Tragedia na pokładzie wycieczkowca Icon of the Seas

24 lipca na największym wycieczkowcu świata doszło do tragedii, która na długo pozostanie w pamięci załogi i pasażerów. Wieczorem, około godziny 19:00, w eterze rozległ się alarm „Oscar” – sygnał oznaczający, że ktoś wypadł za burtę.
W artykule
Alarm „Oscar” na pokładzie wycieczkowca Icon of the Seas
Chwilę później, w odpowiedzi na ów sygnał, Icon of the Seas natychmiast zmienił kurs, schodząc z trasy rejsu w rejon incydentu. Wstrzymano rozrywkę, zredukowano prędkość jednostki, a na wodę spuszczono łódź ratowniczą. Z wody wyłowiono jednego z członków załogi – mężczyznę pracującego w dziale barowym.
Mimo szybkiej akcji ratunkowej nie udało się go uratować. Jak podał serwis Cruise Hive, chwilę przed zdarzeniem oficerowie próbowali powstrzymać go przed skokiem z piątego pokładu. Rozmawiali z nim, próbowali odwieść od decyzji. Niestety, kilka chwil później – skoczył.
Oficjalne stanowisko Royal Caribbean i refleksje załogi
Armator Royal Caribbean potwierdził incydent w krótkim oświadczeniu, podkreślając, że podjęto natychmiastową akcję ratunkową, ale mimo wysiłków – życie mężczyzny nie zostało ocalone. „Składamy najszczersze kondolencje rodzinie i bliskim zmarłego. Ze względu na ich prywatność nie udzielamy dalszych informacji” – czytamy w komunikacie.
Czytaj więcej: Icon of the Seas: Nowa era żeglugi wycieczkowej
Wiadomość o śmierci wstrząsnęła nie tylko członkami załogi, ale także pasażerami. – To przypomnienie, że ci, którzy pracują na morzu, są często bardzo daleko od domu, od rodziny. I czasem ten ciężar jest większy, niż się wydaje – powiedział jeden z marynarzy.
Choć Icon of the Seas kontynuuje obecnie rejs po wschodnich Karaibach, na pokładzie wciąż wyczuwalna jest atmosfera żałoby. Żal, który przychodzi nagle, w środku pozornego luksusu i beztroski, boli jeszcze mocniej.
Morze ma wiele twarzy – i niestety, nie wszystkie są słoneczne.
Autor: Mariusz Dasiewicz










