Marynarka Wojenna pilnuje kabli i gazociągów. Tak działa operacja ZATOKA

Marynarka Wojenna RP prowadzi stały nadzór nad polskimi obszarami morskimi i infrastrukturą krytyczną na Bałtyku. Służą temu narodowa operacja ZATOKA oraz skoordynowane z nią działania NATO pod kryptonimem Baltic Sentry.
W artykule
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych opublikowało interesujący wpis przypominający, że na Bałtyku trwa misja, o której na co dzień mówi się niewiele. Nie towarzyszą jej wystrzały ani widowiskowe manewry. Są za to okręty wychodzące na patrole, samoloty obserwujące ruch statków i stanowiska dowodzenia, gdzie analizowana jest każda trasa mogąca wzbudzić podejrzenia.
To właśnie tak wygląda dziś jedna z najważniejszych wacht pełnionych przez Marynarkę Wojenną RP.
Operacja ZATOKA rozpoczęła się po eksplozjach Nord Stream
Jesienią 2022 roku na dnie Bałtyku doszło do eksplozji, które uszkodziły gazociągi Nord Stream. Zdarzenie pokazało, że infrastruktura znajdująca się pod powierzchnią morza może stać się celem działań prowadzonych bez wypowiadania wojny i bez łatwej możliwości wskazania sprawcy.
Polska odpowiedziała uruchomieniem operacji ZATOKA. Od tego czasu okręty i lotnictwo Marynarki Wojennej RP monitorują polskie morze terytorialne oraz wyłączną strefę ekonomiczną. Pod szczególnym nadzorem pozostają gazociągi, kable telekomunikacyjne i energetyczne, platformy oraz inne obiekty mające znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Działaniami kieruje Centrum Operacji Morskich – Dowództwo Komponentu Morskiego w Gdyni.
Nie jest to jednak służba polegająca na ustawieniu jednego okrętu nad każdym kablem. Bałtyk jest zbyt duży, a sieć instalacji na jego dnie zbyt rozległa. Ochrona opiera się więc na tworzeniu możliwie pełnego obrazu sytuacji morskiej i wychwytywaniu tego, co odbiega od zwykłego ruchu statków.
Okręt nie musi widzieć kabla, aby go chronić
W operacji uczestniczą siły 3. Flotylli Okrętów, 8. Flotylli Obrony Wybrzeża oraz Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Na morze mogą być kierowane fregaty, korwety, niszczyciele min, okręty rozpoznawcze i jednostki pomocnicze. Obserwację z powietrza prowadzą samoloty patrolowe, które pozwalają sprawdzić sytuację na znacznie większym obszarze niż załoga pojedynczego okrętu.
Marynarze śledzą trasy statków, ich prędkość, zmiany kursu i czas postoju. Szczególną uwagę może zwrócić jednostka, która zwalnia bez wyraźnego powodu, krąży w pobliżu kabla, wyłącza nadajnik systemu AIS albo wykonuje manewry niepasujące do deklarowanego celu podróży.
Sam taki sygnał nie przesądza jeszcze o próbie sabotażu. Może wynikać z awarii, pogody, błędu załogi albo zwykłej konieczności wykonania manewru. Jest jednak powodem, by przyjrzeć się statkowi dokładniej, a w razie potrzeby skierować w jego pobliże okręt lub samolot.
Właśnie na tym polega codzienność operacji ZATOKA: na oddzielaniu zwykłego ruchu żeglugowego od zachowań, których nie można zignorować.
Jedna kotwica może wyrządzić ogromne szkody
Ostrożność nie wynika wyłącznie z wojskowych scenariuszy. W ostatnich latach na Bałtyku dochodziło do kolejnych uszkodzeń kabli telekomunikacyjnych, połączeń energetycznych i gazociągów. W części przypadków podejrzenia padały na statki, które miały ciągnąć kotwice po dnie morza lub wykonywać nietypowe manewry w pobliżu infrastruktury.
Nie każdy incydent został uznany za działanie celowe. W niektórych śledztwach brano pod uwagę błąd załogi albo wypadek żeglugowy. Problem polega jednak na tym, że skutki nie zależą od intencji sprawcy. Kabel jest zerwany tak samo, niezależnie od tego, czy kotwicę opuszczono przypadkowo, czy z pełną świadomością konsekwencji.
Operacja ZATOKA obejmuje wzmożone patrole i monitoring infrastruktury znajdującej się na polskich wodach oraz w wyłącznej strefie ekonomicznej. Choć pozostaje odrębną operacją narodową, jej cele są zbieżne z zadaniami realizowanymi przez NATO na wodach Bałtyku.
NATO uruchomiło Baltic Sentry
Seria incydentów sprawiła, że państwa regionu przestały traktować uszkodzenia podmorskich instalacji wyłącznie jako problem operatorów kabli i armatorów. W styczniu 2025 roku NATO uruchomiło aktywność Baltic Sentry, zwiększając obecność wojskową na Bałtyku i zdolność Sojuszu do reagowania na działania destabilizujące.
Do zadań kierowane są okręty wojenne, samoloty patrolowe oraz systemy bezzałogowe. Monitorują one najważniejsze szlaki żeglugowe i miejsca przebiegu podmorskiej infrastruktury. Obecność sił NATO ma zniechęcać potencjalnych sprawców, a jeżeli do incydentu dojdzie – zwiększyć szansę na jego szybkie wykrycie i ustalenie, które statki znajdowały się w pobliżu.
Operacja ZATOKA nie jest formalnie częścią Baltic Sentry. Obie aktywności mają jednak podobne cele i wymagają wymiany informacji. Polska odpowiada przede wszystkim za własne obszary morskie, a NATO uzupełnia te działania obecnością na głównych szlakach komunikacyjnych całego Bałtyku.
Nie chodzi więc o dwie niezależne operacje prowadzone obok siebie. Dane zbierane przez polskie okręty i lotnictwo uzupełniają sojuszniczy obraz sytuacji na Bałtyku.
Farmy wiatrowe zmienią mapę chronionych obiektów
Skala tych zadań będzie rosła. Na polskiej części Bałtyku powstają morskie farmy wiatrowe, a wraz z nimi kolejne stacje elektroenergetyczne, przewody przesyłowe oraz systemy łączności i sterowania. To infrastruktura, od której w przyszłości będzie zależeć coraz większa część dostaw energii.
Dla Marynarki Wojennej RP oznacza to kolejne miejsca wymagające obserwacji. Ochrona farm nie może jednak polegać na stałej obecności okrętu przy każdej turbinie. Potrzebny jest wspólny system wykorzystujący radary, obserwację brzegową, dane operatorów, samoloty, bezzałogowce i czujniki zamontowane na samej infrastrukturze.
Kluczowa będzie też współpraca pomiędzy wojskiem, Strażą Graniczną, administracją morską, operatorami farm oraz służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa. Okręt może podejść do podejrzanego statku, ale zanim otrzyma takie zadanie, ktoś musi zauważyć nietypowe zachowanie, ocenić ryzyko i podjąć decyzję o reakcji.
Wachta, która trwa nieprzerwanie
Operacja ZATOKA nie zaczyna się wtedy, gdy media informują o kolejnym uszkodzonym kablu. Jej znaczenie polega właśnie na tym, że trwa także wtedy, gdy na Bałtyku pozornie nic się nie dzieje.
Nie każdemu incydentowi da się zapobiec. Ciągła obserwacja zwiększa jednak szansę na szybkie wykrycie nietypowego manewru, skierowanie w dane miejsce okrętu lub samolotu i ustalenie, co wydarzyło się na morzu.
Dlatego wpis Dowództwa Operacyjnego przypomina o czymś, czego z brzegu najczęściej nie widać: bezpieczeństwo Bałtyku zależy od wachty pełnionej każdego dnia.









