Polska podpisała umowę na okręty podwodne ze Szwecją

Dziś, 29 czerwca 2026 r., w Gdyni sfinalizowano kontrakt, na który Marynarka Wojenna RP czekała blisko trzy dekady. Polska i Szwecja zawarły porozumienie dotyczące dostawy trzech okrętów podwodnych typu A26 w ramach programu Orka.
W artykule
Ceremonia miała wymiar symboliczny i polityczny – obu krajom towarzyszyli szefowie rządów – ale w tle pozostają pytania stawiane od momentu wyboru szwedzkiego partnera: czy program, który we własnej flocie notuje wieloletnie opóźnienia, pozwoli dotrzymać zobowiązań wobec Polski.
Podpis na pokładzie ORP Kościuszko
Dzień zaczął się od konsultacji międzyrządowych w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, w których – jak poinformowało dziś rano Ministerstwo Obrony Narodowej – udział wzięli premier Donald Tusk, wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, sekretarze stanu w MON Magdalena Sobkowiak i Paweł Bejda, a ze strony szwedzkiej minister obrony Pål Jonson. Samo podpisanie umowy wykonawczej zaplanowano na wczesne popołudnie, na pokładzie fregaty ORP Kościuszko, z udziałem szefów rządów oraz ministrów obrony obu państw.
Szwecję reprezentowała delegacja o nietypowo szerokim składzie – premier Ulf Kristersson przyjechał do Polski wraz z pięcioma ministrami: szefem obrony Pålem Jonsonem, szefową dyplomacji Marią Malmer Stenergard, ministrem infrastruktury Andreasem Carlsonem, ministrą do spraw UE Jessicą Rosencrantz oraz ministrą kultury Parisą Liljestrand – co wskazuje, że wizyta wykracza poza samą Orkę i obejmuje szerszy pakiet polsko-szwedzkiej współpracy.
Strona rządowa nie kryje, że traktuje ten dzień jako przełom. Szef MON określił wcześniej kontrakt jako „oczekiwany od 30 lat”, obiecywany przez wszystkich jego poprzedników, a samą umowę zapowiedział słowami:
29 czerwca w Gdyni podpiszemy porozumienie i podpiszemy umowę. Już nie tylko rządową, ale też pomiędzy przedsiębiorstwami, firmami, o wykonaniu zobowiązań dla Polski.
Co obejmuje pakiet dla Polski
Pakiet podpisywany w Gdyni obejmuje kilka odrębnych elementów. Najważniejszy to zamówienie na trzy nowe okręty podwodne typu A26 Blekinge, produkowane przez szwedzki koncern Saab Kockums, o szacowanej wartości około 10 miliardów złotych – choć część wcześniejszych doniesień mówiła o kwocie rzędu kilkunastu miliardów złotych, a dokładna suma nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona.
Drugim elementem jest pozyskanie tzw. okrętu pomostowego – używanej, choć zmodernizowanej jednostki typu A17, tzw. „gap fillera”, która ma trafić do Polski już w przyszłym roku i służyć do szkolenia załóg do czasu dostawy nowych A26. W zamian Szwecja deklaruje zakupy w polskim przemyśle, w tym okręt ratowniczy pk. Ratownik, budowany od końca 2025 r. w krajowej stoczni na mocy umowy o wartości ponad miliarda złotych.
Finansowanie ma charakter mieszany – część środków pochodzi z budżetu państwa, część z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, który zatwierdził finansowanie programu w połowie czerwca. Co istotne, sama umowa została już zatwierdzona przez Prokuratorię Generalną, która bada wszystkie większe kontrakty zbrojeniowe tuż przed ich podpisaniem.
Decyzja ma swoje praktyczne uzasadnienie w stanie obecnej floty podwodnej. Marynarka Wojenna RP dysponuje dziś jednym, przestarzałym okrętem ORP Orzeł, zbudowanym w 1985 r. w ZSRR, który od kilku lat regularnie wymaga napraw. Jak zauważają sami komentatorzy wojskowi, ewentualne wycofanie jednostki bez następcy oznaczałoby brak jakiegokolwiek sprzętu, na którym mogliby szkolić się lub podtrzymywać zdolności polscy podwodniacy – stąd pośpiech wokół pozyskania okrętu pomostowego już w 2027 r.
Szwedzki rachunek, który warto mieć na uwadze
Tu jednak zaczyna się ta część historii, którą trudno pominąć w rzetelnej analizie. Saab Kockums realizuje równolegle własny program A26 dla Svenska marinen – i ten program od lat się sypie. Zamówienie na dwa okręty, przyszłe HMS Blekinge i Skåne, złożono w marcu 2015 r. z pierwotnym terminem dostawy na lata 2022-2024. Dziś, po kilku kolejnych aneksach do umowy, terminy te przesunęły się na 2031-2033 r. – to dziewięcioletnie opóźnienie względem pierwotnego harmonogramu, a licząc od podpisania kontraktu w 2015 r. – nawet 16-18 lat budowy. W tym samym czasie wartość kontraktu wzrosła blisko dwukrotnie, a Szwecja, jak przypominają krytycy decyzji, nie budowała nowego okrętu podwodnego od 30 lat – ostatnim odbiorcą takiej jednostki była Australia, a same okręty nie cieszyły się sympatią użytkowników.
Mimo to MON deklaruje, że pierwszy polski okręt A26 ma zostać dostarczony do 2030 r. – formalnie wcześniej, niż Szwecja planuje odebrać własny prototyp. Wedle nieoficjalnych informacji proces odbioru ma być rozłożony w czasie: pierwsza jednostka, choć formalnie przejęta przez Polskę i pływająca pod polską banderą z polską załogą, przez około rok od odbioru pozostanie jeszcze w Szwecji, przechodząc serię testów i szkoleń – podobnie jak wcześniej działo się to przy odbiorze polskich myśliwców F-35.
Pytania, które wciąż czekają na odpowiedź
Mimo historycznej rangi podpisywanego dokumentu, lista otwartych kwestii pozostaje długa. Eksperci wojskowi już teraz wskazują, że nie wiadomo, czy okręty Orka od początku będą miały wyrzutnie torped przystosowane do odpalania pocisków manewrujących lub przeciwokrętowych, czy tylko do strzelania klasycznymi torpedami i stawiania min.
Niejasny pozostaje też status okrętu pomostowego A17 – w tym kluczowe pytanie, czy w przypadku wybuchu wojny lub poważnego kryzysu na Bałtyku będzie on mógł zostać użyty bojowo przez MW RP, czy będzie musiał zostać zwrócony Szwecji. Wątpliwości budzi również drugi kierunek transakcji – czy na okręt ratowniczy dla szwedzkiej marynarki rzeczywiście zawarto wiążącą umowę, czy jedynie niezobowiązujący list intencyjny.
Pytamy o kary umowne w kontrakcie na Orkę. Agencja Uzbrojenia: poczekajcie, sprawdzimy
Wciąż nieznane są szczegóły zapisów dotyczących ewentualnych opóźnień ze strony wykonawcy – a w świetle dziewięcioletniego poślizgu, jaki Saab Kockums notuje we własnym programie krajowym, to pytanie najważniejsze ze wszystkich. Nasza redakcja skierowała w tej sprawie formalne zapytanie do Agencji Uzbrojenia, jeszcze przed dzisiejszym podpisaniem umowy.
Pytaliśmy między innymi, czy w umowie wykonawczej przewidziano kary umowne za przekroczenie terminu dostawy każdego z trzech okrętów A26 i jaka jest ich wysokość, czy kary te mają górny limit, czy harmonogram dostaw dla Polski jest formalnie odseparowany od harmonogramu budowy jednostek dla floty szwedzkiej, czy umowa przewiduje gwarancje finansowe wykonania kontraktu, a także – co w obecnej sytuacji bezpieczeństwa na Bałtyku wydaje się równie istotne – czy okręt pomostowy A17 zostanie przekazany Polsce w pełnej konfiguracji bojowej, z dostępem do uzbrojenia torpedowego, czy wyłącznie w wersji szkoleniowej, bez realnej zdolności do działania w razie konfliktu.
W odpowiedzi Agencja Uzbrojenia potraktowała nasze pismo jako wniosek o udostępnienie informacji publicznej i odmówiła udzielenia odpowiedzi, argumentując, że prawo dostępu do informacji publicznej dotyczy wyłącznie zdarzeń, które już się odbyły, a nie planowanych zamierzeń, oraz powołując się na art. 291 ustawy Prawo zamówień publicznych, zgodnie z którym prowadzone negocjacje mają charakter poufny – przy czym, jak zaznaczyła sama Agencja, poufność ta ustaje „w momencie zawarcia umowy”. Skoro umowa została dziś podpisana, zwróciliśmy się dzisiaj do Agencji Uzbrojenia o ponowne rozpatrzenie wniosku i wskazanie, czy podstawa odmowy, na którą się powołano, wciąż obowiązuje.
Krótko po ceremonii w Gdyni skontaktował się z nami telefonicznie rzecznik Agencji Uzbrojenia, płk Grzegorz Polak. Jak przekazał, teraz, gdy umowa została już zawarta, Agencja może przystąpić do weryfikacji zapisów, o które pytaliśmy – w tym tych dotyczących kar umownych – jednak z uwagi na skalę kontraktu na odpowiedź będziemy musieli jeszcze poczekać. To pierwsza deklaracja ze strony AU, że odpowiedź w ogóle nadejdzie, choć żadnego konkretnego terminu nie podano. Na dzień publikacji niniejszego tekstu formalnej odpowiedzi wciąż nie otrzymaliśmy – będziemy informować czytelników o dalszym przebiegu tej korespondencji.
Bilans dnia
Podpisanie umowy w Gdyni to bez wątpienia moment przełomowy – po trzech dekadach zapowiedzi Marynarka Wojenna RP wreszcie ma formalną podstawę do odtworzenia zdolności podwodnych. Jednocześnie skala szwedzkich opóźnień we własnym programie A26 nie pozwala dziś na bezkrytyczny optymizm. To, czy data 2030 okaże się rzeczywistym, a nie tylko deklaratywnym terminem dostawy pierwszego okrętu, będzie można ocenić dopiero po ujawnieniu szczegółów zawartych w samej umowie – w tym mechanizmów, które mają chronić polskiego podatnika przed powtórką szwedzkiego scenariusza.
Z punktu widzenia naszej redakcji jest tu jedna miara sukcesu, i nie ma ona nic wspólnego z towarzyszącym kontraktowi pakietem przemysłowym. Nie interesuje nas, ile Szwecja zamówi w polskich stoczniach, ani jak szeroka będzie współpraca gospodarcza opakowana w to porozumienie – to są tematy istotne dla gospodarki, lecz wtórne wobec stanu samej Marynarki Wojennej RP.
Liczy się wyłącznie to, kiedy realnie, z pełną gotowością bojową, dywizjon okrętów podwodnych mieszczący się na gdyńskim Oksywiu przestanie być pusty. Eksponowanie korzyści przemysłowych przy każdej kolejnej konferencji prasowej nie zmienia faktu, że w dniu podpisania umowy Marynarka Wojenna RP wciąż nie ma w służbie żadnego w pełni sprawnego okrętu podwodnego, a na pierwszą jednostkę typu A26 będzie czekać jeszcze kilka lat. To jest kryterium, którym będziemy się kierować, oceniając ten program w kolejnych latach – nie wartość umów zawartych w cieniu głównego zamówienia.









