17 października o godzinie 5:45 UTC w porcie Malabo doszło do próby porwania dla okupu członka załogi  Methane Princess gazowca LNG. Kolejny statek zaatakowano dzień później na wodach zatoki dokonując abordażu.

Pływający pod flagą Wysp Marshall’a Methane Princess został zaatakowany podczas operacji przy molo ładunkowym terminala Punta Europa LNG Terminal na wyspie Bioko. Ostrzeżona załoga statku skryła się w cytadeli, i wbrew wcześniejszym doniesieniom o porwaniu jednego z nich, udało się wszystkim jej członkom uniknąć niebezpieczeństwa.

Dzień później na pokład tankowca PTI Nile, pływającego pod banderą Hongkongu, weszli piraci z podobnym zamiarem, I w tym przypadku załoga schroniła się do cytadeli a napastnicy po 9-10 godzinach plądrowania statku opuścili pokład.

Zaatakowane jednostki to gazowiec LNG o nośności 77700 ton i długości 277 m oraz  produktowiec (chemikaliowiec) o nośności 50000 ton i długości 183 m.

Próba porwania dla okupu nie jest niczym nowym we wspomnianym regionie, uznawanym za jeden z najniebezpieczniejszych dla żeglugi. Rocznie w regionie dochodzi do około 30-70 ataków na jednostki handlowe co stawia go na drugim miejscu w świecie. Rejon ten jest patrolowany przez siły bezpieczeństwa państw nadbrzeżnych, prywatne kompanie ochroniarskie pracujące na zlecenie właścicieli pól naftowych bądź terminali ładunkowych oraz okresowo przez okręty wojenne państwa zachodnich wspierających lokalne siły. W ostatnich latach swoje jednostki wysyłały tu kraje Unii Europejskiej w tym Francja i Włochy. Jednak pandemia COVID-19 wpłynęła na zmniejszenie aktywności flot europejskich.

Przypadki ataków w Zatoce Gwinejskiej powinny być przyczynkiem do dyskusji o roli sił morskich w czasie wolnym od konfliktu zbrojnego. W tym również o przyszłych okrętach nawodnych MW RP. Chcąc być poważnym członkiem UE i NATO Polska powinna mieć możliwość okresowego udziału w tego rodzaju działaniach. Oczywiście nigdy nie będziemy mieli zdolności do ochrony własnych transportów na wszechoceanie, ale biorąc udział w rotacyjnych zespołach np. w Zatoce Gwinejskiej czy w Zatoce Arabskiej, nabywalibyśmy „moralnego prawa” do korzystania z pomocy sojuszniczych sił w każdym rejonie i czasie gdy nasze transporty będą zagrożone. Oczywiście społeczność międzynarodowa zawsze i wszędzie będzie zwalczała piractwo na morzu, niezależnie od naszego wkładu w ten proces, ale efekt polityczny i prestiżowy takich działań w naszym wykonaniu byłby porównywalny do udziału naszych sił lądowych w wojnach w Zatoce Perskiej i Afganistanie (choć na pewno przy mniejszych kosztach ludzkich i finansowych). Aby mieć opisaną zdolność Polska powinna dysponować jednak, okrętami zaprojektowanymi do działania na tak odległych akwenach, gdyż w XXI wieku nasze interesy wykraczają daleko poza własną strefę wyłączności ekonomicznej.

Podpis: Tomasz Witkiewicz