oleju napędowego gwałtownie wzrosły wskutek wojny z Iranem. To oznacza, że ten sam kryzys, który napędza zyski eksporterów i rafinerii, równocześnie uderza w amerykańskiego kierowcę i podnosi koszty życia w kraju.
Rynek działa dziś na dwóch kierunkach
Równie istotne jest jednak to, że obecny kryzys działa dziś na dwóch kierunkach. Z jednej strony pcha azjatyckich i europejskich odbiorców w stronę amerykańskiej ropy i gazu, rozliczanych w dolarze. Z drugiej nie zatrzymuje całkowicie irańskich dostaw do Chin, które nadal mogą trafiać na rynek poza zachodnim reżimem sankcyjnym.
W efekcie obecny kryzys nie tylko wzmacnia eksportową pozycję Stanów Zjednoczonych, ale też pokazuje, że równolegle nadal funkcjonują alternatywne kanały handlu surowcami. Nie ma w tym żadnej ideologii ani antyamerykańskiego tonu. Jest po prostu rynek, który w warunkach wojny i zakłóceń żeglugi premiuje tych, którzy mają wolny surowiec, sprawną logistykę i dostęp do bezpiecznych terminali.









