Pożar pogrzebał „Hong Beom-do”. Korea nie odbuduje okrętu podwodnego

Południowokoreański okręt podwodny Hong Beom-do (SS 079) został uznany za całkowicie niezdolny do dalszej eksploatacji po pożarze, do którego doszło podczas remontu głównego w stoczni HD Hyundai Heavy Industries w Ulsan. Wnioski z zakończonego 22 kwietnia dochodzenia są jednoznaczne: jednostki nie opłaca się odbudowywać.

O samym pożarze szeroko rozpisywały się media już w pierwszych godzinach po incydencie, bo trudno się temu dziwić, gdy podczas remontu wybucha ogień na okręcie podwodnym. Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że wnioski z dochodzenia okażą się aż tak druzgocące.

Dopiero oficjalny komunikat pozwala spojrzeć na tę sprawę szerzej i od początku. Nie chodzi już wyłącznie o dramatyczny wypadek w stoczni, lecz także o koszty, odpowiedzialność, ograniczenia przemysłu okrętowego oraz o to, jak jeden pożar może uruchomić lawinę skutków dla wykonawcy i marynarki wojennej.

Pożar podczas remontu i koniec historii okrętu Hong Beom-do

Do pożaru na pokładzie Hong Beom-do doszło 9 kwietnia o godzinie 13:58. Okręt przechodził w tym czasie remont główny w zakładach HD Hyundai Heavy Industries w Ulsan. Na pokładzie znajdowało się 40 pracowników stoczni i firm podwykonawczych.

Na miejsce skierowano 30 zastępów zakładowej straży pożarnej, jednak działania gaśnicze rozpoczęły się dopiero o 14:38. Akcję prowadzono do 15:56, gdy potwierdzono opanowanie ognia. Bilans tragedii okazał się jednak znacznie poważniejszy niż same zniszczenia materialne. Jednej osoby nie udało się uratować. Ciało kobiety, która przebywała na okręcie w chwili wybuchu pożaru, odnaleziono dopiero 33 godziny po ugaszeniu ognia.

Zakończone 22 kwietnia dochodzenie wykazało, że okręt należy uznać za całkowicie niezdolny do dalszej służby. W praktyce oznacza to, że jednostka nie wróci już do służby, bo jej naprawa zostałaby uznana za ekonomicznie nieuzasadnioną.

Hong Beom-do – jeden z okrętów typu Sohn Won-yil

Hong Beom-do był siódmym z dziewięciu okrętów podwodnych typu Sohn Won-yil, czyli południowokoreańskiej odmiany jednostek zbudowanych na bazie niemieckiej licencji typu 214. Stępkę pod budowę położono w 2011 roku w stoczni w Ulsan. Wodowanie odbyło się 5 kwietnia 2016 roku, zaś przyjęcie do służby nastąpiło 19 stycznia 2018 roku.

Pożar na "Hong Beom-do" przesądził o losie okrętu podwodnego / Portal Stoczniowy
Fot. Okręt podwodny Hong Beom-do (SS 079) typu Sohn Won-yil przed pożarem / @DefenseDagger / X

To ważny kontekst, bo mowa o okręcie stosunkowo młodym, który nie zdążył jeszcze wejść w drugą połowę przewidywanego cyklu życia okrętu. Tym bardziej skala strat robi wrażenie, zwłaszcza że nie chodzi o jednostkę wycofywaną ze służby, lecz o okręt, który pozostawał istotnym elementem sił podwodnych Republiki Korei.

Odbudowa nie ma sensu. Problemem jest zamknięta linia produkcyjna

W chwili, gdy zapadła decyzja o uznaniu jednostki za całkowitą stratę, pojawiło się zasadnicze pytanie: co dalej? Teoretycznie najprostszym rozwiązaniem byłoby odtworzenie utraconego okrętu. W praktyce sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.

Koszt budowy pojedynczego okrętu typu KSS-II wynosił pierwotnie około 500 mld KRW, czyli około 454,5 mln USD. Problem polega na tym, że linia produkcyjna tych jednostek została już zamknięta. Ostatni okręt tego typu przekazano odbiorcy 31 stycznia 2020 roku. To oznacza, że w miejsce utraconego Hong Beom-do należałoby budować już jednostkę nowszego typu KSS-III, której koszt jednostkowy szacowany jest na około 1 bln KRW, czyli około 900 mln USD.

To właśnie tutaj widać prawdziwą skalę problemu. Nie chodzi tylko o pożar i jego bezpośrednie skutki. Chodzi również o to, że strata jednego okrętu bardzo szybko zamienia się w problem budżetowy liczony nie w dziesiątkach, lecz w setkach miliardów wonów.

Utrata tej jednostki oznacza jednak nie tylko skreślenie jednego okrętu ze stanu floty. Problem polega na tym, że program jednostek typu Sohn Won-yil został już zamknięty, a południowokoreański przemysł pracuje dziś nad nowszymi konstrukcjami. W praktyce oznacza to, że ewentualne uzupełnienie luki po Hong Beom-do wymagałoby budowy okrętu kolejnej generacji, znacznie droższego i podporządkowanego innemu harmonogramowi. Z perspektywy marynarki wojennej nie chodzi więc wyłącznie o stratę sprzętową, lecz także o zaburzenie planowania zdolności podwodnych. I to właśnie ten skutek może w dłuższym terminie okazać się ważniejszy niż sam pożar.

Niedoubezpieczenie stoczni może okazać się ciosem finansowym

Jeszcze poważniej wygląda sytuacja HD Hyundai Heavy Industries. Okazuje się bowiem, że ubezpieczenie posiadane przez stocznię obejmuje jedynie 50% wartości jednostki. Według ujawnionych informacji wynika to z ograniczeń budżetowych stosowanych przy remontach, które wymuszają cięcie kosztów.

W przypadku szkody całkowitej oznacza to, że maksymalna wypłata odszkodowania wyniesie około 250 mld KRW. Jeżeli więc Marynarka Wojenna Republiki Korei zażąda budowy nowego okrętu, którego wartość oszacowano na 1 bln KRW, pozostała kwota, czyli około 750 mld KRW, obciąży wykonawcę jako realna strata.

To właśnie tutaj widać, jak bardzo katastrofa techniczna może przełożyć się na kondycję finansową przedsiębiorstwa. Pożar z 9 kwietnia nie musi zakończyć się wyłącznie utratą jednej jednostki. Może oznaczać wieloletnie konsekwencje dla jednego z filarów południowokoreańskiego przemysłu okrętowego.

Straty mogą być jeszcze większe

Na tym nie kończy się katalog zagrożeń dla zakładu stoczniowego w Ulsan. Dodatkowym obciążeniem mogą być kary umowne za opóźnienia w realizacji remontu. Stawka została określona na 0,075% dziennie, co przy dużej wartości kontraktu szybko przekłada się na znaczące kwoty.

Do tego dochodzi koszt samych prac remontowych, które przy tego rodzaju jednostkach zwykle pochłaniają około 10–20% wartości budowy nowego okrętu. W tym przypadku oznacza to przedział od 50 do 100 mld KRW. Środki te mogą zostać bezpowrotnie utracone. Niewykluczony jest również obowiązek zwrotu zaliczek wypłaconych wcześniej przez państwo.

W tle pojawia się także południowokoreańska ustawa o poważnych wypadkach przemysłowych, czyli Serious Accident Punishment Act. Jej zastosowanie może oznaczać wysokie grzywny oraz odpowiedzialność karną kadry zarządzającej. Nie można też wykluczyć administracyjnych konsekwencji dla samej firmy, w tym utraty możliwości udziału w przetargach publicznych po uznaniu jej za nierzetelnego wykonawcę.

Jeden pożar, znacznie większy problem

Sprawa Hong Beom-do nie sprowadza się więc jedynie do spektakularnego pożaru w stoczni. To zdarzenie odsłoniło kilka słabych punktów naraz: ryzyko związane z remontami skomplikowanych jednostek, problem niedoubezpieczenia, skutki zamknięcia linii produkcyjnej starszego typu okrętów podwodnych oraz finansową skalę odpowiedzialności, jaka spada dziś na wykonawcę.

Właśnie dlatego warto patrzeć na tę katastrofę nie tylko przez pryzmat strat materialnych. Dla południowokoreańskiej marynarki wojennej to utrata ważnej jednostki. Dla HD Hyundai Heavy Industries to potencjalnie jeden z najpoważniejszych kryzysów w obszarze okrętów wojennych ostatnich lat. Zaś dla całego przemysłu okrętowego w Korei Południowej jest to twarde przypomnienie, że nawet pojedynczy incydent w czasie remontu może uruchomić skutki liczone w miliardach.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *