USA wstrzymują dostawy uzbrojenia dla Tajwanu. Powodem wojna z Iranem

Wojna z Iranem zaczyna mieć skutki daleko poza Bliskim Wschodem. Część dostaw uzbrojenia dla Tajwanu została czasowo wstrzymana, bo Waszyngton musi uzupełniać zapasy po intensywnych działaniach zbrojnych.
W artykule
To ważny sygnał. Nawet najważniejsze zobowiązania sojusznicze zależą dziś nie tylko od deklaracji politycznych, ale od tego, ile pocisków naprawdę znajduje się w magazynach Sił Zbrojnych USA.
Tajwan schodzi na drugi plan
Podczas przesłuchania przed senacką podkomisją ds. obrony pełniący obowiązki sekretarza marynarki wojennej USA Hung Cao potwierdził czasowe wstrzymanie części dostaw uzbrojenia dla Tajwanu. Decyzję uzasadniono potrzebami operacji „Epic Fury”, czyli działań zbrojnych prowadzonych przez Stany Zjednoczone przeciwko Iranowi.
Nie chodzi o mały program zakupowy. Mowa o pakiecie uzbrojenia i wyposażenia wojskowego o wartości około 14 mld dolarów, który ma wzmacniać zdolności obronne Tajwanu wobec rosnącej presji ze strony Chin.
Według doniesień medialnych pakiet miał obejmować przede wszystkim uzbrojenie rakietowe i przeciwlotnicze, w tym pociski przechwytujące PAC-3 MSE do systemów Patriot oraz pociski do systemów NASAMS. W relacjach pojawiają się także wyrzutnie HIMARS, pociski ATACMS oraz systemy przeciwpancerne i przeciwdronowe. Pełny zakres wstrzymanych dostaw nie został jednak jednoznacznie potwierdzony przez administrację USA.
Problem jest więc poważniejszy niż samo opóźnienie dostaw. Pokazuje, że amerykański przemysł obronny i zapasy uzbrojenia są dziś rozciągnięte między kilkoma kierunkami jednocześnie.
Bliski Wschód zaczyna więc wpływać na Indo-Pacyfik, a wojna z Iranem – na sytuację w cieśninie Tajwańskiej.
Wojna z Iranem pochłania ogromne ilości środków bojowych
Według analiz Center for Strategic and International Studies operacja „Epic Fury” wiąże się ze znacznym zużyciem środków bojowych. W publicznych opracowaniach pojawiają się szacunki mówiące o wykorzystaniu ponad tysiąca pocisków manewrujących Tomahawk oraz ponad tysiąca pocisków Patriot.
Niezależnie od dokładnych liczb jedno jest pewne. Współczesne konflikty zużywają uzbrojenie w tempie, którego jeszcze kilka lat temu wielu planistów nie zakładało.
Dotyczy to szczególnie pocisków manewrujących i przeciwlotniczych. Ich produkcja wymaga czasu, specjalistycznych komponentów i sprawnego łańcucha dostaw.
Wpis Lockheed Martin dotyczący linii produkcyjnych PAC-3 MSE, PrSM i GMLRS w Camden. To przykład presji na amerykański przemysł zbrojeniowy w czasie równoległych kryzysów.
To właśnie takie zakłady decydują dziś o tym, czy polityczne deklaracje Waszyngtonu mogą zostać szybko przełożone na realne dostawy uzbrojenia.
Dlatego dla Pentagonu coraz większym wyzwaniem nie jest wyłącznie opracowywanie nowych systemów uzbrojenia. Równie ważne staje się utrzymanie zapasów pozwalających działać równolegle na kilku kierunkach.
Tu zaczyna się kłopot.
W przypadku Tajwanu problem nie kończy się na magazynach i liniach produkcyjnych. Coraz wyraźniej widać, że dostawy uzbrojenia stają się także elementem gry politycznej między Waszyngtonem a Pekinem.
Uzbrojenie jako narzędzie polityczne
W tym miejscu pojawia się hipoteza, której oficjalnie nikt nie potwierdza. Decyzja o wstrzymaniu części dostaw dla Tajwanu zapadła zaledwie kilka dni po wizycie Donalda Trumpa w Pekinie i rozmowach z Xi Jinpingiem.
Co więcej, amerykański prezydent określił wcześniej uzbrojenie przeznaczone dla Tajwanu mianem „karty przetargowej” w relacjach z Chinami.
To zdanie nie przeszło bez echa. Zwrócili na nie uwagę zarówno republikańscy politycy, jak i obserwatorzy sytuacji w Indo-Pacyfiku.
Problem nie sprowadza się wyłącznie do opóźnionych dostaw. Chodzi o sygnał, jaki może odebrać Pekin.
Odstraszanie działa wtedy, gdy przeciwnik widzi konsekwencję, przewidywalność i gotowość do działania. Jeżeli wokół dostaw uzbrojenia dla Tajwanu pojawia się niepewność, Chiny mogą uznać, że warto sprawdzić, gdzie naprawdę przebiega granica amerykańskich zobowiązań.
Nie oznacza to oczywiście porzucenia Tajwanu przez Waszyngton. Pokazuje jednak, że polityczne deklaracje coraz częściej zderzają się z ograniczeniami przemysłowymi, stanem magazynów i bieżącymi potrzebami.
Liczy się nie kontrakt, lecz dostawa
Jeszcze kilka lat temu podpisanie umowy na zakup uzbrojenia uznawano za ważny krok w stronę wzmocnienia obrony. Dziś to dopiero początek drogi.
O znaczeniu kontraktu decyduje nie sam podpis, lecz to, czy sprzęt rzeczywiście dotrze na czas.
Pociski znajdujące się na linii produkcyjnej nie wzmacniają obrony żadnego państwa. Realną wartość mają dopiero wtedy, gdy zostaną wyprodukowane, odebrane przez zamawiającego i wprowadzone do służby.
Z perspektywy Tajwanu różnica jest zasadnicza. W sytuacji rosnącego napięcia wokół wyspy liczy się nie wartość podpisanych kontraktów, lecz liczba wyrzutni, radarów i pocisków faktycznie znajdujących się na miejscu.
Ten sam problem widać w cieśninie Ormuz
Podobną zależność widać na Bliskim Wschodzie. Kryzys wokół cieśniny Ormuz pokazał, że formalna swoboda żeglugi nie zawsze oznacza możliwość bezpiecznego przejścia przez rejon.
Dla armatorów i operatorów statków znaczenie mają nie polityczne deklaracje, lecz rzeczywiste warunki przejścia, poziom zagrożenia i koszty ubezpieczeń.
Z uzbrojeniem jest podobnie. O jego znaczeniu decyduje nie sam fakt istnienia systemu, ale możliwość jego użycia w konkretnym miejscu i czasie.
Iran, Ormuz i Tajwan zaczynają więc układać się w jeden obraz. To obraz świata, w którym zasoby są ograniczone, a równoczesne kryzysy szybko obnażają słabe punkty nawet największych mocarstw.
Test dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego
Sprawa wstrzymania dostaw dla Tajwanu jest przede wszystkim ostrzeżeniem dla amerykańskiego przemysłu obronnego.
Stany Zjednoczone pozostają największą potęgą militarną świata. Ale nawet one muszą mierzyć się z ograniczeniami produkcyjnymi i koniecznością uzupełniania zapasów po intensywnych działaniach zbrojnych.
Najbliższe miesiące pokażą, czy amerykańskie zakłady będą w stanie zwiększyć tempo produkcji na tyle, aby jednocześnie wspierać działania na Bliskim Wschodzie i utrzymać wiarygodność odstraszania wobec Chin.
Dla Tajwanu to kwestia bezpieczeństwa.
Dla Waszyngtonu – test zdolności do prowadzenia globalnej polityki na kilku kierunkach jednocześnie.
Dla świata – sygnał, że w XXI wieku o sile mocarstwa decyduje nie tylko liczba posiadanych systemów uzbrojenia, ale także tempo, w jakim można je wyprodukować, uzupełnić i dostarczyć sojusznikom.









