Tara Polar Station rozpoczęła 20-letni program badań Arktyki

Francuska stacja badawcza Tara Polar Station rozpoczęła pierwszą z dziesięciu wypraw, które przez najbliższe dwie dekady mają dostarczać danych o zmianach zachodzących w centralnej części Oceanu Arktycznego. To nietypowa jednostka – zamiast przełamywać lód, ma dać się w nim uwięzić i przez wiele miesięcy dryfować wraz z pokrywą lodową.

Pierwsza wyprawa rozpoczęła się 19 lipca, kiedy to Tara Polar Station o własnych siłach opuściła Lorient we Francji. Choć z wyglądu bardziej przypomina pływającą bazę niż klasyczny statek, ma własny napęd pozwalający jej samodzielnie docierać w rejon prowadzonych badań. Po postoju w Rotterdamie jednostka skierowała się do Norwegii, gdzie w Tromsø i Kirkenes uzupełniono zapasy i wyposażenie oraz zakończono przygotowania do dalszego rejsu.

Dalej warunki będą już inne. Tara Polar Station nie jest lodołamaczem, dlatego w drodze przez zwartą pokrywę lodową ma korzystać z pomocy chińskiego lodołamacza badawczego Xue Long, który będzie torował jej przejście na północ. Na początku września stacja ma zostać celowo uwięziona w lodzie w rejonie 82°N i 140°E. Od tego momentu nie będzie już płynąć wyznaczonym kursem, lecz przemieszczać się wraz z polem lodowym.

Nie będzie walczyć z lodem. Ma razem z nim dryfować

Tara Polar Station trudno pomylić z klasycznym statkiem badawczym. Ma zaledwie 26 metrów długości i 16 metrów szerokości, a jej niemal okrągły kadłub zwieńczony dużą nadbudową rzeczywiście bardziej przypomina pływającą bazę niż jednostkę przeznaczoną do regularnej żeglugi.

Nietypowy kształt nie jest jednak dziełem przypadku. Nietypowy kształt nie jest jednak dziełem przypadku. Gdy lód zaczyna napierać na kadłub, jego obły kształt sprawia, że stacja zamiast zostać zmiażdżona jest wypychana ku górze. To rozwiązanie nawiązuje do idei zastosowanej jeszcze pod koniec XIX wieku na norweskim Framie Fridtjofa Nansena, który również miał dać się uwięzić lodowi i wraz z nim przemieszczać się przez Arktykę. W Tara Polar Station tę zasadę połączono jednak ze współczesnym laboratorium zdolnym do prowadzenia badań przez cały rok.

Kadłub wykonano z aluminiowych blach o grubości 20 mm, a w jego centralnej części znajduje się tzw. moon pool – pionowy szyb o średnicy 1,6 m. Dzięki niemu naukowcy mogą opuszczać aparaturę i pobierać próbki wody bez wychodzenia na lód. Sprzęt może być opuszczany na głębokość przekraczającą 2500 metrów, co pozwala prowadzić badania również podczas nocy polarnej i przy temperaturach spadających poniżej -50°C.

To właśnie tutaj tkwi największa wartość całego pomysłu. Arktykę można obserwować z satelitów, wysyłać tam autonomiczne boje i prowadzić sezonowe wyprawy statków badawczych, ale znacznie trudniej zebrać w jednym miejscu ciągłe dane obejmujące zimę, wiosenne topnienie lodu i arktyczne lato. Stacja badawcza ma przez większość wyprawy pozostawać uwięziona w pokrywie lodowej i poruszać się wraz z nią, zamiast pojawiać się w danym rejonie jedynie na kilka dni.

Dwanaście osób spędzi zimę pośrodku Arktyki

Pierwsza wyprawa ma potrwać około 18 miesięcy. Przez zimę na pokładzie pozostanie 12 osób, w tym sześciu naukowców, bez możliwości normalnej wymiany załogi przez około osiem miesięcy. Latem liczba osób na stacji może wzrosnąć do 18. Według założeń programu jednostka ma spędzać nawet 90 proc. czasu uwięziona w lodzie.

Badania obejmą jednocześnie ocean, pokrywę lodową i atmosferę. Naukowcy będą śledzić m.in. temperaturę i strukturę lodu, mieszanie wód, obieg węgla i substancji odżywczych oraz zmiany zachodzące w mikroorganizmach żyjących w wodzie i lodzie. Chodzi więc nie o pojedynczy rekord temperatury czy zasięgu pokrywy lodowej, lecz o uchwycenie procesów, które przez kolejne sezony zmieniają cały system arktyczny.

Ma to znaczenie daleko wykraczające poza klimatologię. Arktyka ociepla się obecnie około trzy–cztery razy szybciej niż średnia dla całej planety, a zmniejszająca się powierzchnia lodu zwiększa dostępność obszarów, które jeszcze niedawno przez większą część roku pozostawały poza zasięgiem żeglugi. Wraz z tym rośnie zainteresowanie trasami żeglugowymi, zasobami naturalnymi, a także możliwością prowadzenia w przyszłości połowów na obszarach dotychczas niedostępnych dla rybołówstwa.

I tutaj badania prowadzone na francuskiej stacji badawczej przestają być wyłącznie sprawą naukowców. Im więcej statków będzie pojawiało się na północy, tym większe znaczenie będą miały dokładne dane dotyczące lodu, pogody i zmian zachodzących w morskim ekosystemie. Bez nich trudno ocenić nie tylko możliwości prowadzenia żeglugi, ale również skutki coraz większej aktywności człowieka w tym rejonie.

Najpierw poznać morze, później je wykorzystywać

Dobrym przykładem takiego podejścia jest centralna część Oceanu Arktycznego. W 2021 roku weszło w życie międzynarodowe porozumienie, które ma zapobiec rozpoczęciu nieuregulowanych połowów komercyjnych w tym rejonie. Założenie zdaje się być proste: zanim ruszą połowy, trzeba najpierw lepiej poznać stan tamtejszego ekosystemu i jego podatność na zmiany.

Stacja badawcza Tara Polar Station ma pomóc w zdobywaniu właśnie takich danych, ale pojedyncza wyprawa nie wystarczy. Dlatego Tara Ocean Foundation zaplanowała cały cykl dziesięciu ekspedycji, który ma potrwać do połowy lat 40. XXI wieku. Kolejne wyprawy pozwolą śledzić Arktykę na różnych etapach zachodzących zmian, dzięki czemu zamiast serii oderwanych od siebie obserwacji naukowcy otrzymają materiał obejmujący dwie dekady.

Gdy program dobiegnie końca, sam Ocean Arktyczny może wyglądać zupełnie inaczej niż podczas pierwszego dryfu Tara Polaris I. I właśnie dlatego powstaje ta nietypowa stacja. Nie po to, by jak najszybciej przebyć Arktykę, lecz przeciwnie – aby przez lata pozostawać tam, gdzie zwykłe statki starają się nie utknąć.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *