Brak zawinięć statków do ukraińskich portów. Korytarz morski opustoszał

Armatorzy wstrzymali zawinięcia statków do ukraińskich portów Morza Czarnego po serii rosyjskich uderzeń na statki i infrastrukturę portową. Po raz pierwszy od uruchomienia ukraińskiego korytarza morskiego w 2023 roku nie odnotowano na nim ruchu.
W artykule
Brak statków w otwartych portach
Ukraina nie zamknęła swoich portów ani nie wprowadziła ograniczeń w żegludze. Decyzję o wstrzymaniu zawinięć statków podjęli armatorzy, którzy uznali, że zagrożenie na tych wodach stało się zbyt wysokie.
Jeszcze 21 lipca do ukraińskich portów zawinęło cztery lub pięć statków. Dzień później ruch ustał całkowicie. Prezydent Wołodymyr Zełenski potwierdził, że 22 lipca do portów nie wszedł ani jeden statek.
To pierwszy taki przypadek od sierpnia 2023 roku, kiedy Ukraina uruchomiła własny korytarz morski po wycofaniu się Rosji z porozumienia zbożowego. Według Ukraińskiej Administracji Portów Morskich od tego czasu wyeksportowano tą drogą ponad 197 mln ton ładunków, w tym 117 mln ton zbóż.
Seria uderzeń zmieniła ocenę ryzyka
Decyzja armatorów nie jest skutkiem pojedynczego incydentu. W ostatnich tygodniach wzrosła liczba uderzeń na statki handlowe, terminale przeładunkowe oraz pozostałą infrastrukturę portową w obwodzie odeskim.
Według władz obwodu odeskiego od 20 czerwca do 20 lipca trafionych zostało 28 statków handlowych. Zginęło 21 marynarzy i pracowników portowych. Kolejne jednostki zostały uszkodzone również w następnych dniach, w tym statek zmierzający do ukraińskiego portu, który trafiono około 20 mil morskich od wybrzeża Rumunii.
Skala zagrożenia sprawiła, że część armatorów zaczęła wycofywać statki z wcześniej zawartych umów przewozowych. Pośrednicy frachtowi już w połowie lipca informowali, że coraz więcej przedsiębiorstw odmawia wysyłania jednostek do ukraińskich portów. Wstrzymywane były również zakupy zboża przeznaczonego na eksport drogą morską.
Maersk przenosi ładunki do Konstancy
Jedną z pierwszych dużych spółek, które oficjalnie zareagowały na pogorszenie sytuacji, był Maersk. Duński armator zawiesił do odwołania połączenia z Portem Rybackim w Czarnomorsku.
Ładunki importowe, które miały zostać wyładowane w Czarnomorsku, zostaną skierowane do rumuńskiej Konstancy. Tak samo Maersk postąpi z przesyłkami znajdującymi się w Port Said lub zmierzającymi do tego portu przeładunkowego. Eksporterom zaproponowano zmianę portu załadunku z Czarnomorska na Konstancę.
Porty aglomeracji odeskiej nadal formalnie działają. Nie oznacza to jednak, że są w stanie przyjmować i odprawiać ładunki w dotychczasowym tempie. Zniszczenia terminali, wycofywanie statków oraz rosnące koszty ubezpieczenia ograniczają możliwości prowadzenia regularnego transportu morskiego.
Dunaj i kolej przejmą tylko część ładunków
Ukraińskie władze wskazują porty naddunajskie oraz terminale kolejowe jako alternatywę dla transportu przez Morze Czarne. Część ładunków może ponownie trafić do portów nad Dunajem, a następnie do Konstancy. Większe znaczenie mogą mieć również przeładunki na zachodniej granicy Ukrainy.
Trasy te nie zastąpią jednak w pełni portów Morza Czarnego. Jeszcze w czerwcu ukraińskie władze szacowały, że miesięczne przeładunki w portach odeskich mogą spaść z około 6 mln do 4 mln ton. Do terminali naddunajskich można skierować dodatkowo około miliona ton miesięcznie, ale dalszy wzrost ograniczają koszty oraz możliwości infrastruktury.
Dodatkowym problemem jest niski poziom wody na Dunaju. Transport barkami jest wolniejszy i droższy, a przeładunek w Konstancy wydłuża drogę ładunku oraz zwiększa zapotrzebowanie na wagony, samochody ciężarowe i powierzchnie magazynowe.
Kilka dni nie przesądza o zablokowaniu eksportu
Nie wiadomo jeszcze, jak długo statki będą omijać ukraińskie porty. Minister rolnictwa Taras Wysocki ocenił, że kilkudniowa lub nawet kilkutygodniowa przerwa nie musi znacząco wpłynąć na roczny poziom eksportu. Poważne skutki pojawią się, jeżeli zawinięcia nie zostaną wznowione przez kilka miesięcy.
Ukraina utraciła już około jednej trzeciej możliwości eksportu zboża przez porty Morza Czarnego. To szczególnie dotkliwe, ponieważ ponad 90 proc. ukraińskiego eksportu rolnego przechodziło przez trzy porty w obwodzie odeskim.
Kijów może utrzymywać porty otwarte i zapowiadać dodatkowe działania na rzecz bezpieczeństwa żeglugi. Nie zmusi jednak prywatnych armatorów do wysyłania statków w miejsce, w którym giną marynarze. Jeżeli zagrożenie nie zmaleje, formalnie działający korytarz morski pozostanie pusty, a coraz większa część ukraińskiego eksportu trafi na droższe i mniej wydajne trasy przez Dunaj, kolej oraz Konstancę.









