USS Abraham Lincoln po ponad 240 dniach na morzu. Coraz więcej pytań o załogę i warunki bytowe

Jeszcze w marcu lotniskowiec USS Abraham Lincoln (CVN-72) trafiał do nagłówków za sprawą sprzecznych informacji dotyczących działań przeciwko Iranowi. Dziś, po ponad 240 dniach bez zawinięcia do portu, uwaga skupia się już na warunkach bytowych, zaopatrzeniu i kondycji kilku tysięcy osób przebywających na pokładzie. Na Bliski Wschód zmierza USS George Washington, który ma zluzować Lincolna.

Donald Trump potwierdził 14 sierpnia, że USS Abraham Lincoln zostanie zastąpiony przez inny lotniskowiec. Najprawdopodobniej będzie nim USS George Washington, który po wyjściu z Wietnamu przeszedł przez cieśninę Singapurską i cieśninę Malakka, kierując się na zachód.

Ta rotacja nie jest jednak nagłą reakcją na informacje napływające z pokładu Lincolna. Z amerykańskich źródeł wynika, że przygotowywano ją wcześniej, zanim w mediach zaczęły pojawiać się doniesienia o problemach z zaopatrzeniem, urządzeniami sanitarnymi czy kondycją psychiczną części załogi. Ich nagłośnienie sprawiło jednak, że misja lotniskowca zaczęła być oceniana nie tylko przez pryzmat prowadzonych działań, ale również tego, jaką cenę za jej przedłużanie płacą ludzie pozostający od miesięcy na morzu.

Jeszcze kilka miesięcy temu Abraham Lincoln pojawiał się w mediach przede wszystkim w związku z działaniami przeciwko Iranowi. Teheran przekonywał wówczas, że zdołał zaatakować jeden z najważniejszych okrętów US Navy, podczas gdy Waszyngton zapewniał, że lotniskowiec nie został uszkodzony i nadal prowadzi działania. Dzisiaj punkt ciężkości przesunął się gdzie indziej. Pytanie dotyczy już nie tego, co przeciwnik może zrobić okrętowi, lecz jak długo jego załoga może pozostawać na morzu bez zawinięcia do portu i normalnego odpoczynku poza pokładem.

I trudno uznać je za przesadzone. USS Abraham Lincoln pozostaje na morzu od ponad ośmiu miesięcy, a przez przeszło 240 dni nie zawinął do żadnego portu. Dla kilku tysięcy ludzi oznacza to nieprzerwany rytm służby, odpoczynku i codziennego życia na tym samym okręcie, który przez znaczną część tego czasu prowadził intensywne działania bojowe w tym regionie. .

Rekord, którego załoga zapewne nie chciała bić

USS Abraham Lincoln wyszedł z San Diego 21 listopada 2025 roku. Ostatnie zawinięcie do portu miało miejsce 11 grudnia na Guam. Kilka dni później lotniskowiec ponownie wyszedł w morze i od tego czasu nie wrócił do żadnego portu.

Do 13 sierpnia oznaczało to 241 kolejnych dni na morzu. Poprzedni rekord, ustanowiony w 2020 roku przez USS Dwight D. Eisenhower, wynosił 206 dni.

Tyle że sama liczba dni niewiele mówi o tym, jak wyglądała ta misja. Lincoln nie spędził ośmiu miesięcy na spokojnym patrolowaniu oceanu. W styczniu został skierowany na Bliski Wschód, gdzie jego grupa lotniskowcowa weszła do działań przeciwko Iranowi, a lotnictwo pokładowe było intensywnie wykorzystywane podczas operacji bojowych.

Według U.S. Central Command w czasie obecnej misji z pokładu wykonano ponad 10 tys. lotów, wykorzystując około 1,5 mln funtów, czyli blisko 680 ton lotniczych środków bojowych.

W tym kontekście rekord długości pobytu na morzu przestaje być ciekawostką statystyczną. Staje się miarą obciążenia okrętu i przede wszystkim jego załogi.

Warunki bytowe nie są tylko dodatkiem do zdolności bojowej

Na okręcie przebywa około 5 tys. marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej. Przez wiele miesięcy ci sami ludzie pracują, jedzą, śpią i odpoczywają w zamkniętej przestrzeni, która równocześnie pozostaje miejscem prowadzenia działań bojowych.

Dlatego informacje dotyczące wyżywienia, dostępu do wody, sprawności urządzeń sanitarnych czy możliwości odpoczynku nie są jedynie sprawą komfortu załogi. W warunkach wielomiesięcznej misji stają się jednym z czynników wpływających na bezpieczeństwo służby, morale i zdolność ludzi do wykonywania obowiązków.

US Navy przyznała, że działania wojenne zakłóciły funkcjonowanie tradycyjnych punktów zaopatrzenia na Bliskim Wschodzie. Dostawy trzeba było więc porządkować według potrzeb: najpierw żywność, później artykuły higieniczne, a dopiero następnie pocztę i przesyłki przeznaczone dla załogi.

Marynarka zapewnia, że obecnie na okręcie dostępna jest czysta woda, działa klimatyzacja, a marynarze otrzymują właściwe posiłki. Problem w tym, że z relacji członków załogi i ich rodzin wyłania się mniej uporządkowany obraz.

Pojawiają się informacje o okresowych niedoborach wody, trudnościach z praniem, awariach urządzeń sanitarnych oraz ograniczonym dostępie do części artykułów codziennego użytku. Do tego dochodzi zmęczenie ludzi, którzy od miesięcy nie mieli możliwości zejścia na ląd.

To właśnie w tym miejscu warto ostrożnie podchodzić do pojawiających się w części mediów określeń o „buncie” na lotniskowcu.

Nie ma potwierdzenia buntu. Są pytania o morale załogi

Nie ma potwierdzonych informacji, aby załoga USS Abraham Lincoln odmówiła wykonywania rozkazów albo doszło na okręcie do zbiorowego nieposłuszeństwa. Używanie słowa „bunt” jest więc w obecnej sytuacji nieuzasadnione.

Nie oznacza to jednak, że problemu nie ma.

Najpoważniejsze informacje dotyczą kondycji psychicznej części załogi. Na początku sierpnia jeden z marynarzy znalazł się za burtą. Został szybko podjęty z wody, otrzymał pomoc medyczną, a następnie został przetransportowany z okrętu. US Navy nie potwierdziła, że była to próba samobójcza.

Jednocześnie amerykańskie media przytaczają relacje rodzin marynarzy mówiące o narastającym zmęczeniu, problemach psychicznych i przypadkach myśli samobójczych. Nie wszystkie te informacje udało się niezależnie potwierdzić, dlatego trzeba je traktować ostrożnie.

Sam fakt, że sprawą zainteresował się Kongres, pokazuje jednak, że nie jest ona już jedynie przedmiotem rozmów rodzin marynarzy.

Senator Richard Blumenthal zwrócił się do kierownictwa resortu wojny i US Navy o wyjaśnienia dotyczące zarówno warunków bytowych na okręcie, jak i decyzji o kolejnych przedłużeniach misji. Pyta o stan urządzeń sanitarnych, zaopatrzenie, morale załogi, bezpieczeństwo pracy oraz wpływ tak długiego pobytu na morzu na późniejszą obsługę techniczną lotniskowca.

To ostatnie pytanie jest szczególnie ważne.

Atomowy napęd nie rozwiązuje wszystkiego

Lotniskowiec typu Nimitz może pozostawać na morzu bardzo długo, ponieważ jego napęd nie jest uzależniony od regularnego uzupełniania paliwa okrętowego. Nie oznacza to jednak, że sam okręt może działać bez końca.

Trzeba dostarczać żywność, paliwo lotnicze, części zamienne, uzbrojenie, środki higieniczne oraz tysiące innych artykułów potrzebnych zarówno do utrzymania okrętu, jak i funkcjonowania jego załogi. Do tego dochodzą potrzeby lotnictwa pokładowego, które podczas intensywnych działań wymaga stałej obsługi technicznej, części oraz uzupełniania zapasów środków bojowych.

Dobrze pokazują to doświadczenia innych amerykańskich lotniskowców. ZBiAM, opisując wcześniejszą misję USS Gerald R. Ford, zwracał uwagę, że podczas 239 dni poza miejscem stałej dyslokacji okręt przeprowadził 43 operacje uzupełniania zapasów na morzu.

Napęd atomowy zwiększa więc autonomiczność lotniskowca, ale nie zmienia podstawowego faktu: okręt pozostaje częścią ogromnego systemu logistycznego, bez którego nie byłby w stanie prowadzić działań przez wiele miesięcy.

W przypadku USS Abraham Lincoln problemem staje się również czas, przez jaki jego zaopatrzenie musi być prowadzone bez zawinięcia lotniskowca do portu.

Hegseth nie widzi kryzysu

Pete Hegseth odrzuca przedstawiany w części mediów obraz lotniskowca znajdującego się na granicy kryzysu.

Szef amerykańskiego resortu wojny zapewnił, że załoga otrzymuje wszystko, co można jej zapewnić w warunkach prowadzonych działań. Przyznał zarazem, że niektóre misje trwają dłużej, a marynarze mają podczas nich mniej możliwości zejścia na ląd.

Ta odpowiedź nie zamyka jednak sprawy, ponieważ pytanie nie dotyczy już wyłącznie tego, czy na okręcie dzisiaj jest wystarczająco dużo żywności albo czy działa instalacja wody słodkiej.

Znacznie ważniejsze jest to, przez jak długi czas można utrzymywać kilka tysięcy ludzi w takim rytmie służby, zanim zmęczenie zacznie wpływać na ich zdolność do wykonywania zadań.

I właśnie dlatego Kongres pyta również o sposób podejmowania decyzji dotyczących kolejnych przedłużeń misji.

George Washington idzie na zmianę

USS George Washington opuścił Da Nang 5 sierpnia. Wraz z nim płyną krążownik rakietowy USS Robert Smalls typu Ticonderoga oraz niszczyciel rakietowy USS Shoup typu Arleigh Burke.

Kilka dni później grupa przeszła przez Cieśninę Singapurską i Cieśninę Malakka, kierując się w stronę Oceanu Indyjskiego.

Dla załogi Abrahama Lincolna oznacza to przede wszystkim, że po wielu miesiącach misji pojawiła się realna perspektywa zmiany.

Dla US Navy sprawa jest jednak bardziej skomplikowana.

George Washington jest lotniskowcem wysuniętym do Japonii i jednym z najważniejszych okrętów utrzymujących stałą amerykańską obecność na zachodnim Pacyfiku. Skierowanie go na Bliski Wschód oznacza przesunięcie grupy lotniskowcowej z zachodniego Pacyfiku na kierunek Oceanu Indyjskiego.

Nie jest to problem, którego nie da się rozwiązać. Jest natomiast dobrym przypomnieniem, że nawet największa marynarka wojenna świata nie dysponuje nieograniczoną liczbą gotowych do działań lotniskowców.

Każdy okręt wysłany na przedłużoną misję trzeba w końcu zluzować. Ten, który przychodzi na zmianę, musi zostać zabrany z innego rejonu albo przygotowany kosztem własnego harmonogramu szkolenia i obsługi technicznej.

W marcu pytaliśmy o irańskie rakiety. Dzisiaj pytanie jest inne

W marcu na Portalu Stoczniowym opisywaliśmy sprzeczne informacje dotyczące próby zaatakowania USS Abraham Lincoln. Iran twierdził wówczas, że jego uderzenie zakończyło się powodzeniem, podczas gdy strona amerykańska zapewniała, że lotniskowiec nie został uszkodzony i nadal prowadzi działania.

Kolejne miesiące potwierdziły, że okręt pozostał w służbie i intensywnie wykorzystywał swoje lotnictwo pokładowe.

Dziś pytanie dotyczące Lincolna jest inne.

Nie chodzi już o to, czy przeciwnik może przebić się przez obronę lotniskowcowej grupy uderzeniowej, lecz o to, jak długo taki zespół można utrzymywać w działaniach bez zawinięcia do portu i jakie koszty zaczyna ponosić wówczas załoga.

To mniej widowiskowy problem niż rakiety lecące w kierunku lotniskowca, ale dla marynarki wojennej wcale nie mniej poważny.

Ostatecznie zdolność okrętu do prowadzenia działań nie zależy wyłącznie od reaktorów, radarów, wyrzutni i samolotów. Zależy również od ludzi, którzy muszą przez kolejne miesiące te systemy obsługiwać.

USS George Washington może niedługo przejąć zadania Abrahama Lincolna. Nie odpowie jednak na pytanie, które pozostawia po sobie rekordowo długa misja tego ostatniego: jak długo US Navy może prowadzić tak intensywne działania, zanim problemem stanie się nie przeciwnik, lecz zmęczenie własnych ludzi i coraz trudniejsze do pogodzenia potrzeby floty w różnych częściach świata.

Udostępnij ten wpis

2 komentarze

  1. Podczas pandemii Covid19, leciałem na podmianę załogi statku – gazowca, w której 2/3 załogi przebywała, na tym statku od roku i ponad rok.Statek pływał pomiędzy RPA, Argentyna i Ghana, długie przeloty oceaniczne, w porcie bez możliwości zejścia na keję.Podmiany zawieszone bo nikt nie chciał przyjąć marynarzy i umożliwić im wylot do domu.Zdrowych marynarzy od Covidu!!!izolowanych przez dni na morzu…. Taki ludzie z lądu zgotowali los tym z morza…Polska jako państwo też podążała tym trendem…brak podmian załogowych. Myślę, że na wielu statkach były tam myśli samobójcze, poczucie osamotnienia, wykluczenia,więzienia i zniewolenia itd. …. żaden armator nie wypłacił marynarzom odszkodowań za przetrzymywanie wbrew woli…a Panie w biurach armatorskich praca zdalna z domciu…pisały e-maile „not convinient port” na podmianę. Może jak kilku Amerykanów się targnie na siebie…to może ktoś pomyśli po ludzku o ludziach morza …i przygotują jakieś globalne regulacje na forum IMO zapobiegające długotrwałemu przebywaniu na statkach. Im większy tonaż globalny tym łatwiej przeforsować projekty w IMO więc USA czekamy na zmiany. PS.szkoda że trafiło na wojskowych ci mają psycho ze stali …od cywilów …

  2. Problemem jest przede wszystkim to, że większość z ponad 5000 osób załogi Lincolna żyje miesiącami w zamknięciu, w czeluściach kadłuba, pozbawiona regularnego dostępu do świeżego powietrza i światła dziennego. Bardziej niż „zwykłą” służbę na morzu przypominać to musi służbę na okręcie podwodnym w zanurzeniu albo zakład karny bez spacerniaka.

    Tymczasem Pentagon oszczędza na ludziach, czego dowodzą choćby problemy z toaletami także na najnowszym USS Gerald R. Ford, jeszcze nie nadgryzionym zębem czasu.

    Dostawy są uzależnione od obcych portów, które mogą się znaleźć pod ostrzałem Iranu. Zaś zastąpienie transportowych C-2A „na siłę” problematycznymi Ospreyami o mniejszych osiągach być może tylko pogorszyło sprawę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *