Lotniskowiec USS Gerald R. Ford nadal z problemami. Chodzi o coś więcej niż tylko pożar

Pożar na pokładzie atomowego lotniskowca USS Gerald R. Ford (CVN-78) zwrócił uwagę na problem, który może okazać się znacznie poważniejszy niż sam incydent w pomieszczeniach pralni. Najnowsze ustalenia mediów amerykańskich, oparte na raporcie Pentagonu, pokazują, że wokół najdroższego okrętu wojennego świata znów narastają pytania o jego realną gotowość.

Według Bloomberga sprawa nie sprowadza się już do jednego incydentu ani do problemów bytowych załogi. Dziennik, powołując się na ocenę biura DOT&E za rok fiskalny 2025, wskazuje, że w centrum uwagi znalazł się szerszy problem programu lotniskowców typu Ford, a więc pytanie, czy rozwiązania techniczne wprowadzone na pierwszej jednostce tej serii osiągnęły już dojrzałość, jakiej od nich oczekiwano.

Pożar – sygnał ostrzegawczy

O samym pożarze z 12 marca, jego miejscu, skali oraz bezpośrednich skutkach pisaliśmy już wcześniej na naszym portalu. Wówczas informowaliśmy, że ogień wybuchł w pomieszczeniach pralni okrętowej, dwóch marynarzy odniosło lekkie obrażenia, a sam incydent – według komunikatu US Navy – nie miał związku z operacją „Epicka Furia” i nie wpłynął na dalsze funkcjonowanie okrętu. W kolejnych publikacjach zwracaliśmy też uwagę, że zdarzenie wpisywało się w szerszy kontekst wyjątkowo długiego rozmieszczenia operacyjnego jednostki, które coraz wyraźniej obciążało zarówno załogę, jak i systemy utrzymania okrętu.

To jednak tylko warstwa najbardziej widoczna. Prawdziwy problem, przynajmniej z perspektywy Pentagonu, dotyczy nie tyle samego incydentu, ile tego, że po niemal dekadzie od wejścia do służby (2017 rok) USS Gerald R. Ford nadal nie zamknął dyskusji o niezawodności swoich kluczowych systemów. I właśnie dlatego Bloomberg zestawił bieżące zdarzenia na pokładzie z oceną zawartą w raporcie DOT&E.

Raport Pentagonu i znaki zapytania

Tu trzeba zachować precyzję. Raport biura Director, Operational Test & Evaluation nie stwierdza, że Ford jest jednostką niezdolną do działań. Mówi jednak coś innego i wcale nie mniej istotnego: nadal brakuje wystarczających danych, by w pełni ocenić skuteczność operacyjną i przydatność operacyjną okrętu, ponieważ proces operacyjnych prób i oceny IOT&E nie został zakończony.

W praktyce oznacza to tyle, że najdroższy amerykański okręt wojenny nadal funkcjonuje pod ciężarem pytań, które w idealnym scenariuszu powinny już dawno zostać zamknięte. Nie chodzi więc o medialną sensację, lecz o szerszy problem programu: o to, czy skok technologiczny, na którym zbudowano lotniskowiec Ford, nie okazał się większym obciążeniem niż zakładano na etapie projektowania i wdrażania jednostki do służby.

EMALS i AAG znów wracają na pierwszy plan

Najwięcej uwagi przyciągają nadal katapulty elektromagnetyczne EMALS oraz system lin hamujących AAG. Z raportu Pentagonu wynika, że niezawodność i obsługowość tych rozwiązań nadal wpływają na tempo cyklu pracy na lotniskowcu. To bardzo ważny punkt, bo właśnie te dwa systemy należą do najważniejszych rozwiązań odróżniających typ Ford od starszych lotniskowców typu Nimitz.

Nie chodzi przy tym o prostą tezę, że systemy „nie działają”. Problem jest bardziej złożony i bardziej niewygodny. Chodzi o to, że Pentagon nadal nie ma podstaw, by uznać sprawę za definitywnie zamkniętą. A w przypadku lotniskowca, którego głównym zadaniem jest sprawne prowadzenie intensywnych operacji lotniczych, właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa ocena wartości bojowej okrętu.

Windy amunicyjne i radar – nie są to sprawy drugorzędne

Podobnie wygląda kwestia napędzanych elektromagnetycznie wind amunicyjnych AWE. Raport DOT&E wskazuje, że okręt nadal nie zademonstrował w pełni zakładanej wydajności transportu uzbrojenia na pokład lotniczy. Z perspektywy czytelnika może to brzmieć technicznie, ale w praktyce chodzi o jeden z fundamentów działania lotniskowca: bez sprawnego obiegu uzbrojenia trudno utrzymać wymagany rytm startów, uzbrajania i przyjmowania samolotów na pokładzie.

Do tego dochodzą zastrzeżenia wobec dwuzakresowego radaru DBR. Raport DOT&E wskazuje, że system ten ma zostać w przyszłości zastąpiony przez radar EASR, a do tego czasu jego dostępność będzie zależała od części zamiennych i wsparcia kontraktowego. To również nie jest detal. Na okręcie, który ma stanowić centrum grupy uderzeniowej, niezawodność radaru i zaplecza technicznego ma znaczenie równie istotne jak sprawność systemów decydujących o cyklu pracy lotniskowca. Skoro Pentagon nadal zwraca na to uwagę, trudno traktować ten problem jako jednorazowy epizod.

Czy problem lotniskowca USS Gerald R. Ford jest w gruncie rzeczy problemem całego programu?

Z mojej perspektywy najważniejsze jest właśnie to. Historia USS Gerald R. Ford coraz mniej wygląda na kłopot jednej pechowej jednostki, a coraz bardziej na skutek zbyt ambitnej próby wdrożenia wielu nowych technologii jednocześnie. Pożar w pralni, problemy bytowe załogi i przymusowe wejście do portu są łatwe do pokazania na nagłówku. Znacznie trudniej opisać to, że prawdziwe napięcie narasta wokół rzeczy mniej widowiskowych, ale dla amerykańskiej US Navy znacznie ważniejszych: niezawodności katapult, systemu lin hamujących, wind amunicyjnych i radaru DBR. Taki właśnie kierunek interpretacji narzucają dziś zarówno Bloomberg, jak i sam raport DOT&E.

W tym sensie USS Gerald R. Ford pozostaje symbolem amerykańskich ambicji morskich, ale jednocześnie pokazuje, że nawet najdroższy okręt wojenny świata nie obroni się samym rozmachem programu i ceną wpisaną w kontrakt. Jego realną wartość trzeba jeszcze potwierdzić w praktyce, a właśnie z tym Pentagon nadal ma problem.

Udostępnij ten wpis
Avatar photo
Mariusz Dasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *