Budowa nowego „Daru Młodzieży” bez chętnych. Pierwszy przetarg zakończony porażką

W pierwszym postępowaniu na zaprojektowanie i budowę następcy Daru Młodzieży nie wpłynęła żadna oferta. To nie kończy programu, ale jest poważnym sygnałem ostrzegawczym.
W artykule
Stawką w tym postępowaniu nie jest tylko nowy żaglowiec szkolny, lecz ciągłość kształcenia kadr dla polskiej gospodarki morskiej i transportu morskiego.
Dar Młodzieży pokazuje banderę, następca utknął w przetargu
Trudno o bardziej symboliczny moment. Dar Młodzieży jest w Nowym Jorku, gdzie reprezentuje Polskę podczas parady żaglowców związanej z obchodami 250. rocznicy podpisania Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Na pokładzie są studenci, załoga i przedstawiciele Uniwersytetu Morskiego w Gdyni. Polska fregata szkolna znów robi to, do czego przez dekady przyzwyczaiła opinię publiczną: szkoli, promuje kraj i przypomina o polskiej tradycji morskiej.
Tymczasem z kraju przyszedł zimny prysznic. W pierwszym przetargu na wykonanie projektu oraz budowę następcy Daru Młodzieży nie złożono ani jednej oferty. Termin składania ofert minął 1 lipca, a Uniwersytet Morski w Gdyni zapowiedział analizę sytuacji i przygotowanie kolejnego postępowania.
Program oczywiście nie jest jeszcze pogrzebany. Przetarg można powtórzyć, a dokumentację poprawić. Problem w tym, że przy takim projekcie brak choćby jednej oferty nie jest drobną formalnością. To sygnał, że warunki postawione rynkowi mogły być zbyt trudne, zbyt kosztowne albo zbyt ryzykowne dla potencjalnych wykonawców.
To nie jest zwykły statek szkolny
Następca Daru Młodzieży ma być trzymasztową fregatą szkolną, większą od obecnego żaglowca i dostosowaną do współczesnych wymagań dydaktycznych, technicznych oraz bezpieczeństwa. Według założeń jednostka ma mieć około 112 metrów długości całkowitej z bukszprytem, co najmniej 3300 m² podstawowego ożaglowania oraz miejsce dla 169 osób, w tym 120 kadetów.
Same liczby nie oddają jednak znaczenia całego programu. Chodzi o statek, który przez kolejne dekady ma szkolić przyszłych oficerów marynarki handlowej. Na takim pokładzie studenci uczą się pracy na morzu, wacht, nawigacji, odpowiedzialności za zespół i funkcjonowania w warunkach, w których błąd szybko przestaje być teorią.
W transporcie morskim dobrze przygotowana kadra jest równie ważna jak statki, porty i infrastruktura. Bez ludzi zdolnych do pracy na mostku, w armatorstwie, administracji morskiej i logistyce nawet najlepiej rozwinięta gospodarka morska pozostaje niepełna. Dlatego następca Daru Młodzieży nie jest dodatkiem do tradycji, lecz inwestycją w przyszłe kadry polskiej żeglugi.
Brak ofert powinien dać do myślenia
Postępowanie prowadzono w formule „zaprojektuj i wybuduj”. Dla zamawiającego to wygodne rozwiązanie, bo łączy projektowanie i wykonanie w jednym kontrakcie. Dla polskich stoczni oznacza jednak przygotowanie kosztownej, złożonej i ryzykownej oferty.
W branży słychać, że problemem mogły być wymagania dotyczące dokumentacji, koszt przygotowania propozycji oraz procedury administracyjne. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie są to oficjalne przyczyny wskazane przez zamawiającego. Na tym etapie można mówić o sygnałach z rynku, a nie o rozstrzygniętej diagnozie.
Budowa żaglowca szkolnego to przedsięwzięcie niszowe. To nie jest seryjna budowa promu, holownika czy masowca. Wykonawca musi połączyć kompetencje stoczniowe, projektowe, żaglowe, dydaktyczne i armatorskie. Do tego dochodzą nowoczesne systemy nawigacyjne, napęd hybrydowy, wymogi bezpieczeństwa i standardy eksploatacji statku szkolnego.
Brak ofert nie musi więc oznaczać braku zainteresowania samą ideą. Może raczej pokazywać, że rynek uznał obecne warunki za zbyt trudne, zbyt ryzykowne albo wymagające doprecyzowania. Dlatego kolejne postępowanie powinno być przygotowane tak, aby utrzymać ambicje programu, ale nie zamknąć drogi realnym wykonawcom.
Szkolnictwo morskie potrzebuje ciągłości
Dar Młodzieży wszedł do służby w latach 80. i od tego czasu stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich statków szkolnych. Dla wielu absolwentów uczelni morskiej był pierwszym poważnym sprawdzianem na morzu. Dla opinii publicznej pozostaje symbolem Gdyni, polskiej bandery i tradycji, która nie kończy się na wspomnieniach o Darze Pomorza.
Tyle że symbole również się starzeją. Obecny żaglowiec można remontować i wykorzystywać tak długo, jak pozwalają na to stan techniczny oraz przepisy. Nie da się jednak w nieskończoność odkładać decyzji o następcy. Szkolnictwo morskie wymaga planowania na dekady, bo kadr dla żeglugi nie tworzy się z roku na rok.
To szczególnie ważne dziś, gdy Polska rozbudowuje porty, inwestuje w offshore, rozwija logistykę morską i coraz częściej mówi o ochronie infrastruktury krytycznej na morzu. W takim otoczeniu własne szkolnictwo morskie nie jest sprawą sentymentalną. Jest częścią bezpieczeństwa gospodarczego państwa.
Program musi wrócić na właściwy tor
Budowa następcy Daru Młodzieży została wpisana do programu wieloletniego „Budowa statków dla uczelni morskich w latach 2025–2029”. Obejmuje on także nowy statek szkolno-badawczy dla Politechniki Morskiej w Szczecinie. Projekt ma więc umocowanie finansowe i nie jest jedynie uczelnianym pomysłem.
Teraz kluczowe będzie przygotowanie drugiego postępowania. Nie powinno ono być prostym powtórzeniem poprzedniego, jeżeli analiza pokaże, że warunki zniechęciły potencjalnych wykonawców. Potrzebne jest chłodne sprawdzenie dokumentacji, podziału ryzyk, terminów, wymagań technicznych oraz sposobu rozmowy z rynkiem.
W tej sprawie nie chodzi o szybkie podpisanie umowy za wszelką cenę. Ważniejsze jest to, aby podpisać ją dobrze. Następca Daru Młodzieży ma służyć przez dekady, dlatego błędy popełnione na etapie założeń, wymagań lub kontraktu mogą wracać przez cały okres budowy i późniejszej eksploatacji.
Pierwsze postępowanie nie przyniosło ofert, ale sprawa nie powinna utknąć w urzędowej procedurze. Jeżeli Polska chce utrzymać silne szkolnictwo morskie i kształcić kadry dla żeglugi, portów, offshore oraz administracji morskiej, następca Daru Młodzieży musi wrócić na realną ścieżkę budowy. Kluczowe będzie teraz takie przygotowanie drugiego przetargu, aby przyciągnął wykonawców, ograniczył ryzyka po obu stronach i zakończył się kontraktem, który da początek budowie przyszłej polskiej fregaty szkolnej.









