Ukraińskie drony nawodne ponownie uderzyły w rosyjską Flotę Czarnomorską

Ukraiński atak na port wojenny w Noworosyjsku po raz kolejny pokazuje, że rosyjska Flota Czarnomorska nie odzyskała pełnego poczucia bezpieczeństwa nawet poza Krymem. Doniesienia o możliwym uderzeniu w jedną z fregat rakietowych tylko wzmacniają obraz wojny, w której nawodne systemy bezzałogowe coraz skuteczniej ograniczają swobodę działania rosyjskich okrętów.

W niedzielę 6 kwietnia w obiegu medialnym pojawiły się sprzeczne informacje dotyczące fregaty, która mogła zostać uszkodzona podczas ukraińskiego ataku na bazę morską w Noworosyjsku. Część źródeł wskazywała na fregatę rakietową Admirał Grigorowicz, inne na bliźniaczą jednostkę Admirał Makarow. Niezależnie od tych rozbieżności już sam fakt, że celem uderzenia mogła paść jedna z najważniejszych rosyjskich fregat rakietowych, pokazuje skalę presji wywieranej dziś na Flotę Czarnomorską.

W kolejnych godzinach na platformie X zaczęły pojawiać się również analizy zdjęć satelitarnych, które dalej podał profil SeaWaves Magazine. Według autora tej analizy, publikującego pod nazwą Woofers, na zobrazowaniach miały być widoczne ślady uszkodzeń w rejonie dziobu fregaty wskazywanej jako Admirał Makarow oraz w części infrastruktury terminalowej. Tego rodzaju materiały należy jednak traktować ostrożnie, jako uzupełnienie obrazu sytuacji, a nie jego ostateczne potwierdzenie.

Fregaty proj. 11356R jako ważny komponent morski Floty Czarnomorskiej

Fregaty rakietowe proj. 11356R, do których należą zarówno Admirał Grigorowicz, jak i Admirał Makarow, nie były dla Rosjan konstrukcją przypadkową. Sięgnięto po projekt wywodzący się z jednostek budowanych wcześniej dla Indii, ponieważ rosyjski przemysł okrętowy nie był w stanie w krótkim czasie dostarczyć większych okrętów nowych typów w tempie oczekiwanym przez marynarkę wojenną.

W praktyce oznaczało to powrót do rozwiązania już sprawdzonego i opanowanego technologicznie. Dla Moskwy liczyło się przede wszystkim szybkie uzupełnienie potencjału Floty Czarnomorskiej okrętami zdolnymi do działań nie tylko na Morzu Czarnym, ale również na Morzu Śródziemnym. Miało to znaczenie tym większe, że przez wiele lat flota ta pozostawała wyraźnie zaniedbana, a jej rola zaczęła rosnąć wraz z zaangażowaniem Rosji na kierunku syryjskim, a później w wojnie przeciw Ukrainie.

Projekt fregat proj. 11356R przygotowało Siewiernoje Projektno-Konstruktorskoje Biuro w Petersburgu, wykorzystując dokumentację jednostek zbudowanych wcześniej dla Indii. Zachowano ogólny układ konstrukcyjny, dostosowując go do rosyjskich wymagań. W efekcie powstały okręty przeznaczone do zwalczania celów nawodnych i podwodnych, a także do obrony przed środkami napadu powietrznego, zarówno samodzielnie, jak i w składzie zespołu okrętów.

Co istotne, nie były to jednostki pomyślane jako pokaz nowej generacji, lecz jako praktyczne narzędzie szybkiego odbudowania większych zdolności nawodnych Floty Czarnomorskiej. Właśnie dlatego ewentualne trafienie jednej z tych fregat może oznaczać coś więcej niż tylko incydent taktyczny.

Noworosyjsk nie daje już Rosjanom bezpiecznego zaplecza

Sam atak na port wojenny w Noworosyjsku pokazuje jednak, że przeniesienie części aktywności rosyjskich sił morskich poza Krym nie rozwiązało problemu ich bezpieczeństwa. Jeżeli rzeczywiście celem ukraińskiego ataku była jedna z fregat proj. 11356R, mielibyśmy do czynienia z kolejnym dowodem, że ukraińskie nawodne systemy bezzałogowe zmuszają Rosjan do kosztownej i coraz bardziej wyczerpującej obrony własnego zaplecza.

Z perspektywy operacyjnej nie chodzi już wyłącznie o możliwość uszkodzenia konkretnego okrętu. Równie istotne jest to, że każde takie uderzenie zmusza rosyjską flotę do rozpraszania sił, wzmacniania osłony baz, angażowania dodatkowych środków dozoru i ograniczania aktywności jednostek, które miały operować z relatywnie bezpiecznego zaplecza.

To właśnie w tym sensie ukraińskie drony nawodne coraz skuteczniej szachują rosyjską Flotę Czarnomorską. Nawet jeśli nie zatapiają okrętów jeden po drugim, to krok po kroku odbierają Rosjanom swobodę działania, poczucie bezkarności i komfort operowania na własnym zapleczu. A w wojnie morskiej bywa to efekt równie istotny jak samo fizyczne zniszczenie celu.

Udostępnij ten wpis
Avatar photo
Mariusz Dasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *