Program Orka i szwedzki A26. Czy zmiana wymagań zamyka dyskusję?

Program Orka wraca w dyskusji nie tylko przez wybór szwedzkiej oferty A26, ale także przez rezygnację z wymogu przenoszenia pocisków manewrujących. Tłumaczenie, że po wejściu Szwecji i Finlandii do NATO Bałtyk stał się innym akwenem operacyjnym, brzmi logicznie tylko na pierwszy rzut oka. To decyzja, która wymaga znacznie poważniejszej debaty.

Czy NATO zmieniło Bałtyk, czy tylko uzasadnienie wyboru?

W dyskusji o programie Orka pojawił się kolejny argument mający tłumaczyć rezygnację z wymogu przenoszenia pocisków manewrujących przez przyszłe polskie okręty podwodne. Gen. dyw. Krzysztof Zielski, zastępca szefa Sztabu Generalnego WP, w rozmowie z Defence24 wskazał, że wejście Szwecji i Finlandii do NATO zmieniło sytuację strategiczną na Bałtyku oraz katalog zadań przewidzianych dla Marynarki Wojennej RP.

To wyjaśnienie brzmi logicznie tylko na pierwszy rzut oka. Przystąpienie Helsinek i Sztokholmu do Sojuszu rzeczywiście wzmocniło bezpieczeństwo regionu, ale jednocześnie zwiększyło zakres zobowiązań NATO. Bałtyk nie stał się przez to spokojnym akwenem pod pełną kontrolą państw sojuszniczych. Stał się obszarem jeszcze większego znaczenia wojskowego, politycznego i gospodarczego.

Ten problem trafnie opisywał na naszym portalu kmdr Tomasz Witkiewicz, wskazując, że rozszerzenie NATO o państwa fennoskandzkie nie oznacza przekształcenia Bałtyku w „oazę bezpieczeństwa”, lecz przeciwnie – podnosi jego znaczenie strategiczne i zwiększa wagę silnej, dobrze zbudowanej Marynarki Wojennej RP. Autor podkreślał też, że Polska, dysponując silnymi okrętami nawodnymi i realnymi zdolnościami podwodnymi, mogłaby stać się nie tylko odbiorcą, ale także „dawcą bezpieczeństwa” w regionie. 

Nie oznacza to więc, że Polska utraciła potrzebę posiadania własnych zdolności odstraszania i rażenia celów na dużych odległościach. Wręcz przeciwnie – wojna na Ukrainie pokazała, jak duże znaczenie mają systemy dalekiego zasięgu, zdolne do oddziaływania na zaplecze przeciwnika, jego logistykę, infrastrukturę wojskową i stanowiska dowodzenia.

Argument o „wewnętrznym morzu NATO” nie eliminuje też rosyjskiego zagrożenia na Bałtyku. Rosja nadal utrzymuje silne zgrupowanie wojskowe w Obwodzie Królewieckim, rozwija środki rozpoznania, prowadzi działania hybrydowe i traktuje infrastrukturę podmorską jako potencjalny cel presji. W takich warunkach okręty podwodne pozostają jednym z najbardziej dyskretnych narzędzi odstraszania, rozpoznania i oddziaływania na przeciwnika.

Czy wybrano najlepszą ofertę?

W tym miejscu pojawia się jednak drugie, równie ważne pytanie: czy po zmianie wymagań Polska rzeczywiście wybrała najkorzystniejszą ofertę?

Szwedzka propozycja nie była jedyną na stole. Polska miała do wyboru kilka rozwiązań różniących się nie tylko konstrukcją okrętów, lecz także zapleczem przemysłowym, doświadczeniem eksportowym i skalą potencjalnej współpracy z krajowym sektorem stoczniowym.

Oferta niemiecka opierała się na państwie mającym bardzo duże doświadczenie w budowie i eksporcie konwencjonalnych okrętów podwodnych. Hiszpańska Navantia proponowała okręty S-80 Plus oraz szeroką współpracę przemysłową. Korea Południowa przedstawiała pakiet, który mógł łączyć zakup okrętów z modernizacją wybranych zdolności polskiego przemysłu stoczniowego. Francuska oferta również miała swoje atuty, choć jej słabą stroną był dłuższy czas oczekiwania na okręty.

Osobnym przypadkiem była oferta włoska, o której pisałem na naszym portalu i zdania nie zmienię. W mojej ocenie nie zmienia to zasadniczego problemu: Polska miała realny wybór, a decyzja o wskazaniu oferty szwedzkiej nadal wymaga rzeczowego wyjaśnienia.

Warto przypomnieć, że szwedzka oferta rządowa została wskazana pod koniec listopada 2025 roku i zakłada pozyskanie trzech nowych okrętów typu A26. W grudniu 2025 roku podpisano protokół ustaleń, a zawarcie umowy wykonawczej zapowiedziano na pierwszą połowę 2026 roku. Według przedstawionych założeń pierwszy nowy okręt ma zostać dostarczony w 2030 roku, natomiast w 2027 roku Polska ma otrzymać jednostkę pomostową, najprawdopodobniej typu A17S. Wartość programu Orka szacowana jest na kilkanaście miliardów złotych.

Problem nie polega na tym, czy szwedzka oferta przyniesie Polsce jakiekolwiek zamówienia przemysłowe. Wszystko wskazuje, że strona szwedzka zamierza wywiązać się z tych zapowiedzi, czego przykładem może być zlecenie dotyczące budowy okrętu ratowniczego pk. Ratownik. Pytanie brzmi jednak, czy takie zamówienia nie przykrywają zasadniczego problemu: ryzyka związanego z wyborem okrętu podwodnego, którego program od lat zmaga się z opóźnieniami sięgającymi niemal dekady. Tym samym mówimy o konstrukcji, która nie przeszła jeszcze pełnego cyklu budowy, prób stoczniowych i morskich oraz nie została wcielona do służby.

Dlatego spór o Orkę nie dotyczy wyłącznie pytania, czy przyszły okręt podwodny dla naszej MW RP ma przenosić pociski manewrujące. Dotyczy także tego, czy Polska wybrała rozwiązanie najlepsze z punktu widzenia zdolności Marynarki Wojennej RP, oraz ryzyk, które opisałem powyżej.

W tym miejscu wraca argument, który w tekstach o programie Orka pojawia się u mnie regularnie: przy zakupie uzbrojenia tej klasy priorytetem powinny być czas, dojrzałość konstrukcji i realne zdolności bojowe. Tymczasem w przypadku wyboru przyszłych polskich okrętów podwodnych trudno oprzeć się wrażeniu, że ta kolejność została zaburzona. Za wschodnią granicą trwa wojna, Rosja prowadzi działania hybrydowe przeciw państwom NATO, a Polska w domenie podwodnej znajduje się dziś w stanie „głębokiej zapaści”.

Modernizacja „kiedyś” nie zawsze oznacza modernizację „na pewno”

Generał na łamach Defence24 wskazuje, że przyszłe okręty mają zachować podatność modernizacyjną, która w przyszłości mogłaby pozwolić na integrację pocisków manewrujących. To ważny argument, ale nie zamyka sprawy. Historia programów zbrojeniowych pokazuje, że sama podatność modernizacyjna nie jest gwarancją przeprowadzenia modernizacji.

Integracja nowego uzbrojenia to osobny proces: wymaga pieniędzy, decyzji politycznej, zgód producentów, certyfikacji, prób i czasu. Bez tego zapis o przyszłych możliwościach pozostaje tylko opcją, a nie realną zdolnością.

Kluczowe pytanie pozostaje bez odpowiedzi

Nie chodzi więc o to, czy Szwecja jest członkiem NATO, ani o to, czy projekt A26 może w przyszłości okazać się wartościowym okrętem podwodnym. Problem polega na tym, że dziś mówimy o konstrukcji, która najpierw musi zostać ukończona, przejść próby stoczniowe i morskie, a następnie potwierdzić działanie systemów walki, uzbrojenia oraz wyposażenia pokładowego.

Właściwe pytanie brzmi inaczej: czy Polska wybrała rozwiązanie zapewniające największe zdolności bojowe z najniższym ryzykiem dostawy, czy raczej wariant politycznie najłatwiejszy do przeprowadzenia.

Nie jest to polemika personalna z przedstawicielami Sztabu Generalnego WP, lecz pytanie o logikę decyzji w jednym z najważniejszych programów okrętowych ostatnich dekad. Program Orka ma odbudować zdolności podwodne państwa teraz, a nie jedynie zamknąć wieloletni problem zakupowy. Dlatego argument o zmianie sytuacji na Bałtyku po wejściu Szwecji i Finlandii do NATO nie powinien kończyć dyskusji, lecz ją otwierać.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *