Od Normandii po Ushant. ORP „Błyskawica” w jednej z najcięższych walk 1944 roku [część 3]

Gdy w czerwcu 1944 roku alianci rozpoczęli lądowanie w Normandii, ORP Błyskawica miała już za sobą Atlantyk, kampanię norweską i obronę Cowes. Nie była już tylko nowoczesnym niszczycielem z końca lat trzydziestych, lecz okrętem, który wojna zdążyła sprawdzić w warunkach bojowych.
W artykule
Teraz przed polskim niszczycielem stanęło kolejne zadanie – osłona jednej z największych operacji desantowych II wojny światowej i starcie z niemieckimi okrętami, które próbowały zagrozić siłom alianckim w lądowaniu na plażach w Normandii.
W dwóch poprzednich częściach tej historii pokazaliśmy drogę ORP Błyskawica od brytyjskiej stoczni J. Samuel White do pierwszych ciężkich prób wojennych – od planu „Peking” i kampanii norweskiej po obronę Cowes w maju 1942 roku. W czerwcu 1944 roku okręt wszedł jednak w etap służby, w którym nie chodziło już tylko o przetrwanie i wytrwałość, lecz o bezpośredni udział w jednej z najważniejszych operacji całej wojny na morzu.
Normandia – polski niszczyciel ORP Błyskawica w cieniu wielkiej inwazji
6 czerwca 1944 roku rozpoczęła się operacja „Overlord”, czyli alianckie lądowanie w Normandii. W tej największej operacji desantowej II wojny światowej polskie okręty wojenne również miały swój udział. Wśród okrętów osłaniających działania aliantów znajdowała się także ORP Błyskawica.

Choć tym razem polski niszczyciel nie znalazł się w roli jednostki bombardującej plaże, jego zadanie było nie mniej istotne. Okręt działał w rejonie kanału La Manche, osłaniając operację przed możliwym kontratakiem niemieckich okrętów. Była to służba mniej widowiskowa niż ostrzał umocnień z bliskiej odległości, ale z punktu widzenia powodzenia całej operacji — równie ważna.
Nocna bitwa pod Ushant
Po rozpoczęciu alianckiego lądowania w Normandii Niemcy nie zamierzali biernie przyglądać się rozwojowi wydarzeń. 8 czerwca 1944 roku z Brestu wyszedł zespół 8. Flotylli Niszczycieli Kriegsmarine. Jego zadanie było jasne — uderzyć na siły osłaniające desant i spróbować zakłócić działania aliantów w kanale La Manche.
Po północy z 8 na 9 czerwca niemieckie okręty natknęły się przy zachodnim krańcu kanału na patrolującą tam 10. brytyjską Flotyllę Royal Navy, w skład której wchodziły również ORP Błyskawica i ORP Piorun. To właśnie wtedy rozpoczęła się jedna z najważniejszych nocnych walk morskich z udziałem polskich niszczycieli w całej II wojnie światowej.
Siły niemieckie tworzyły niszczyciele Z-32, Z-24 i ZH1 oraz torpedowiec T-24. Po stronie alianckiej znajdowały się okręty brytyjskie, kanadyjskie i polskie. ORP Błyskawica pełniła w tym starciu szczególnie ważną rolę, ponieważ była okrętem flagowym 20. dywizjonu.
Oba zespoły wykryły się na radarach. Około godziny 1.30 Niemcy wykonali zwrot i odpalili torpedy, licząc na zaskoczenie przeciwnika. Alianci uniknęli jednak trafienia, a chwilę później noc nad kanałem rozdarły błyski artyleryjskiego ognia. Rozpoczęła się gwałtowna walka, prowadzona w ciemności, przy dużych prędkościach i pod stałym zagrożeniem kolejnym atakiem torpedowym.
W pierwszej fazie starcia ciężkie uszkodzenia otrzymał niemiecki ZH1, który został unieruchomiony. Z-24 osłonił się zasłoną dymną i razem z T-24 zdołał oderwać się od walki. Najbardziej zacięta pogoń rozegrała się jednak wokół niszczyciela Z-32. To właśnie on, próbując wyrwać się z pułapki, natknął się na dywizjon prowadzony przez ORP Błyskawica i został ostrzelany przez polski zespół okrętów.
Sytuacja zmieniała się z minuty na minutę. Ostrzeżenie o kolejnych torpedach zmusiło aliantów do manewru i chwilowej utraty kontaktu z przeciwnikiem. Niemcy nie zdołali jednak wykorzystać tej szansy. Z-32 był już uszkodzony, a wkrótce ponownie znalazł się pod ogniem alianckich niszczycieli.

Nad ranem jego los był już przesądzony. Ciężko trafiony, z wyczerpującą się amunicją i bez realnej możliwości dalszej walki, niemiecki niszczyciel został wyrzucony na brzeg. Załoga opuściła okręt, a następnego dnia wrak zniszczyły samoloty RAF-u.
Bitwa pod Ushant zakończyła się klęską okrętów niemieckiej Kriegsmarine. Dla aliantów oznaczała utrzymanie bezpieczeństwa sił osłaniających operację normandzką. Dla naszego niszczyciela była to natomiast jedna z najbardziej bojowych odsłon całej wojennej służby – starcie, które po raz kolejny pokazało, że polski niszczyciel nie był tylko symbolem, lecz okrętem realnie liczącym się w walce na morzu.
Wojna dobiega końca, ale historia trwa dalej
Bitwa pod Ushant była jednym z ostatnich wielkich bojowych epizodów ORP Błyskawica na wodach zachodniej Europy. Wojna jednak jeszcze się nie kończyła, a polski niszczyciel nadal pozostawał w służbie, wykonując kolejne zadania u boku aliantów aż do jej końca. Załoga miała już za sobą lata patroli, eskort, alarmów bojowych i walk prowadzonych od Atlantyku po kanał La Manche.
Dopiero gdy działa na morzach zaczęły milknąć, nadszedł czas na powrót do ojczyzny — kraju, który przez lata wojny bardzo się zmienił. Polska, za którą polscy marynarze walczyli ramię w ramię z Royal Navy i bronili wybrzeży Wielkiej Brytanii, po wojnie znalazła się w strefie wpływów Związku Sowieckiego.
Tak wyglądał świat po decyzjach podjętych w Jałcie — dla wielu Polaków była to gorzka zapłata za lata wspólnej walki u boku Wielkiej Brytanii, która współdecydowała o powojennym, a zarazem tragicznym losie Polski.
A to wciąż nie był koniec tej drogi. Wojna się skończyła, ale historia naszego bohatera trwała dalej. W kolejnej części tej opowieści pokażemy powrót okrętu do Polski, jego powojenne modernizacje oraz moment, w którym z okrętu wojennego stał się żywym symbolem pamięci i morskiej tradycji.









