Odbudowa szkolnictwa zawodowego dla przemysłu okrętowego 

26 maja 2022 roku, w trakcie posiedzenia Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego (WRDS) w Gdańsku poświęconego problematyce gospodarczej regionu, dyrektor Biura Związku Pracodawców FORUM OKRĘTOWE Ireneusz Karaśkiewicz przedstawił wyzwania, przed jakimi staje przemysł okrętowy w województwie pomorskim, i zgłosił konieczność pilnej odbudowy kształcenia zawodowego na potrzeby tej branży.
W przyjętym w wyniku dyskusji Stanowisku WRDS dotyczącym oceny funkcjonowania gospodarki województwa pomorskiego czytamy:
„(…) Pomorski przemysł okrętowy czekają w najbliższych latach duże wyzwania związane m.in. z realizacją programów zbrojeniowych na potrzeby bezpieczeństwa państwa, budową promów dla polskich armatorów, jednostek pływających na potrzeby morskiej energetyki wiatrowej oraz dekarbonizacją żeglugi. Intensywnie rozwijają się biura projektowe i firmy serwisowe mechanizmów okrętowych i urządzeń, armatorskich firm obsługi technicznej floty.
W połączeniu z wymianą pokoleniową spowodowaną przechodzeniem na emeryturę, rodzi to potrzebę stałego dopływu dużej liczby wysoko wykwalifikowanych pracowników, który w obecnej chwili jest daleko niewystarczający. Mimo znacznej interwencji ze środków unijnych będących w dyspozycji samorządu województwa pomorskiego w ponadpodstawowe szkolnictwo zawodowe, należy dążyć do wzmocnienia kształcenia na wszystkich szczeblach tej branży. Brak dopływu wykształconych kadr stanowi główną barierę rozwojową i stwarza zagrożenie dla jej rozwoju w przyszłości (…)”.
O rozmowę dotyczącą szkolnictwa zawodowego dla przemysłu okrętowego poprosiliśmy dyrektora Biura Związku Pracodawców FORUM OKRĘTOWE Ireneusza Karaśkiewicza.
– FORUM OKRĘTOWE ma swoje pomysły na odbudowę szkolnictwa zawodowego dla przemysłu okrętowego. Porozmawiajmy o nich.
– Oczywiście. Zacznijmy jednak od pokazania naszym czytelnikom, jaką pozycję zajmuje przemysł okrętowy w gospodarce województwa pomorskiego. Obrazują to poniższe dane pochodzące z prezentacji „Sytuacja Gospodarcza Województwa Pomorskiego” przygotowanej przez Departament Rozwoju Gospodarczego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego zaprezentowanej właśnie na plenarnym posiedzeniu WRDS w dniu 26 maja 2022. Widać jasno, że w dalszym ciągu nasza branża jest czołowym producentem i kołem zamachowym eksportu naszego województwa.
Tabela 1 – Struktura eksportu województwa pomorskiego

– Nie wszyscy są chyba świadomi znaczenia jakie ma branża okrętowa dla województwa pomorskiego?
– Dla wielu jest to zaskoczeniem – również dla tych, którzy mają wpływ na edukację. Pytanie, które postawiłem w trakcie swojego wystąpienia na posiedzeniu WRDS brzmiało: czy kształcenie zawodowe na potrzeby branży okrętowej jest adekwatne do pozycji gospodarczej, jaką ta zajmuje w naszym regionie? Odpowiedź można znaleźć w danych przygotowanych dzięki uprzejmości Departamentu Edukacji i Sportu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego przedstawionych w Tabelach 2 i 3 poniżej. Moje pytanie zadane w trakcie posiedzenia WRDS było oczywiście retoryczne –edukacja na potrzeby naszej branży została mocno zaniedbana.
Tabela 2 – Kształcenie w pomorskich szkołach w zawodach dedykowanych dla przemysłu okrętowego

Tabela 3 – Kształcenie w pomorskich szkołach w zawodach, które mogą być wykorzystane przez przemysł okrętowy i nowe kierunki

– Zanim przejdziemy do edukacji, porozmawiajmy o sytuacji branży okrętowej w województwie pomorskim. Do prasy przebijają się głosy o nadchodzącej recesji mającej dotknąć światową gospodarkę, w tym również polską. Jak na tym tle wyglądają perspektywy polskiej i pomorskiej branży okrętowej?
– Recesja zawsze dotyka nierównomiernie różne obszary gospodarki. Są takie które dotknie mocniej, inne słabiej, niektóre jednak będą przeżywały wręcz boom. Natomiast jeżeli chodzi o branżę okrętową są realne podstawy do tego by sądzić, że przejdzie ona nadchodzącą recesję suchą stopą i może być kołem zamachowym gospodarki województwa pomorskiego w trudnych czasach. Potrzebne są jednak kadry i związana z tym odbudowa edukacji na potrzeby przemysłu okrętowego.
– Na czym opiera Pan to optymistyczne przekonanie?
– Przemysł okrętowy w Polsce staje przed dużymi wyzwaniami i projektami – już realizowanymi w polskich stoczniach. Rozpoczęła się już dekarbonizacja światowej żeglugi – duża część istniejącej światowej floty wymaga modernizacji pod kątem ograniczenia jej emisyjności. To specjalność polskich stoczni remontowych, które są kluczową częścią polskiego przemysłu okrętowego. To właśnie w województwie pomorskim znajduje się największa stocznia remontowa w Europie ale także i inne – mniejsze, ale kompetentne. Polskie stocznie specjalizują się i są europejskim liderem w budowie i przebudowie jednostek niskoemisyjnych z napędem LNG, hybrydowym i elektrycznym.
Rozpoczęły się wielkie inwestycje w obronność kraju: program „Miecznik”, czyli budowa 3 okrętów wojennych klasy fregata, budowa 3 kolejnych niszczycieli min klasy Kormoran II dla Marynarki Wojennej RP, a także spodziewane są kolejne zamówienia w bliskiej przyszłości. Rozpoczął się największy w historii polskiego przemysłu okrętowego program budowy w polskich stoczniach serii promów niskoemisyjnych z napędem LNG dla polskiego armatora.
W województwie pomorskim dynamicznie rozwijają się biura projektowe i firmy serwisowe mechanizmów i urządzeń okrętowych. Trójmiasto stało się swego rodzaju „doliną krzemową” – tutaj znajduje się ok. 40 biur projektowych zatrudniających ok. 3000 projektantów. Otwierane są i rozbudowywane oddziały globalnych potentatów, czyniąc z Trójmiasta jedno z głównych centrów projektowych w Europie.
Przed nami duży proces inwestycyjny w morską energetykę wiatrową nie tylko w Polsce, ale również w Europie: budowa samych farm i jednostek pływających do ich budowy i obsługi. Floty do budowy farm wiatrowych i ich obsługi zwyczajnie nie ma i trzeba ją wybudować, co wielu inwestorów przespało i dlatego tutaj zacznie się niebawem duży ruch.
Polska jest dużym producentem częściowo wyposażonych kadłubów i bloków okrętowych. Eksperci już obserwują silne ożywienie na rynku podróży wycieczkowcami, przy produkcji których polskie firmy były istotnym kooperantem. Wiele firm wycieczkowych zanotowało w tym roku 100 % obłożenie, wreszcie zaczęły zarabiać po przerwie spowodowanej Covidem, a to znajdzie przełożenie na nowe inwestycje i projekty, które przez ostatnie dwa lata były wstrzymywane. Stawki frachtowe na przewóz towarów w wielu obszarach są wysokie. Armatorzy, którzy są chlebodawcami stoczni, zarabiają, a to przełoży się na nowe zlecenia dla stoczni.
Wreszcie popyt na ropę i gaz ze źródeł spoza Rosji, których cena (szczególnie gazu) osiągnęła taki poziom, że ponownie pojawiło się ożywienie na rynku wydobywczym off-shore, w którym polskie stocznie miały mocną pozycję.
Szanse więc są, ale by ich nie zaprzepaścić potrzebny jest stały dopływ odpowiedniej liczby wysoko wykwalifikowanych fachowców, a to zostało niestety zahamowane i trzeba to zmienić.
– Zanim do tych zmian przejdziemy pytanie: czy sprowadzanie pracowników spoza Polski nie rozwiązałoby problemu?
– Rozwiązuje go jedynie częściowo i dotyczy to raczej zawodów wymagających niższych kwalifikacji, np.: malarze, piaskarze, szlifierze, spawacze, ślusarze do prostych prac wyposażeniowych i stolarskich. Zawody te wymagają krótkich kursów przygotowawczych lub zwykłego przyuczenia do specyfiki okrętowej w trakcie pracy, prowadzonych przez firmy we własnym zakresie.
Natomiast jeżeli chodzi o zawody specjalistyczne, wymagające głębszej wiedzy teoretycznej, umiejętności czytania i zrozumienia specyfikacji technicznej, oraz dobrej znajomości rysunku technicznego, takie jak: technolodzy, spawalnicy, monterzy, mechanicy okrętowi, specjaliści od systemów elektrycznych i całej elektroniki okrętowej, nawigacji, systemów hydraulicznych i pneumatycznych, automatycy, operatorzy urządzeń sterowanych numerycznie (CNC), w tym robotów spawalniczych, cała gama specjalistów potrzebnych do zbudowania czy przebudowania bardzo skomplikowanego produktu jakim jest statek – tutaj zaangażowanie samych firm nie wystarczy i potrzebny jest system kształcenia, który trzeba odbudować. Również dla emigrantów z innych krajów pracujących w Polsce.
– Dla postronnego obserwatora zestawienie danych zawartych w powyższych Tabelach, tj. pozycja przemysłu okrętowego i jednoczesna uboga oferta edukacyjna może wydawać się zaskakująca? Dlaczego do tego doszło?
– Przyczyn, dlaczego szkolnictwo zawodowe na potrzeby przemysłu okrętowego zostało drastycznie zredukowane, jest kilka, ale jedną z głównych był i jest brak zinstytucjonalizowanego, systemowego i profesjonalnego przepływu informacji pomiędzy realnymi potrzebami naszej branży, a instytucjami odpowiedzialnymi za kształcenie zawodowe. Mówiłem o tym w trakcie posiedzenia Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w dniu 26 maja 2022 roku.
Wojewódzkie i powiatowe zespoły doradcze specjalnie powołane w tym celu, nie zapewniły takiego przepływu informacji. Wielokrotnie zgłaszane przez pracodawców (FORUM OKRĘTOWE) i stronę społeczną (Krajową Sekcję Przemysłu Okrętowego NSZZ „SOLIDARNOŚĆ”) potrzeby na różnych forach doradczych nie spotkały się z odpowiednią reakcją. Artykuły prasowe, apele w ramach różnego rodzaju struktur i ciał doradczych, apele pracodawców do decydentów w trakcie spotkań i konferencji – ten sposób komunikowania okazuje się całkowicie nieefektywny. On po prostu nie działa i dlatego należy go gruntownie zreformować, i to jest nasz pierwszy pomysł – stworzenie systemowego, instytucjonalnego badania rynku pracy, które pokaże rzeczywisty obraz potrzeb branży okrętowej i będzie podstawą do podjęcia działań.
To jest pierwszy element, od którego należy zacząć – zorganizowanie profesjonalnego systemu badania rynku pracy, który zidentyfikuje kompetencje, na które jest zapotrzebowanie: jacy fachowcy i jaka ich ilość. Badanie takie powinno uwzględnić wszystkie czynniki, włącznie z wymianą pokoleniową i przechodzeniem pracowników na emeryturę, oraz z czynnikami migracyjnymi.
Naszym zdaniem, komórka badająca powinna podlegać jednemu z Departamentów Urzędu Marszałkowskiego lub Urzędu Miasta. Uzyskane przez nią dane będą wykorzystywane przy opracowaniu planów i kreowaniu polityki oświatowej w zakresie, na który mają wpływ władze oświatowe – włączając w to również „miękki” sposób kreowania polityki, a także wnioski kierowane do władz samorządowych różnych szczebli. Szkolnictwo zawodowe podlega powiatom, władze wojewódzkie dysponują środkami unijnymi, krajowymi środkami finansowymi dysponują władze centralne w Warszawie, ale profesjonalne identyfikacja potrzeb powinna być naszym zdaniem koordynowana na szczeblu wojewódzkim.
System taki powinien działać w sposób ciągły – stale monitorować rynek pracy w przemyśle okrętowym i aktualizować jego potrzeby. Czynników zmiennych jest na rynku dużo i zapotrzebowanie na pewne specjalności jest stałe, na niektóre się zmienia. Zmienia się również technologia i postępuje cyfryzacja procesów produkcyjnych. Dlatego potrzebny jest stały systemowy monitoring potrzeb, po to, by znalazł on odzwierciedlanie w ofercie edukacyjnej, która powinna zostać zreformowana.
– Jak więc powinien wyglądać model edukacji dla przemysłu okrętowego?
Polska weszła w gospodarkę wolnorynkową wraz z odziedziczonym po PRL system kształcenia zawodowego. 30 lat temu szkoły zawodowe i technika kształcące kadry na potrzeby przemysłu okrętowego co roku wprowadzały na rynek dużą ilość wykształconych fachowców. Tamten system kształcenia dostosowany był do potrzeb ówczesnej struktury przemysłu okrętowego, a ten w ciągu ostatnich 30 lat przeszedł duże zmiany. Zmienił się nie tylko rodzaj produkcji i usług, ale również przemysł znacznie się unowocześnił i wzrosła jego wydajność, nastąpił postęp w cyfryzacji. Pojawiło się zapotrzebowanie na specjalistów, na których wcześniej było ono znacznie mniejsze – np. do budowy skomplikowanych technicznie jednostek, ale również do budowy jachtów, w której to dziedzinie Polska stała się w ostatnich latach potentatem. Zapotrzebowanie na fachowców w poszczególnych dziedzinach zmieniło się i jest to zasadniczy czynnik, który trzeba wziąć pod uwagę odbudowując edukację na potrzeby naszej branży.
Istniejący system edukacji: 3-letnie szkoły zawodowe i 4/5-letnie technika, które odziedziczyliśmy po poprzednim systemie, nie gwarantują wystarczającej elastyczności i szybkiej reakcji na zmieniające się potrzeby branży. Szkoły zawodowe – oprócz kształcenia ściśle zawodowego – wypełniają również inne funkcje edukacyjne, np. przygotowują do studiów wyższych. Ale jako takie pozostaną kręgosłupem edukacji zawodowej. Wymagają one jednak uzupełnienia o nowy element odpowiadający realiom rynkowym.
– Jaki to element?
– System kształcenia zawodowego powinien odzwierciedlać realia rynkowe: być elastyczny i stale modyfikować swoją ofertę edukacyjną, uwzględniając postępującą cyfryzację i automatyzację procesów produkcyjnych. Kursy powinny być znacznie krótsze i ograniczone wyłącznie do przedmiotów specjalistycznych. Innymi słowy – odpowiadać na nowe wyzwania, które się zmieniają.
Rozwiązaniem dla naszej branży może być rozbudowany dla jej potrzeb, istniejący już (!!!) system tzw. kształcenia ustawicznego. Składałby się on z kursów o bardzo skondensowanym programie, ograniczonym tylko do przedmiotów ściśle specjalistycznych. Bazą dydaktyczną dla tych kursów byłyby istniejące jeszcze technika, szkoły zawodowe i centra kształcenia ustawicznego.
Czas trwania tych kursów mógłby być różnorodny: od kilkumiesięcznych, półrocznych, do rocznych lub nieco dłuższych. Część z tych kursów – ta wymagająca zajęć praktycznych – mogłaby się odbywać stacjonarnie z wykorzystaniem warsztatów lub laboratoriów, część – w systemie zaocznym lub zdalnym. System musiałby być maksymalnie elastyczny: z zajęciami dziennymi, ale również z ofertą zajęć wieczorowych lub weekendowych.
Takie elastyczne systemy edukacji istnieją w krajach, w których gospodarka wolnorynkowa trwa znacznie dłużej niż w Polsce, i które przez dziesięciolecia dopracowały się racjonalnych i bardzo elastycznych z punktu widzenia rynku pracy rozwiązań edukacyjnych.
– Załóżmy, że mamy stworzony system edukacyjny? Skąd wziąć jednak do niego uczniów, z czym chyba teraz jest największy problem?
– Oferta edukacyjna powinna być skierowana do pracowników chcących zmienić lub podnieść swoje kwalifikacje. To powszechny trend na świecie – ludzie zmieniają zawody z różnych powodów, potrzebny jest tylko elastyczny system edukacji, który im to umożliwi. Drugą grupą jest młodzież kończąca szkoły podstawowe i stojąca przed wyborem drogi zawodowej.
Obecnie gospodarka przeżywa jeszcze resztki dużej koniunktury i mamy rynek pracownika, ale wg analityków niebawem czeka nas globalne spowolnienie, które również dotrze do Polski i dotknie niektóre branże. Pierwsze oznaki już są. Na pewno jakaś część pracowników z sektorów dotkniętych w przyszłości spowolnieniem mogłaby znaleźć pracę w przemyśle okrętowym.
Potrzebny jest jednak elastyczny system edukacyjny, który zapewni im odpowiednie szkolenie i przepływ informacji o możliwości podjęcia takiego szkolenia, np. poprzez Urzędy Pracy.
Trzy przykłady.
Pierwszy: obecnie, na skutek zapaści edukacyjnej w sektorze okrętowym zdarza się, że stocznie na wydziałach mechanicznych zatrudniają absolwentów techników samochodowych. Tacy pracownicy mają już solidne podstawy edukacji technicznej, potrzebna jest im tylko dawka wiedzy ściśle okrętowej, by posiadać solidne kompetencje do pracy stoczniowej. W tym wypadku wystarczyłby im kurs, który mogliby połączyć z pracą. Dotyczy to również innych specjalności, np. elektryków i hydraulików. Dla pracodawcy i pracownika byłoby to optymalne rozwiązanie. To jest jedna grupa – czyli ta, która ma już solidne podstawy edukacyjne w swojej specjalności i potrzebuje się tylko douczyć na potrzeby branży.
Druga grupa to osoby bez żadnych kwalifikacji zawodowych lub mające kwalifikacje zawodowe, ale znacznie bardziej odbiegające od tych stoczniowych, np. ktoś z branży budowlanej chciałby przejść do pracy w stoczni. Tutaj program kursu byłby nieco dłuższy i bogatszy, ale ściśle ograniczony tylko do przedmiotów zawodowych w danej specjalności. Kursy te powinny być maksymalnie elastyczne – np. pół roku lub rok w systemie dziennym, drugi rok w systemie wieczorowym – tak, by przyszły absolwent jak najszybciej mógł podjąć pracę i rozpocząć zdobywanie umiejętności praktycznych.
Trzecia grupa to krótkie kursy praktyczne – np. dla spawaczy, operatorów urządzeń specjalistycznych – w tym sterowanych numerycznie (CNC) obrabiarek i robotów spawalniczych – lub wąskich, specjalistycznych umiejętności, których nasza branża potrzebuje bardzo dużo. System taki byłby adresowany również do pracowników o innych specjalnościach, pragnących rozszerzyć swoje kwalifikacje, czyniąc ich bardziej elastycznymi dla firmy, z korzyścią dla obu stron. Przykładowo: ślusarz mógłby zdobyć umiejętność, np. obsługi wózka widłowego lub spawania określoną metodą. W stoczniach okresowo występują „wąskie gardła” w różnych specjalnościach. Budowa statku wiąże się z wykorzystaniem bardzo różnorodnych umiejętności – większa uniwersalność pracowników mogłaby być korzystna dla każdej ze stron.
To tylko trzy przykłady. Takich grup, które można usystematyzować, jest zapewne więcej – należy je zidentyfikować, i pod ich zróżnicowane potrzeby przygotować ofertę edukacyjną.
– Problemem, z którym boryka się system szkolnictwa zawodowego jest brak kadry nauczycielskiej. Czy tutaj macie jakieś pomysły?
– Wielu stoczniowców z ogromnym doświadczeniem zawodowym przechodzi na emeryturę w pełni sił i energii, i zapewne chętnie podzieliłoby się swoim doświadczeniem edukując młodą kadrę. Niektórzy z nich – szczególnie kadra mistrzowska i brygadziści – to ludzie obdarzeni zdolnościami komunikacyjnymi, i zapewne łatwo odnajdą się w nowej roli edukatorów. Trzeba do tych ludzi dotrzeć i uaktywnić.
– Na pewno bardzo ważna jest promocja zawodów okrętowych.
– Absolutnie tak – to czynnik krytyczny. Samo stworzenie elastycznego i dostosowanego do dzisiejszych realiów systemu kształcenia zawodowego to połowa zagadnienia. Drugą połową jest wypełnienie go uczniami.
Według informacji uzyskanych z Gdańskiego Urzędu Pracy, w gdańskich szkołach (cytat): „kierunki o profilu stoczniowym nie cieszą się dużym zainteresowaniem wśród uczniów. Uczniowie kształcący się w branży stoczniowej stanowią zaledwie 1,87 % wszystkich uczniów szkół I stopnia i techników w roku szkolnym 2021/22 (168 uczniów na 8964 uczniów ogółem).”
W trakcie zgłaszania problemów kadrowych w przemyśle okrętowym w różnych ciałach doradczych, standardowa odpowiedź jaką FORUM OKRETOWE otrzymuje brzmiała (cytat z jednej z odpowiedzi na piśmie):
„pragnę zapewnić, że podobnie jak Pan podzielam niepokój związany z sytuacją branży stoczniowej. Duże trudności w zaspakajaniu potrzeb kadrowych niestety dotyczą dziś bardzo wielu pracodawców, bez względu na profil prowadzonej przez nich działalności gospodarczej. W równie dramatycznej sytuacji jest także sektor gastronomiczny, edukacyjny, usługowy i budowlany.”
Obie powyższe informacje odzwierciedlają aktualną sytuację, natomiast nasuwa się pytanie: co dalej robić? Pozostawić wszystko tak, jak jest i czekać, aż coś się poprawi? Bez aktywnego działania na pewno samo nic się nie poprawi.
– Tutaj chyba bardzo dużo zależy od władz samorządowych, które powinny zastanowić się na priorytetami…
– Dokładnie. Na początku trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: czy podejście horyzontalne do wszystkich branż i zawodów jest właściwe? Czy branża okrętowa, będąca jednym z głównych motorów napędowych gospodarki województwa pomorskiego, powinna być traktowana tak samo jak np. branża gastronomiczna czy fryzjerska (nic im nie ujmując)? Po to żeby zjeść „na mieście” lub modnie obciąć włosy potrzeba najpierw zarobić gdzieś pieniądze. Jeżeli władze samorządowe różnych szczebli uznają, że branża okrętowa jest jedną z kluczowych branż dla naszego regionu, to powinna nadać jej priorytety – właśnie w obszarze promocji zawodów okrętowych.
Jak już wspomniałem wcześniej – obecnie gospodarka przeżywa boom i mamy rynek pracownika w niemal wszystkich branżach, ale wg analityków niebawem czeka nas globalne spowolnienie, które dotknie niektóre branże także w Polsce. Na pewno jakaś część pracowników z sektorów dotkniętych w przyszłości spowolnieniem i bezrobociem mogłaby znaleźć pracę w przemyśle okrętowym. Właśnie takie osoby to kandydaci do okrętowych szkół zawodowych. Potrzebny jest jednak dobrze zorganizowany przepływ informacji o możliwości takiego szkolenia, np. poprzez Urzędy Pracy.
Osobną grupą jest młodzież ucząca się w szkołach podstawowych, do której trzeba dotrzeć poprzez zorganizowanie programów informacyjnych, zachęcających ją do zdobywania zawodu stoczniowego, i dotarcie z tą ofertą do wszystkich zakątków naszego województwa – zachęcającą do podjęcia nauki w szkołach zawodowych i technikach okrętowych, czyli doradztwo na szczeblu szkół podstawowych. Często decyzja o wyborze drogi zawodowej dziecka to wspólna decyzja jego i rodzica.
– Szanse na odbudowę szkolnictwa zawodowego na potrzeby przemysłu okrętowego więc są ?
– Fundamenty do odbudowy kształcenia zawodowego na potrzeby przemysłu okrętowego ciągle jeszcze istnieją. Konieczność działań w tym zakresie spotkała się z pełnym zrozumieniem i bardzo życzliwym przyjęciem przez wszystkie strony dialogu w trakcie posiedzenia Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w dniu 26 maja 2022 roku. Nasze pomysły, które zakomunikowaliśmy w trakcie kilku spotkań z pracownikami Departamentu Edukacji i Sportu Urzędu Marszałkowskiego, stanowią propozycję rozwiązania problemów dla branży okrętowej. Atmosfera w trakcie tych spotkań była bardzo dobra, czuliśmy zrozumienie naszych problemów i chęć pomocy.
Nadchodzi spowolnienie gospodarcze, które dotknie niektóre branże, inne będą przeżywały rozwój. Perspektywy dla przemysłu okrętowego wyglądają obiecująco. Stworzenie elastycznego systemu edukacyjnego, szybko reagującego na potrzeby rynku pracy, jest kluczem do podtrzymania wzrostu gospodarczego w województwie pomorskim i ograniczenie bezrobocia, które w świetle tego co dzieje się ze światową gospodarką staje się dzisiaj realnym zagrożeniem.
Źródło: Forum Okrętowe

Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych [część 2]
![Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych [część 2]](data:image/svg+xml;base64,PHN2ZyB4bWxucz0iaHR0cDovL3d3dy53My5vcmcvMjAwMC9zdmciIHdpZHRoPSIxMjE2IiBoZWlnaHQ9IjY4NCIgdmlld0JveD0iMCAwIDEyMTYgNjg0Ij48cmVjdCB3aWR0aD0iMTAwJSIgaGVpZ2h0PSIxMDAlIiBzdHlsZT0iZmlsbDojY2ZkNGRiO2ZpbGwtb3BhY2l0eTogMC4xOyIvPjwvc3ZnPg==)
Rozwój bezzałogowych wiropłatów w operacjach ZOP coraz wyraźniej koncentruje się na integracji zaawansowanych sensorów oraz nowych, kompaktowych efektorów. Ograniczenia masowe i energetyczne platform bezpilotowych wymuszają poszukiwanie lżejszych rozwiązań, takich jak miniaturyzowane sonary opuszczane, sensory nieakustyczne czy bardzo lekkie środki rażenia.
W artykule
W pierwszej części opisałem znaczenie bezzałogowych wiropłatów jako nośników sensorów dozoru akustycznego, ze szczególnym uwzględnieniem pław radio-hydroakustycznych oraz ograniczeń wynikających z analizy pasywnej. Wskazałem również, że mimo dynamicznego rozwoju narzędzi przetwarzania danych, skuteczność tych rozwiązań nadal wyznaczają realia środowiska operacyjnego i złożoność procesu detekcji. W naturalny sposób kieruje to uwagę w stronę sensorów aktywnych, w szczególności sonarów opuszczanych, które w lotnictwie ZOP od lat pozostają narzędziem o najwyższym potencjale lokalizacji celu.
Lekki sonar opuszczany
Sonary opuszczane, które obecnie wykorzystywane są przez morskie śmigłowce ZOP, ze względu na ciężar i zapotrzebowanie na energię, nie nadają się do integracji z większością bezpilotowych wiropłatów. Łączna masa kompletnego urządzenia (antena, wciągarka i blok elektroniczny) to ok 270 kg dla wariantu kompaktowego (np. rodzina AN/AQS-13/18) lub 300-350 kg dla systemów o najwyższym potencjale (jak Thales FLASH, Raytheon AN/ASQ-22 ALFS, DS-100 HELRAS).
Sonar opuszczany jest sensorem o najwyższym potencjale w całej gamie sensorów akustycznych lotnictwa ZOP i obecność tego urządzenia na pokładzie śmigłowca, z punktu widzenia taktyki ZOP, traktowana jest w podobnych kategoriach jak sonar holowany na okręcie.
Na jednej z wizualizacji brytyjskiego programu PROTEUS, widoczna jest stacja opuszczana we wnęce sekcji zadaniowej. Nie znany jest typ tego urządzenia, prawdopodobnie jest to jedno z lżejszych rozwiązań (jak np. AN/AQS-13/18). Natomiast jeżeli przedstawiona wizja ziści się, PROTEUS będzie prawdopodobnie pierwszym na świecie RUAS wyposażonym w taki sensor.
Komora zadaniowa RUAS programu PROTEUS z sonarem opuszczanym

Żródło: Leonardo Zasadność opracowania kompaktowego rozwiązania dla lekkich lotniczych platform bezzałogowych nie umknęła uwadze ekspertów i prace nad jego stworzeniem są w toku. Elementem stanowiącym jedno z największych wyzwań jest kablo-lina i jej wciągarka, które stanowią znaczną część całkowitej masy takiego modułu. W efekcie, jedną z rozważanych koncepcji było urządzenie hybrydowe, oparte na elementach i technologii PRHA, wykorzystujące nieodzyskiwany, odcinany przetwornik. Brak wciągarki, pozwala jednak na dużą oszczędność masy i energii, dzięki czemu opisane rozwiązanie w założeniach rokuje jako moduł nawet dla najlżejszych RUAS.
Wykorzystanie PRHA jako elementu bazowego jest obiecującym kierunkiem (szczególnie dla lekkich nosicieli) ze względu na rozmiary, masę, względnie niskie zapotrzebowanie energetyczne oraz szereg gotowych do adaptacji elementów, takich jak: sensor akustyczny (występujący w kilku wariantach) i blok elektroniczny (obejmujący wstępne przetwarzanie sygnałów akustycznych z modułem łączności). Dlatego też, wykorzystanie tych elementów do zbudowania nowego, lekkiego sonaru opuszczanego może mieć znaczny potencjał koszt-efekt. Zaprojektowania na nowo wymagałoby zasilanie (zamiast baterii) oraz pozornie prosty element jakim jest wciągarka kablo-liny.
Adaptacja elementów aktywnej PRHA na rzecz kompaktowego sonaru opuszczanego (rysunek nie jest w skali)

Źródło: opracowanie własne Biorąc pod uwagę szeroką gamę PRHA standardu NATO, nawet w tak kompaktowym rozwiązaniu, możliwa jest skalowalność potencjału sensora, przez wybór pomiędzy wariantami opartymi na standardowych PRHA (np. DIFAR/HIDAR, DICASS), a pławami wysokiego potencjału (jak np. Thales SonoFLASH). Wybór tych ostatnich wiąże się jednak z koniecznością rozwoju kolejnej brakującej w PRHA funkcjonalności jaką jest mechanizm składania/rozkładania anteny o poziomie komplikacji skalowalnym do pożądanych zasięgów detekcji.
Analiza wariantów anten opuszczonych na bazie dostępnych rozwiązań w gamie PRHA standardu NATO wymagałaby osobnego opracowania. Nie mniej, wyposażony w taki sonar opuszczany RUAS w praktyce funkcjonowałby jako „mobilna PRHA”, co jednocześnie upraszcza przebieg dozoru podwodnego. Kontrola nad tym procesem odbywałaby się przez kolejny już istniejący komponent jakim jest procesor akustyczny na załogowym statku powietrznym, okręcie lub stanowisku na lądzie.
Sensory nieakustyczne
Dozór akustyczny pozostaje główną metodą dozoru do poszukiwania okrętów podwodnych, lecz osiągnięcia technologiczne pozwoliły też na rozwój kompaktowych, nie-akustycznych sensorów, wspomagających świadomość sytuacji w działaniach ZOP. Wiele z tych urządzeń powstaje docelowo pod kątem instalacji na lekkich jednostkach bezzałogowych, z ukierunkowaniem na niską masę i zapotrzebowanie na energię. W rosnącej grupie tych urządzeń znajdują się między innymi sensory radiolokacyjne i elektro-optyczne.
Lekkim RUAS (250 kg MTOW) typu AW HERO. Widoczne zamienne moduły części nosowej w tym (po prawej) radar z anteną rastrową

Źródło Leonardo Większe konstrukcje jak VSR-700 (Airbus) oznaczają mniej kompromisów umożliwiając np. instalację radaru o większym zasięgu i z anteną obserwacji domokrążnej

Źródło: Emmanuel Huberdeau O ile w działaniach ZOP, faktycznie odgrywają one istotną rolę, tak środowisko to zdecydowanie nie jest ich wiodącą domeną. Detektor anomalii magnetycznych tzw. MAD (Magnetic Anomaly Detector) natomiast, jest nieakustycznym sensorem dedykowanym do tej roli.
MAD kojarzony często jako stopniowo znikający w nowoczesnych siłach ZOP relikt zimnej wojny, wbrew wszelkim pozorom jest nadal respektowanym sensorem, dającym informacje wysokiej wiarygodności. Wąski pas dozoru jaki pokrywa MAD, pozwala efektywnie używać go głównie do przeszukania niewielkiego sektora (np. po szumo-namiarze lub emisji ESM), jako narzędzie potwierdzenia kontaktu. Nie mniej, uzyskana w ten sposób detekcja zapewnia wysoką precyzję lokalizacji celu oraz odgrywa znaczącą rolę w procesie klasyfikacji kontaktu.
CAE MAD-XR

Źródło: CAE W porównaniu z dotychczasowymi detektorami, aparatura nowej generacji MAD-XR waży 1,5 kg (zamiast 25-30 kg urządzenia poprzedniej generacji), przy tych samych parametrach czułości. Względem większości załogowych statków powietrznych, w/w rozwiązanie nie generuje kolosalnej oszczędności, jednak w przypadku platform bezzałogowych, gdzie liczy się każdy kilogram i każdy element wymagający zasilania, sytuacja zmienia się diametralnie.
Efektor
W obecnych programach rozwoju bezzałogowego lotnictwa ZOP, zdolności rażenia pełnią rolę drugoplanową lub schodzą na drugi plan. Świadomość sytuacji jest traktowana jako priorytet, będąc warunkiem koniecznym do podjęcia jakiejkolwiek reakcji uchylania się od zagrożenia lub jego neutralizacji. Mimo to, podjęto też prace nad zdolnościami rażenia, które w przypadku systemów bezzałogowych można podzielić na dwa kierunki:
- adaptację jednostki bezzałogowej do przenoszenia już istniejących typów uzbrojenia (jak np. lekkie torpedy ZOP),
- rozwój nowego kompaktowego efektora, który może być przenoszony przez lekkie jednostki.
Projekt wspólny BAE Systems i Malloy Aeronautics: demonstrator T-600 z podwieszoną lekką torpedą ZOP typu Stingray

Źródło: BAE Systems Trudno jednoznacznie powiedzieć tu o dominującym kierunku. Odnosząc się do ewoluującego przeciwnika, trwają prace nad efektorami nowej generacji, zdolnymi sprostać dzisiejszym i przyszłym realiom. Poza klasycznym celem działań ZOP jakim jest okręt podwodny, nową grupę zagrożenia zaczynają stanowić autonomiczne pojazdy podwodne, w szczególności te należące do klasy XLUUV (Extra-Large Unmanned Underwater Vechicle).
Ten problem istnieje już dziś, a ilość programów rozwojowych XLUUV na świecie świadczy o szybkim wzroście jego skali w niedalekiej przyszłości. Ponadto, współczesne uzbrojenie ZOP, oparte głównie na lekkich torpedach kalibru 324/400mm, nie przystaje do tego rodzaju celów ze względu na sposób działania układu naprowadzania oraz przede wszystkim czynnik ekonomiczny. Wyjątkiem od tego są nadal jeszcze stosowane „klasyczne” bomby głębinowe lub rakietowe bomby głębinowe (np. RBU-6000 na KoZOP ORP „Kaszub”).
Z wyżej opisanych przyczyn, podjęte zostały prace nad rozwiązaniami dedykowanymi tej nowej kategorii celów, przy czym część z nich rokuje także jako efektor zdolny do integracji z lekkimi platformami latającymi. Przykładami nowych kierunków są np. bardzo lekkie torpedy VLWT (Very Lightweight Torpedo), stanowiące nową kategorię w gamie efektorów ZOP oraz nowej generacji bomby głębinowe.
Black Scorpion – bardzo lekka torpeda (VLWT)

Źródło: Leonardo Rozwijana przez Northrop Grumman inicjatywa CVLWT miała mieć szerokie zastosowanie w nowych realiach działań ZOP. Problemy związane z pracami nad wariantem przeciwtorpedowym CAT (Countermeasure Anti-Torpedo) negatywnie wpłynęły jednak na tempo i zakres realizacji programu.
Równolegle podejmowane są inne próby wyodrębnienia kategorii bardzo lekkich torped (VLWT), w tym konstrukcje bazujące na wcześniejszych projektach, które napotykały trudności integracyjne oraz problemy z osiągnięciem zakładanej nisko-kosztowości. Pomimo tych ograniczeń, przeprowadzono obiecujące testy integracji wybranych efektorów z platformami bezzałogowymi, w tym z wiropłatami MQ-8C.
Northrop Grumman – Common Very Lightweight Torpedo (CVLWT)

Źródło: www.twz.com Wymienione przykłady nowych efektorów mają bardzo ograniczony efekt rażenia w przypadku, gdy celem jest okręt podwodny, głównie ze względu na lekkie głowice bojowe oraz małą prędkość, jak w przypadku bardzo lekkich torped nowej generacji. Część z tych konstrukcji rozwijana jest jako kolejna próba wyodrębnienia kategorii VLWT, przy czym wcześniejsze inicjatywy napotykały istotne problemy integracyjne oraz trudności z osiągnięciem zakładanej nisko-kosztowości. Pomimo tych ograniczeń, systemy te pozostają adekwatnym środkiem bojowym do zwalczania bezzałogowych pojazdów podwodnych, a kluczowymi czynnikami decydującymi o powodzeniu ich rozwoju będą efektywność bojowa oraz możliwie niski koszt.
Makiety poglądowe nowej generacji bomby głębinowej i jej zasobnika lotniczego

Źródło: BAE Systems Programy RUAS-ASW
Warianty morskie śmigłowca MQ-8 w wersjach B i C mają ponad 10 lat stażu operacyjnego w US Navy, przy czym każda z nich opiera się na odmiennej bazowej konstrukcji wiropłata. Pierwotnym przeznaczeniem tych maszyn było wskazywanie celów oraz wsparcie rozpoznania sytuacji nawodnej. Dla śmigłowców MQ-8 planowano również opracowanie modułów do wykrywania min morskich, jednak wraz z rosnącym zainteresowaniem szerszym zakresem użycia pojawiła się koncepcja ich zaangażowania w zadania ZOP. Inicjatywa ta była naturalnym kierunkiem rozwoju, między innymi z racji równoległego użytkowania MQ-8 obok śmigłowców pokładowych MH-60 Seahawk, stanowiących jeden z filarów zdolności ZOP US Navy.
MQ-8C Sea Scout na pokładzie okrętu US Navy

Źródło: US Navy Na ujawnionych materiałach można zobaczyć MQ-8C, przenoszący dwa zasobniki PRHA, mieszczące 24 szt. rozmiaru „G” (na zdjęciach z prób morskich da się faktycznie dostrzec zrzut pław „G-size”), brakuje jednak informacji o ostatecznym kierunku rozwoju. Wybór PRHA rozmiaru „G” oznaczałby dążenie do przenoszenia znacznej ilości pław (48 szt. przy dwóch zasobnikach), lecz na obecną chwilę nie można też wykluczyć, że w przyszłości powstaną również rozwiązania wspólne dla MQ-8 i MQ-9B SeaGuardian.
Wizualizacja MQ-8C z dwoma zasobnikami SMP (Sonobuoy Mission Pod) rozwijanymi przez firmę Ultra, największego obecnie producenta PRHA. Firma oferuje skalowalność swojego rozwiązania dla różnej wielkości nosicieli.

Źródło: Ultra Podobnie jak US Navy, lotnictwo morskie Wielkiej Brytanii również stawia na duże platformy. Jest to wyraźna analogia do przyjętej w Royal Navy koncepcji wykorzystania ciężkich śmigłowców ZOP typu AW-101 Merlin, które pośród morskich wiropłatów wyróżniają się połączeniem wysokiego potencjału bojowego z długotrwałością lotu. Z uwagi na te cechy, odpowiadające brytyjskim wymaganiom operacyjnym, AW-101 Merlin pozostaje jedynym typem śmigłowca wykorzystywanym w Royal Navy do zadań ZOP.
Skala potrzeb operacyjnych przekracza jednak dostępne zasoby każdej marynarki wojennej, co doprowadziło do uruchomienia, we współpracy z koncernem Leonardo, programu bezzałogowego wiropłata PROTEUS. Równolegle firma rozwija także mniejsze platformy bezzałogowe z tej samej rodziny rozwiązań, jednak bez deklarowanego ukierunkowania na zadania ZOP. Na prezentowanych wizualizacjach PROTEUS widoczna jest modułowa struktura kadłuba z wydzieloną sekcją zadaniową, umożliwiającą adaptację do misji ZOP, w tym integrację pław radio-hydroakustycznych oraz bloków przetwarzania sygnałów.
RUAS PROTEUS – widoczna sekcja zadaniowa

Źródło: Leonardo Potencjał adaptacji opisywanego wiropłatu stanowi nie tylko znaczące uzupełnienie i wsparcie (w ramach np. współdziałania z AW-101 Merlin) dla lotnictwa morskiego ZOP UK Royal Navy, ale również oferuje możliwość wprowadzenia zdolności ZOP np. na pokład jednostek nie posiadających tych zdolności. W UK Royal Navy przykładem takich okrętów są np. obecnie budowane fregaty T31, oparte na tym samym jak program Miecznik, projekcie ArrowHead 140.
Przedstawiciel środkowej grupy MTOW 500-700 kg, VSR-700 w 2022 r przeszedł pomyślnie szereg testów kwalifikacyjnych na okrętach francuskiej MW. Wybór platformy tej wielkości jest ciekawym rozwiązaniem, łączącym kompaktową konstrukcję z szerokim zakresem możliwości bojowych. W 2023 roku zaprezentowano zdolność przystosowania do zadań ZOP, rozwijaną we współpracy z koncernem Thales. Moduł PRHA, obejmujący funkcje zrzutu, odbioru i transferu sygnałów, umożliwia działanie z 4 szt. PRHA rozmiaru „A-size”. Opisywany element ma związek z prowadzonym przez koncern programem rozwojowym nowej generacji PRHA wysokiego potencjału SonoFLASH (Thales), która wchodzi do służby w Marynarce Wojennej Francji.
VSR-700 prezentowany na targach Euronaval 2024. Widoczny na burcie zasobnik PRHA i lekkich bomb głębinowych oraz leżący obok czterokomorowy zasobnik PRHA rodziny A-size (producent bada różne rozwiązania)

Źródło: Autor (Euronaval 2024) W opinii Airbus, proponowane przez firmę rozwiązanie stanowi bardzo korzystny kompromis pomiędzy masą startową platformy a masą zabieranego ładunku i długotrwałością lotu. W przedstawionym porównaniu, skonfrontowano wszystkie trzy z wyżej wymienione kategorii:
S-100 Camcopter zapewnia długotrwałość lotu do 6 h z ładunkiem 34 kg (źródło: Schiebel), natomiast MQ-8C Firescout może operować do 12 h z 136 kg ładunku (źródło: Navair). Dla porównania, VSR-700 jest zdolny do 10 h długotrwałości lotu ze 100 kg ładunku.
Zgodność tych argumentów odzwierciedla kilka innych programów. Przykładem może być Schiebel, który zamierza również być obecny w tym sektorze z najnowszym S-300 (660 kg MTOW), większym „bratem” popularnego S-100 Camcopter.
Schiebel S-100 na tle większego S-300

Źródło: Schiebel Rodzina śmigłowców Schebiel powiązana jest prawdopodobnie z największą różnorodnością rozwiązań, jaką można obecnie obserwować pośród modułów zadaniowych ZOP, dedykowanych bezzałogowym wiropłatom. Dotyczy to zarówno popularnego S-100 Camcopter, jak również jego większego „brata” S-300. Podobnie jak z opisanym VSR-700 (Airbus), w rozważaniach nt. konfiguracji S-300 do ZOP, ujawnione materiały przedstawiają dwa warianty zrzutni PRHA w układzie: 8 x A-size lub 12 x G-size.
Bezpilotowe wiropłaty najlżejszej grupy, tj. o masie rzędu 200-250 kg (MTOW) również dołączają do gamy potencjalnych jednostek ZOP. Inspiracją do podjęcia tej inicjatywy było przede wszystkim to, że opisywane śmigłowce, weszły lub wchodzą obecnie do służby w siłach morskich oraz wyniki analiz, które wykazały, że istnieje możliwość rozszerzenia zakresu ich zadań także o ten obszar. Z oczywistych względów wyzwaniem jest masa zabieranego ładunku (45-50 kg), której zapas nawet w przypadku PRHA rozmiaru „G”, bardzo szybko ulega wyczerpaniu. Przenoszenie PRHA rodziny „A-size”, w szczególności aktywnych o masie powyżej 15 kg, z tak małym zapasem nośności jest tu bardzo utrudnione.
Na demonstratorach na bazie Schiebel S-100 i UMS Skeldar V-200, zastosowano wyrzutniki PRHA, umożliwiające przenoszenie odpowiednio 4 lub 6 pław rozmiaru „G”. Ograniczenia masy wymusiły rozdzielenie funkcji jednostki zrzucającej PRHA i obierającej/przekazującej sygnał na dwa statki powietrzne (jak na zdjęciach poniżej). Wymienione śmigłowce w wariancie ZOP od 2022 roku biorą udział między innymi w ćwiczeniu REPMUS (Robotic Experimentation and Prototyping using Maritime Uncrewed Systems).

Źródło: Schiebel Jednym z interesujących pomysłów jakie poddawane są badaniom w przypadku S-100 jest zrzutnia dla pojedynczej PRHA rozmiaru A. Z powodu opisanych wcześniej limitów masy ładunku, mało prawdopodobne wydawało się nawet rozważanie samej możliwości zabrania tych pław. Nie mniej, mimo liczby ograniczonej do zaledwie jednej sztuki, to rozwiązanie nie jest pozbawione sensu. Sięgnięcie po PRHA rodziny A-size jest efektem współpracy z koncernem Thales, który rozwija własną, wysokiego potencjału pławę SonoFLASH. Potencjał tej nowej generacji PRHA (szczególnie w działaniach sieci multi-statycznej) jest powodem, dla którego S-100 w widocznej na zdjęciu poniżej konfiguracji ma szanse znaleźć zastosowanie w przyszłych działaniach ZOP.
Bezzałogowe wiropłaty w systemie wsparcia działań ZOP
Lotnicze systemy bezzałogowe mają pewną przyszłość w operacjach ZOP. Celem rozwoju tych systemów nie jest wyparcie jednostek załogowych, nie taka jest przynajmniej obecna perspektywa. Proces wdrażania jednostek bezpilotowych idzie w parze z badaniami nad koncepcją działań obok „klasycznych” sił jako ich element wsparcia.
Elementem łączącym większość wymienionych programów przystosowania RUAS do zadań ZOP są PRHA ze zróżnicowanym podejściem ich wykonawców do adaptacji tej zdolności. Dotyczy to przede wszystkim grupy rozmiarowej i ilości pław zabieranych na pokład. Z racji natury masowego użycia PRHA, ilość w znacznym zakresie działań jest i zawsze będzie czynnikiem dominującym. Z drugiej jednak strony, wiodącą ideą operacyjnego użycia opisywanych systemów bezzałogowych jest funkcjonowanie jako element wsparcia.
Przykładem może być współdziałanie np. z załogowym MPA, gdzie rolą bezzałogowej jednostki może być wydłużenie czasu monitorowania postawionego przez samolot patrolowy MPA pola pław, zachowując niewielki zapas pław do potwierdzenia kontaktu. Inny przykład może odnieść się do operacji ZOP obejmujących współdziałanie z własnymi siłami podwodnymi, które są wymagające z punktu widzenia koordynacji sił w górnej i dolnej półsferze. Zdolność szybkiego nawiązania nawet jednostronnej łączności z własnym okrętem podwodnym jest szczególnie ważna dla utrzymania świadomości sytuacyjnej sił. Opisywana zdolność odgrywa szczególnie ważną rolę w sytuacji konieczności użycia uzbrojenia, związanej z implementacją procedur WSM (Water Space Management) niezbędnych dla skutecznego i bezpiecznego użycia środków bojowych ZOP, gdy własny okręt podwodny znajdzie się w sąsiedztwie wrogiego.
Wizja współdziałania fregaty Miecznik z okrętem podwodnym Orka – komunikacyjna PRHA umożliwia jednostronny przesył danych dla koordynacji sił

Fot. Kamil Sadowski Podsumowując, nie można jednoznacznie przekreślić udziału w działaniach ZOP najlżejszych z wymienionych jednostek. Faktem natomiast jest, że np. ilość zabieranych PRHA będzie decydować o potencjale i skali zaangażowania danej jednostki w misje ZOP.
Mimo że żaden z opisanych, obecnie rozwijanych systemów RUAS w konfiguracji ZOP nie osiągnął jeszcze gotowości operacyjnej, są elementem wpisującym się w rozwój współczesnych sił morskich. Zatem, są one wartym dalszej uwagi komponentem dla fregat Miecznik, nie tylko z samej przyczyny jaką jest problem braku śmigłowca pokładowego. Przede wszystkim, rola RUAS nie ogranicza się do głównego obszaru na jakim skupiony jest artykuł. Moduły zadaniowe jak np. kompaktowy radar czy głowice elektrooptyczne powodują, że już dziś bezpilotowe wiropłaty pokładowe są cennymi jednostkami wspierającymi proces rozpoznania sytuacji na morzu czy identyfikacji i wskazania celów na zasięgach poza horyzontem.






![Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych [część 2]](https://portalstoczniowy.pl/wp-content/uploads/2026/01/ZOP-.jpg)



















