SAFE może pomóc sfinansować nowe okręty dla Marynarki Wojennej

Środki z unijnego mechanizmu SAFE mogą przyspieszyć finansowanie części programów modernizacyjnych, w tym projektów ważnych dla Marynarki Wojennej. Dla polskich stoczni i zakładów zbrojeniowych to szansa na nowe zamówienia, ciągłość pracy i rozwój kompetencji. Kluczowe pytanie brzmi jednak nie tylko: co kupimy, ale ile z tych pieniędzy rzeczywiście zostanie w polskim przemyśle.

Nie tylko sprzęt, ale pieniądze w gospodarce

Z informacji PAP wynika, że Polska ma otrzymać z programu SAFE 43,7 mld euro, czyli ponad 180 mld zł. W pierwszej kolejności finansowaniem mają zostać objęte już zawarte umowy, a ich refinansowanie pozwoli uwolnić środki MON na kolejne zakupy.

Wśród wskazanych obszarów znalazły się m.in. system antydronowy San, bojowe wozy piechoty Borsuk oraz program „Bezpieczny Bałtyk”. W kontekście Marynarki Wojennej mowa także o okręcie hydrograficznym Hydrograf, okręcie ratowniczym pk. Ratownik, niszczycielach min Kormoran II oraz bezzałogowych morskich systemach uzbrojenia.

Dla Marynarki Wojennej to dobra wiadomość, bo część tych programów była przez lata odkładana albo prowadzona zbyt wolno. Ratownictwo morskie, hydrografia, obrona przeciwminowa i systemy bezzałogowe nie są dodatkiem do sił zbrojnych, lecz elementem bezpieczeństwa państwa na kierunku morskim.

Ile z SAFE zostanie w Polsce?

Najważniejsze będzie to, czy za pieniędzmi z SAFE pójdzie realna praca w krajowych zakładach. Sam zakup sprzętu nie jest jeszcze polityką przemysłową. Staje się nią dopiero wtedy, gdy polskie firmy uczestniczą w budowie, integracji, serwisie, remontach i późniejszych modernizacjach.

Na programach okrętowych mogą zarobić nie tylko stocznie. Wokół budowy okrętów pracują biura projektowe, producenci konstrukcji stalowych, firmy od instalacji elektrycznych, automatyki, systemów okrętowych, łączności, logistyki i obsługi technicznej. Do tego dochodzą podwykonawcy, dostawcy materiałów, porty i zaplecze remontowe.

To właśnie tam powstaje największa wartość dla gospodarki i miejsc pracy. Okręt wojenny pozostaje w służbie przez dekady. Jeżeli kompetencje zostaną w kraju, państwo zyskuje znacznie więcej niż jednorazowy zakup.

Programy morskie potrzebują ciągłości

Programy: Ratownik, Hydrograf, Kormoran II i systemy bezzałogowe mogą być dobrym przykładem zamówień, które jednocześnie wzmacniają Marynarkę Wojenną i utrzymują kompetencje w przemyśle. Warunek jest jeden: nie mogą być traktowane jako pojedyncze, oderwane od siebie projekty.

Polski przemysł okrętowy potrzebuje przewidywalności. Stocznia nie rozwija kadr i nie inwestuje w zaplecze tylko po to, by po jednym kontrakcie czekać kilka lat na kolejne zamówienie. SAFE powinien więc pomagać w budowie portfela zamówień, a nie jedynie w przesunięciu źródeł finansowania.

Szczególnie ważne są morskie systemy bezzałogowe. Bałtyk, porty, kable, rurociągi i morskie farmy wiatrowe będą wymagały stałego rozpoznania i szybkiej reakcji. To obszar, w którym Polska nie powinna ograniczać się do roli kupującego.

Szansa, ale także ryzyka

SAFE może być korzystnym narzędziem, ale nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów. Pierwsze ryzyko dotyczy tempa. Presja szybkiego wydawania pieniędzy może prowadzić do wyboru rozwiązań najłatwiej dostępnych, a niekoniecznie najlepszych z punktu widzenia krajowego przemysłu.

Drugie ryzyko wiąże się z udziałem zagranicznych dostawców. Część zakupów będzie musiała pochodzić z zagranicy i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Problem zacznie się wtedy, gdy polskie firmy zostaną sprowadzone do roli prostych podwykonawców bez dostępu do wiedzy, dokumentacji, serwisu i modernizacji.

Trzecim zagrożeniem jest rozproszenie zamówień. Jeśli środki zostaną podzielone na zbyt wiele projektów bez jasnej hierarchii, efekt może być słabszy niż oczekiwano. Modernizacja armii wymaga priorytetów, a programy morskie powinny tworzyć spójny system, nie listę osobnych zakupów.

Dobra decyzja – diabeł tkwi w szczegółach

Czy SAFE może być realnym impulsem dla modernizacji w polskiej zbrojeniówce? Może, ale tylko wtedy, gdy środki z tego mechanizmu wzmocnią nie tylko zakupy sprzętu, lecz także krajowy przemysł. Programom okrętowym mogą dać solidniejsze podstawy, a państwu większą swobodę finansowania. Ma to znaczenie, bo bezpieczeństwo Polski na Bałtyku nie kończy się na linii brzegu.

Nie warto jednak popadać w przesadny entuzjazm. Same miliardy nie zbudują kompetencji. Zrobią to dopiero dobrze prowadzone kontrakty, realny udział polskich firm, serwis w kraju i długofalowe zamówienia.

Jeżeli SAFE stanie się tylko sposobem na refinansowanie już podpisanych umów, efekt będzie ograniczony. Jeżeli jednak zostanie wykorzystany do wzmocnienia krajowego przemysłu, może być jednym z ważniejszych impulsów dla polskiej zbrojeniówki i przemysłu okrętowego w najbliższych latach.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *