Trump zmienia ton wobec Iranu. W tle Ormuz, ropa i śmierć marynarzy

Wojna wokół Iranu trwa już ponad 100 dni. Donald Trump najpierw groził kolejnym uderzeniem, a kilka godzin później odwołał ataki i zapowiedział porozumienie, które ma otworzyć cieśninę Ormuz.

Teheran nie potwierdza jednak wersji przedstawianej przez Biały Dom. Irańskie władze twierdzą, że umowa ze Stanami Zjednoczonymi nie została jeszcze zatwierdzona.

Trump odwołuje zapowiadany atak na Iran

Prezydent Stanów Zjednoczonych ogłosił w czwartek wieczorem czasu polskiego, że odwołał zaplanowane na noc uderzenia i bombardowania Iranu. Decyzję przekazał w mediach społecznościowych, tłumacząc ją postępem rozmów z Teheranem.

Według Trumpa negocjacje zostały przeniesione na najwyższy szczebel irańskiego kierownictwa, a główne założenia porozumienia miały zostać zaakceptowane przez strony zaangażowane w rozmowy. Amerykański przywódca zapowiedział też, że dokument może zostać podpisany w najbliższych dniach, być może w Europie, z udziałem wiceprezydenta J.D. Vance’a.

To jednak nie oznacza natychmiastowego końca presji na Iran. Trump przekazał, że po przyjęciu dokumentu Teheran ma otworzyć Cieśninę Ormuz, a Stany Zjednoczone mają znieść blokadę irańskich portów. Do tego czasu blokada pozostaje jednym z głównych narzędzi nacisku na Teheran.

Jeszcze kilka godzin wcześniej groził „bardzo mocnym” uderzeniem

Zmiana tonu była uderzająca. Jeszcze kilka godzin wcześniej Trump zapowiadał, że Stany Zjednoczone uderzą w Iran „bardzo mocno”. Twierdził przy tym, że irańska marynarka wojenna, siły powietrzne, systemy radarowe i obrona przeciwlotnicza zostały w dużej mierze zniszczone. Nie przedstawił jednak dowodów na tak szeroką skalę strat.

Amerykański przywódca mówił również o możliwości zajęcia wyspy Kharg, jednego z najważniejszych punktów irańskiego eksportu ropy. To miejsce o znaczeniu strategicznym dla Teheranu. Uderzenie w tę infrastrukturę mogłoby natychmiast odbić się na światowych cenach surowców energetycznych.

W ciągu jednego dnia Waszyngton przeszedł więc od zapowiedzi eskalacji do deklaracji o możliwym porozumieniu. Dla rynków finansowych był to sygnał wystarczająco silny, aby inwestorzy zaczęli grać pod scenariusz deeskalacji.

Teheran studzi optymizm Białego Domu

Sprawa nie jest jednak zamknięta. Choć Trump mówi o „znakomitym” porozumieniu i rychłym podpisaniu dokumentów, strona irańska nie potwierdziła oficjalnie, że zaakceptowała umowę w takim kształcie, w jakim przedstawia ją Biały Dom.

Irańskie media podają, że władze w Teheranie nie zatwierdziły jeszcze porozumienia, choć strony miały uzgodnić już większość jego zapisów. Rzecznik irańskiego MSZ zastrzegł przy tym, że Stany Zjednoczone wielokrotnie zmieniały stanowisko w trakcie negocjacji.

To istotne zastrzeżenie. Na tym etapie mamy raczej polityczną zapowiedź ze strony Trumpa niż gotową umowę kończącą kryzys. Prezydent USA może próbować przedstawić zatrzymanie eskalacji jako sukces negocjacyjny, ale bez jednoznacznego potwierdzenia z Teheranu trudno mówić o przełomie.

Atak na Settebello zmienił ciężar polityczny blokady

Na zmianę tonu w Waszyngtonie mogło wpłynąć kilka czynników. Jednym z nich był ostrzał tankowca Settebello i śmierć trzech indyjskich marynarzy o czym wczoraj pisałem. Nie można przesądzać, że to właśnie ten incydent zatrzymał amerykańską eskalację. Nie da się go jednak potraktować jak zwykłego epizodu.

Do tej pory Biały Dom przedstawiał działania na morzu jako element presji na Iran i jego eksport ropy. Po śmierci członków cywilnej załogi sprawa przestała dotyczyć wyłącznie Teheranu. Weszły w nią Indie, Chiny, armatorzy, ubezpieczyciele oraz państwa uzależnione od swobodnej żeglugi przez rejon Ormuzu.

Dla Indii była to sprawa życia własnych obywateli. Dla Chin — kwestia bezpieczeństwa dostaw surowców. Dla armatorów — kolejny sygnał, że przejście przez Zatokę Omańską i cieśninę Ormuz staje się coraz bardziej ryzykowne.

W takim układzie dalsze podnoszenie stawki zaczęło być dla Waszyngtonu politycznie kosztowne. Blokada, która miała uderzać w Iran, zaczęła wywoływać skutki odczuwalne znacznie szerzej.

Ormuz jako punkt nacisku na światową gospodarkę

Cieśnina Ormuz nie jest zwykłym morskim przesmykiem. To jeden z najważniejszych szlaków transportu ropy i LNG na świecie. Każde zakłócenie żeglugi przez ten akwen uderza w ceny paliw, koszty frachtu, ubezpieczenia morskie i stabilność dostaw energii.

Dlatego blokada irańskich portów od początku była czymś więcej niż tylko narzędziem wojskowej presji. W praktyce dotykała również państw, które nie są bezpośrednią stroną konfliktu, ale ponoszą jego gospodarcze skutki.

Szczególne znaczenie mają tu Chiny. Pekin od dawna pozostaje jednym z najważniejszych odbiorców irańskiej ropy i nie ma interesu w tym, aby Ormuz pozostawał zamknięty lub nieprzewidywalny. Każda przerwa w żegludze oznacza większą nerwowość na rynku i ryzyko dalszego wzrostu cen energii.

Ropa, giełda i przewaga informacyjna

Czwartkowy zwrot Trumpa pokazał jeszcze jedną rzecz: w tej wojnie informacja stała się towarem o ogromnej wartości. Wystarczy wpis prezydenta USA, zapowiedź ataku albo sygnał o możliwym porozumieniu, by ceny ropy, akcje spółek energetycznych i indeksy giełdowe zaczęły gwałtownie reagować.

Właśnie dlatego wokół takich wydarzeń pojawia się pytanie o spekulacje. Nie chodzi o to, by bez dowodów twierdzić, że ktoś handlował na podstawie poufnych informacji. Mechanizm jest jednak prosty: kto zna treść komunikatu kilka minut wcześniej niż rynek, może uzyskać ogromną przewagę.

Przy kontraktach na ropę, złoto, waluty czy indeksy giełdowe taka przewaga może być warta miliony dolarów. Zwłaszcza wtedy, gdy świat stoi na krawędzi kolejnej eskalacji, a ceny surowców reagują nie tylko na realne działania zbrojne, ale również na samą możliwość ich rozpoczęcia albo odwołania.

Trump próbuje wyjść z eskalacji

Po ponad 100 dniach wojny wokół Iranu widać, że dalsze podnoszenie napięcia może wymknąć się spod kontroli. Atak na tankowiec Settebello, presja Indii, stanowisko Chin i nerwowa reakcja rynku ropy zmieniły polityczny bilans blokady. Dla Waszyngtonu jej dalsze utrzymywanie staje się coraz trudniejsze do obrony.

Prezydent USA może więc próbować przedstawić ewentualne porozumienie jako własny sukces: utrzymał presję na Iran, uniknął kolejnego ataku i zapowiedział otwarcie Cieśniny Ormuz. Problem w tym, że dokumenty nie zostały jeszcze podpisane, a Teheran nie potwierdził wszystkich szczegółów w wersji przedstawianej przez Biały Dom.

Na razie pewne jest jedno: konflikt przestał mieścić się w wygodnej formule „blokady irańskiej ropy”. Zaczął dotykać bezpieczeństwa cywilnych załóg, interesów państw trzecich i światowej gospodarki. Każdy kolejny ruch w rejonie Ormuzu będzie miał więc cenę nie tylko militarną, ale także polityczną i finansową.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *