Cieśnina Ormuz. Rynek za szybko uwierzył w odprężenie

Pod koniec ubiegłego tygodnia ceny ropy mocno spadły, a rynki zaczęły grać pod scenariusz szybkiego odprężenia wokół cieśniny Ormuz. Dziś widać jednak wyraźnie, że żegluga i handel surowcami oceniają sytuację znacznie ostrożniej, a pytania o bezpieczeństwo przejść przez ten rejon wcale nie zniknęły.

Ogłoszenie przez Iran otwarcia cieśniny dla żeglugi handlowej wywołało natychmiastową reakcję rynków. Brent zakończył 17 kwietnia spadkiem do 90,38 dol. za baryłkę, a WTI do 83,85 dol. Jednak już dwa dni później rynek zaczął korygować ten optymizm, bo sytuacja na samym szlaku ponownie się pogorszyła.

Piątkowa ulga nie przetrwała weekendu

W połowie kwietnia inwestorzy przyjęli irańskie deklaracje jako sygnał, że najgorszy scenariusz dla rynku energii może zostać odsunięty. Stąd gwałtowna przecena ropy i poprawa nastrojów na giełdach.

Jak pisaliśmy wcześniej na naszym portalu w tekście „Ropa tanieje, ale ryzyko dla żeglugi wciąż pozostaje”, samo ogłoszenie otwarcia cieśniny nie przywróciło od razu normalnego ruchu statków. Już wtedy było widać, że część armatorów podchodzi do sytuacji z dużą ostrożnością, a kluczowe pytania dotyczyły bezpieczeństwa przejść, ryzyka związanego z minami oraz zasad koordynacji ruchu przez stronę irańską.

Problem polega na tym, że ten optymizm nie znalazł pełnego potwierdzenia w praktyce. Już 17 kwietnia armatorzy i firmy żeglugowe przyjmowali nowe deklaracje z wyraźną ostrożnością. Reuters pisał, że część statków próbowała opuścić Zatokę, ale nie wszystkie takie próby zakończyły się powodzeniem, a branża domagała się wyjaśnień w sprawie min, warunków przejścia i zasad koordynacji ruchu z irańską stroną.

Żegluga nadal działa w warunkach niepewności

Najważniejsze jest to, że bezpieczeństwo na cieśninie nie wróciło do normalnego rytmu. Nawet jeśli część jednostek podjęła próbę przejścia, ryzyko dla żeglugi nie zniknęło. Reuters podkreślał 20 kwietnia, że niepewność pozostaje wysoka, a firmy żeglugowe nadal ostrożnie podchodzą do powrotu na ten szlak. Cytowany przez agencję Saul Kavonic oceniał wręcz, że armatorzy będą po ostatnich wydarzeniach jeszcze bardziej powściągliwi.

To właśnie dlatego bardziej trafne jest dziś stwierdzenie, że cieśnina weszła w fazę krótkotrwałego i niestabilnego odprężenia, a nie trwałej poprawy. Rynek finansowy odreagował szybko, ale na morzu nadal dominuje niepewność.

Gazowce LNG dobrze pokazują skalę problemu

Jeszcze wyraźniej widać to obecnie w ruchu gazowców LNG. Z informacji opublikowanych przez Economic Times, opartych na danych śledzenia statków zebranych przez Bloomberg, wynika, że kilka jednostek załadowanych w Katarze przerwało próbę przejścia w kierunku zachodniego wyjścia z Zatoki Perskiej. Część zawróciła w stronę wód katarskich, a część wyraźnie zmniejszyła prędkość.

Według tego samego przekazu od końca lutego żaden załadowany gazowiec LNG nie opuścił Zatoki Perskiej. Na tym etapie traktowałbym te informacje jako mocny sygnał dla rynku, ale pomocniczy wobec Reutersa, bo pochodzą z wtórnego opracowania i wymagają dalszego potwierdzenia w kolejnych źródłach.

Ten wątek dobrze pokazuje jednak sedno problemu. Nie chodzi już tylko o same notowania ropy, lecz o realne zakłócenia w ruchu statków przewożących surowce energetyczne. Jeżeli jednostki LNG zawracają lub odkładają przejście, to znaczy, że uczestnicy rynku nadal nie uznali sytuacji za bezpieczną.

Rynek od początku był ostrożniejszy

I tu wraca wątek, na który zwrócił uwagę na platformie X Shanaka Anslem Perera. Rynek kontraktów terminowych zareagował szybciej i z większym optymizmem niż rynek realnych dostaw – i właśnie ta różnica okazała się istotna. Reuters pisał już 16 kwietnia o wyraźnym rozjeździe między Dated Brent a kontraktami futures, wskazując, że ropa w dostawach rzeczywistych była wyceniana wyżej, niż wynikało to z notowań kontraktów terminowych.

Mówiąc prościej, inwestorzy zaczęli grać pod scenariusz wygaszenia napięcia, podczas gdy uczestnicy realnego handlu nadal zakładali, że ryzyko zakłóceń w dostawach nie zniknęło. To ważne rozróżnienie, ale dziś, 20 kwietnia, jest ono już tylko częścią większej historii. Weekend pokazał bowiem, że rynek finansowy mógł po prostu zbyt szybko uznać, że najgorszy etap kryzysu został odsunięty.

Ormuz nadal pozostaje punktem zapalnym

Piątkowa przecena ropy nie zamknęła sprawy. Dzisiaj, to jest 20 kwietnia Brent znów zbliżył się do 97 dol. za baryłkę, a WTI do 90 dol., co pokazuje, że rynek szybko przestał wierzyć w trwałe odprężenie. Na morzu nadal dominuje ostrożność, a sytuacja w rejonie Ormuzu wciąż pozostaje niestabilna.

Najkrócej mówiąc, rynek za szybko uwierzył w odprężenie. Żegluga i handel surowcami nadal wysyłają znacznie ostrożniejszy sygnał.

Udostępnij ten wpis
Avatar photo
Mariusz Dasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *