Ukraina uderzyła w Karakurta. Rosyjski okręt trafiony na Morzu Kaspijskim

Ukraiński Sztab Generalny poinformował o nocnym ataku z 6 na 7 maja na główny punkt bazowania Flotylli Kaspijskiej w Kaspijsku, w Dagestanie. Uderzenie przeprowadzono z użyciem latających systemów bezzałogowych UAV, dalekiego zasięgu. Celem były obiekty lądowe, ale najważniejszym efektem operacji okazało się trafienie rosyjskiej korwety rakietowej proj. 22800 Karakurt.

Karakurt trafiony przy podejściu do Kaspijska

Według strony ukraińskiej system bezzałogowy uderzył w okręt będący wówczas w rejonie toru podejściowego do Kaspijska. Nazwy jednostki nie podano. Nagranie z kamery pokładowej bezzałogowca pokazuje jednak sylwetkę, którą trudno pomylić z inną konstrukcją. To rosyjska korweta Karakurt.

Sytuacja tych okrętów na Morzu Kaspijskim jest nietypowa. Etatowo w składzie 106. Brygady Okrętów Ochrony Rejonu Wodnego znajduje się Amur (646). Tajfun (648) i Tucza (606) formalnie należą do Floty Czarnomorskiej, choć operują z Kaspijska. Sam Amur od jesieni ubiegłego roku przebywa na Bałtyku i bazuje w Kronsztadzie, z zamalowanym numerem burtowym.

Do ataku miał zostać użyty dalekiego zasięgu UAV uderzeniowy Fire Point FP-1. Według deklaracji producenta maszyna może razić cele oddalone nawet o 1600 km i przenosić głowicę bojową o masie od 60 do 120 kg.

Ukraina skróciła rosyjską mapę bezpieczeństwa

Stop-klatki z nagrania pokazują podejście do celu i moment trafienia. Najpewniej dron uderzył w dziobową część nadbudówki, poniżej pomostu nawigacyjnego. To wrażliwe miejsce. Właśnie tam skupiają się elementy dowodzenia, łączności i obserwacji.

Na razie nie ma wiarygodnych informacji o skali uszkodzeń. Korwety rakietowe projektu 22800 Karakurt mają wyporność około 870 ton, więc głowica tej klasy prawdopodobnie nie wystarczyła do trwałego wyłączenia okrętu z walki. Mogła jednak narobić szkód tam, gdzie okręt jest najbardziej delikatny: w radarach, antenach, systemach łączności i elektronice. Szczególnie narażone mogły być elementy kompleksu Minierał-M oraz wyposażenie rozmieszczone przy głównym stanowisku dowodzenia.

Znaczenie tego ataku jest większe niż sama dziura w poszyciu czy zniszczona antena bowiem Morze Kaspijskie przez lata uchodziło w Moskwie za spokojne zaplecze wojny. Daleko od frontu, daleko od ukraińskich rakiet, daleko od ryzyka. Ukraiński dron pokazał, że ta mapa bezpieczeństwa właśnie się skurczyła.

Karakurty, podobnie jak większe okręty proj. 21631 Bujan-M, są dla Ukrainy celami pierwszej kolejności. Powód jest prosty: mogą przenosić pociski manewrujące 3M14T Kalibr, używane do uderzeń na cele w głębi Ukrainy. Każde trafienie takiego okrętu to więc nie tylko sukces taktyczny. To także sygnał dla Moskwy, że nawet Kaspijsk nie jest już poza zasięgiem.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *