ORP Orzeł – ostatni patrol i zagadka z 1940 roku

Dziś przypada ważna data w historii Marynarki Wojennej RP. 8 czerwca 1940 roku ORP Orzeł miał powrócić do brytyjskiej bazy Rosyth po patrolu na Morzu Północnym. Okręt nie wrócił. Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywa jego wrak i co dokładnie wydarzyło się podczas ostatniego rejsu.
W artykule
8 czerwca – data pamięci o okręcie podwodnym ORP Orzeł
Nie jest to rocznica potwierdzonego zatonięcia okrętu. Tego dnia nie można wskazać ani miejsca katastrofy, ani jej dokładnej przyczyny. 8 czerwca 1940 roku zapisał się jednak w historii jako dzień, w którym ORP Orzeł miał zakończyć patrol i wrócić do Rosyth.
Tak się nie stało. Polski okręt podwodny nie odpowiedział na wezwania, nie pojawił się w bazie, a jego los stał się jedną z największych zagadek polskiej historii morskiej.
Dla Marynarki Wojennej RP i wszystkich, którzy interesują się dziejami polskiej bandery wojennej, ta data ma szczególne znaczenie. Przypomina nie tylko o utracie okrętu, lecz także o jego załodze, która do końca wykonywała zadania na jednym z najbardziej niebezpiecznych akwenów pierwszych miesięcy II wojny światowej.
Ostatni patrol na Morzu Północnym
ORP Orzeł wyszedł w swój ostatni patrol 23 maja 1940 roku z brytyjskiej bazy Rosyth. Był to wyjątkowo trudny czas dla działań morskich na Morzu Północnym. Po niemieckiej agresji na Danię i Norwegię akwen ten stał się rejonem intensywnych operacji Kriegsmarine, Royal Navy oraz okrętów sojuszniczych.
Polska jednostka miała działać w wyznaczonym sektorze, obserwować ruch okrętów i statków, a w razie potrzeby atakować nieprzyjacielskie cele. Był to typowy patrol bojowy okrętu podwodnego, prowadzony jednak w warunkach dużego ryzyka. Morze Północne było wówczas nasycone zagrodami minowymi, patrolami lotniczymi oraz okrętami nawodnymi i podwodnymi.
W kolejnych dniach dowództwo zmieniało rejon działania polskiego okrętu. Nadawano rozkazy, których Orzeł nie potwierdził. W realiach wojny podwodnej nie musiało to jeszcze oznaczać tragedii. Załogi okrętów podwodnych często ograniczały korespondencję radiową, aby nie zdradzać swojej pozycji przeciwnikowi.
Dopiero brak powrotu do Rosyth 8 czerwca zaczął układać się w obraz najgorszego scenariusza.
Okręt, który był symbolem polskiej determinacji
ORP Orzeł zajmuje szczególne miejsce w polskiej pamięci wojennej. W chwili wejścia do służby należał do najnowocześniejszych okrętów podwodnych swojej klasy. Miał ponad 80 metrów długości, silne uzbrojenie torpedowe i artyleryjskie oraz załogę przygotowaną do działań na odległych akwenach.
Do służby wszedł tuż przed wojną, w lutym 1939 roku. Kilka miesięcy później wziął udział w obronie polskiego Wybrzeża. Po internowaniu w Tallinie jego załoga dokonała jednego z najbardziej znanych wyczynów w historii Marynarki Wojennej RP — brawurowej ucieczki z estońskiego portu.
Pozbawiony części wyposażenia nawigacyjnego, z niepełnym uzbrojeniem i pod stałą presją, polski okręt podwodny przedarł się na Zachód. Ostatecznie dotarł do Wielkiej Brytanii, gdzie został włączony do działań u boku Royal Navy.
Jego legenda rosła z każdym kolejnym patrolem. Szczególne miejsce w tej historii zajmuje zatopienie niemieckiego transportowca „Rio de Janeiro” w kwietniu 1940 roku. Pod jego pokładem znajdowali się żołnierze przewożeni w związku z niemiecką operacją przeciwko Norwegii. Dla aliantów był to ważny sygnał, że Niemcy prowadzą przygotowania do działań na północy Europy.
Kiedy nadzieja zaczęła gasnąć
Gdy 8 czerwca 1940 roku ORP Orzeł nie wrócił do Rosyth, nadal nie było pewności, co się stało. W realiach wojny opóźnienia, cisza radiowa i brak potwierdzeń nie były czymś wyjątkowym. Każda kolejna godzina zwiększała jednak niepokój.
Okręt nie wrócił także następnego dnia. Nie było meldunku, sygnału awaryjnego ani informacji od innych jednostek, które pozwoliłyby odtworzyć ostatnie chwile załogi.
11 czerwca 1940 roku Kierownictwo Marynarki Wojennej oficjalnie uznało ORP Orzeł za stracony. Od załogi nie było żadnych wiadomości, a okręt nie wrócił z patrolu w wyznaczonym terminie.
Był to moment symboliczny. Marynarka Wojenna RP utraciła swój najbardziej rozpoznawalny okręt podwodny, a wraz z nim całą załogę. Nie otrzymała jednak odpowiedzi na pytanie najważniejsze: gdzie i w jakich okolicznościach zginął Orzeł.
Trzy główne hipotezy
Przez dziesięciolecia powstało wiele teorii dotyczących zaginięcia okrętu. Część z nich opierała się na analizie dokumentów, meldunków i map operacyjnych, inne miały charakter bardziej spekulacyjny. Po weryfikacji najczęściej wracają trzy scenariusze: atak brytyjskiego samolotu po błędnym rozpoznaniu celu, wejście na minę albo awaria techniczna.
Najwięcej uwagi badaczy przyciąga hipoteza ataku lotniczego po błędnej identyfikacji okrętu podwodnego. Według tej wersji 3 czerwca 1940 roku brytyjski pilot miał zaatakować jednostkę, którą uznał za niemieckiego U-Boota. W meldunku wskazywano na zrzucenie bomb, zanurzenie się okrętu oraz plamę oleju na powierzchni morza. W późniejszych analizach zwracano uwagę, że szkic sporządzony po ataku miał bardziej przypominać sylwetkę ORP Orzeł niż niemieckiego okrętu podwodnego.
Nie jest to jednak dowód rozstrzygający. Wraku nadal nie odnaleziono, a bez potwierdzenia miejsca spoczynku okrętu nie można ostatecznie przesądzić, czy rzeczywiście polski okręt podwodny został zaatakowany przez brytyjski samolot po błędnej identyfikacji celu.
Druga hipoteza zakłada wejście ORP Orzeł na minę. Morze Północne było w 1940 roku silnie zaminowane, a zagrożenie stanowiły nie tylko znane zagrody minowe, lecz także miny zerwane z kotwic. Taki ładunek mógł dryfować poza pierwotnie wyznaczonym rejonem i znaleźć się na trasie patrolu. To scenariusz możliwy, choć niepozwalający dziś wskazać konkretnego miejsca katastrofy.
Trzecia wersja mówi o awarii technicznej albo utracie kontroli nad okrętem podczas działań podwodnych. Orzeł był nowoczesnym okrętem i pozostawał w służbie krótko, ale wojna podwodna zawsze wiązała się z dużym ryzykiem. Uszkodzenie mechanizmów, gwałtowna sytuacja taktyczna albo problemy podczas zanurzania mogły doprowadzić do tragedii. Także tej hipotezy nie da się całkowicie wykluczyć.
Wszystkie te scenariusze mają jeden wspólny problem: brak wraku. Dopóki ORP Orzeł nie zostanie odnaleziony i zbadany, przyczyna jego zaginięcia pozostanie hipotezą, a nie ustalonym faktem.
Wrak, którego wciąż nie odnaleziono
Mimo kolejnych wypraw poszukiwawczych wraku ORP Orzeł dotąd nie odnaleziono. To jeden z najważniejszych powodów, dla których żadnej z hipotez nie można uznać za ostatecznie potwierdzoną. Bez wskazania miejsca spoczynku okrętu nie da się przesądzić, czy przyczyną tragedii była mina, awaria techniczna, omyłkowy atak lotniczy, czy inny czynnik.
Poszukiwania utrudnia duży obszar Morza Północnego, niepewność co do ostatniej pozycji okrętu oraz możliwość błędów w wojennych meldunkach. W realiach 1940 roku pomyłki w określaniu pozycji nie były niczym wyjątkowym. Dodatkowo nie można zakładać, że rejon, w którym urwał się kontakt z załogą, musi pokrywać się z miejscem spoczynku wraku.
Dlatego tajemnica legendarnego okrętu podwodnego nadal pozostaje nierozwiązana. Każda kolejna kwerenda archiwalna, analiza meldunków i wyprawa poszukiwawcza może zawęzić pole poszukiwań, ale bez odnalezienia wraku sprawa wciąż pozostaje otwarta.
Pamięć o załodze
W historii ORP Orzeł łatwo skupić się na samej zagadce. Na pytaniu, gdzie leży wrak. Na sporze o minę, awarię techniczną albo omyłkowy atak. 8 czerwca powinien jednak przypominać przede wszystkim o ludziach.
Na pokładzie byli marynarze, którzy po klęsce wrześniowej nie zakończyli walki. Historia tego okrętu prowadziła przez obronę Wybrzeża, internowanie w Tallinie, brawurową ucieczkę z estońskiego portu, ryzykowny rejs na Zachód i kolejne patrole u boku aliantów. W ostatni patrol załoga wyszła, wykonując zadanie w warunkach, w których każdy dzień na Morzu Północnym mógł być ostatnim.
Miejsce spoczynku marynarzy pozostaje nieznane, ale miejsce ORP Orzeł w polskiej historii morskiej jest pewne. To opowieść o odwadze, wyszkoleniu, determinacji i służbie prowadzonej daleko od kraju, lecz nadal pod polską banderą wojenną.
Tajemnica, która wciąż wraca nad polskie morze
Dziś, 8 czerwca, warto wrócić do tej historii nie tylko dlatego, że przypomina o jednej z największych zagadek polskiej marynarki wojennej. ORP Orzeł pokazuje, że dzieje floty to nie tylko nazwy okrętów, daty wejścia do służby, uzbrojenie i wykazy strat. To także ludzie, rozkazy wydawane w warunkach wojny, cisza w eterze, niepokój dowódców czekających w bazie i rodziny, które nigdy nie mogły zapalić znicza w miejscu spoczynku swoich bliskich.
Minęło 86 lat od dnia, w którym ORP Orzeł miał wrócić do Rosyth. Okręt nie wrócił, a wraz z nim zginęła cała załoga. Do dziś nie znamy miejsca spoczynku polskich marynarzy, a wrak jednego z najsłynniejszych okrętów podwodnych w historii Marynarki Wojennej RP wciąż pozostaje nieodnaleziony. Wiemy jednak, że historia Orła pozostaje jednym z najmocniejszych symboli polskiej bandery wojennej – symbolem odwagi, służby i ceny, jaką polscy marynarze zapłacili za walkę prowadzoną daleko od własnego wybrzeża.










Tajemnica-tajemnicą. Najprawdopodobniej wpłynęli na jakąś minę bo w razie zatopienia przez inną jednostkę – po pewnym czasie ktoś pochwalił by się tym wyczynem.
P.S. Część i chwała całej załodze okrętu !!!