Rosyjska fregata oddała strzały w kierunku brytyjskiego jachtu

Brytyjskie Ministerstwo Obrony bada incydent z udziałem rosyjskiej fregaty projektu 11356P Admirał Grigorowicz i jachtu pływającego pod banderą Wielkiej Brytanii. Według Sky News i Reutersa rosyjski okręt wojenny oddał strzały ostrzegawcze w kierunku jachtu Bright Future na kanale La Manche, poza wodami terytorialnymi Wielkiej Brytanii.
W artykule
Strzały ostrzegawcze w kierunku jachtu
Do zdarzenia doszło 16 czerwca rano na wodach kanału La Manche, na odcinku między brytyjską wyspą Wight a wybrzeżem francuskiej Normandii. Według Reutersa jacht miał zbliżyć się do rosyjskiego okrętu podczas jego przejścia.
Załoga jachtu, którą tworzyło brytyjskie małżeństwo Alan i Jane Kelvey, zgłosiła, że rosyjska fregata oddała strzały ostrzegawcze z odległości około 457 metrów. Nie ma informacji o rannych ani o uszkodzeniu jednostki.
Inaczej przebieg zdarzenia przedstawia strona rosyjska. Według niej załoga fregaty próbowała wcześniej nawiązać łączność radiową oraz użyła sygnałów ostrzegawczych. Strzały ostrzegawcze w kierunku jachtu miały paść dopiero później.
Royal Navy monitorowała rosyjski okręt
Incydent nie wydarzył się poza uwagą Brytyjczyków. Royal Navy prowadziła wówczas monitoring rosyjskiej fregaty, która eskortowała tankowce z rosyjską ropą podczas przejścia przez kanał La Manche.
Sama obecność rosyjskich okrętów wojennych w pobliżu Wysp Brytyjskich nie jest niczym nowym. Tym razem sprawa ma jednak inny ciężar, bowiem z okrętu padł strzał ostrzegawczy w kierunku cywilnego jachtu.
Znaczenie ma również miejsce zdarzenia. Kanał La Manche to jeden z najbardziej ruchliwych szlaków morskich Europy. Przechodzą nim statki handlowe, promy i jachty, dlatego obecność cywilnej jednostki w tym rejonie nie jest niczym nadzwyczajnym.
Rosja testuje granice reakcji
Właśnie dlatego incydentu z fregatą Admirał Grigorowicz nie należy sprowadzać wyłącznie do sporu o kurs jachtu czy procedury łączności. Wygląda on raczej na kolejne rosyjskie sprawdzanie, jak daleko można się posunąć bez wywołania otwartego kryzysu. Moskwa od lat działa w ten sposób: tworzy napięcie, obserwuje reakcję państw NATO i przesuwa granicę akceptowalnego zachowania na morzu.
Nie bez znaczenia jest kontekst ostatnich dni. Dwa dni wcześniej komandosi Royal Marines weszli na pokład tankowca Smyrtos z tzw. rosyjskiej „floty cieni”, o czym pisaliśmy na naszym portalu.
Na obecnym etapie nie ma jednak potwierdzenia, że oba zdarzenia były ze sobą bezpośrednio powiązane.
Sprawa pokazuje jednak, że aktywność rosyjskich okrętów wojennych u wybrzeży państw NATO nie sprowadza się do samego przejścia przez wody międzynarodowe. Coraz większe znaczenie ma sposób, w jaki Rosja prowadzi takie przejścia, oraz to, jak reaguje na obecność innych jednostek na morzu.









