Tradycyjnie, kończący się rok jest czasem podsumowań dlatego też Portal Stoczniowy postanowił przyjrzeć się „co tam panie w Marynarce Wojennej wydarzyło się w 2020r”. I choć, statystycznie, Minister Obrony Narodowej może pochwalić się niespotykaną od dekad liczbą jednostek wcielonych do służby w MW w ciągu jednego roku (5 holowników) oraz będących w budowie (2 niszczyciele min), to jak już odrzucimy magię statystyki i pochylimy się nad szarą rzeczywistością to okaże się że program operacyjny „zwalczanie zagrożeń morskich” to w obecnej formie nic innego jak przerabianie ton blach okrętowych bez realnego wpływu na zdolności obronne Polski.

Ciekawym byłoby usłyszeć od Ministra Obrony Narodowej jaka potrzeba operacyjna przyświecała pomysłowi pozyskania holowników dla Marynarki Wojennej? Jakie jest uzasadnienie dla obsadzania tych jednostek pływających żołnierzami i utrzymywanie przez lata w służbie skoro można zlecić te usługi wyspecjalizowanym jednostkom cywilnym w formule „ryczałt za gotowość” lub „za każdą godzinę pracy”?

Koszt pozyskania holowników wyniósł co najmniej 283 miliony. Za tą kwotę można było przeprowadzić gruntowną naprawę okrętów rakietowych Orkan i zapewnić ich dalsze funkcjonowanie przez 15-20 lat, tym bardziej że są nosicielami nowoczesnych sensorów
i środków ogniowych. Zamiast tego, będziemy się szczycić najładniejszymi holownikami wojskowymi na Bałtyku.

Kolejny „priorytetowy” program modernizacyjny, tym razem dotyczący pozyskania okrętu podwodnego ORKA utknął na mieliźnie. Brak jest nie tylko rozwiązania docelowego ale nawet znikły perspektywy na rozwiązanie przejściowe.

Co prawda w wywiadzie dla Defence24, w dniu 21 grudnia 2020r. minister Mariusz Błaszczak powiedział „mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się sfinalizować sprawę okrętów podwodnych. Mamy ofertę szwedzką na dwie jednostki typu A17. To nie jest oczywiście docelowa „Orka”, ale zdolność pomostowa, która pozwoli na zachowanie zdolności operacyjnych i poziomu wyszkolenia załóg”, jednak przypomnijmy że rok wcześniej, w dniu 28 listopada 2019r. ten sam portal Defence24 na swoich stronach cytował: „Szef MON Mariusz Błaszczak poinformował podczas obchodów Święta Marynarki Wojennej, że współpraca z partnerem szwedzkim została uznana za najkorzystniejsze rozwiązanie pomostowe w zakresie okrętów podwodnych. Zakończono już prace analityczne i rozpoczęto negocjacje. Minister podkreślił, że nie jest to rozwiązanie docelowe, a program Orka będzie realizowany”.

Zaczynamy się coraz bardziej przyzwyczajać, że w przypadku obietnic Ministra Obrony Narodowej dotyczących modernizacji Marynarki Wojennej są to jedynie puste słowa i nie idą za nimi żadne czyny. Jeszcze do niedawna, rocznica odtworzenia MW, zaślubin z morzem lub święto MW budziły nadzieję że właśnie teraz nastanie przełom i MON ogłosi uruchomienie procesu pozyskania okrętu podstawowego MW (w wersji Miecznik czy jakiejkolwiek innej).

Dziś nikt już nie czeka bo nikt już nie wierzy w jakąkolwiek wolę polityczną stworzenia sił morskich na miarę wyzwań i potrzeb nowoczesnego państwa. Zamiast pełnienia funkcji eksportera bezpieczeństwa morskiego w grupie Państw Bałtyckich i państw Międzymorza, zamiast bycia kreatorem idei wspólnej modernizacji sił morskich i zarządzania nimi na wzór tandemu Belgia-Holandia, preferowaną metodą zarządzania bezpieczeństwem morskim stał się klientelizm.

Świadomie bądź nie, elity polityczne państwa podjęły decyzję że bezpieczeństwo morskie zapewnią nam sojusznicy dlatego my jesteśmy zwolnieni z jakiejkolwiek odpowiedzialności za rozwój własnej MW. Tego że jesteśmy świadkami wielkich zmian geopolitycznych, rozjeżdżania się priorytetów bezpieczeństwa wewnątrz samego NATO, prymatu interesów narodowych nad zobowiązaniami sojuszniczymi nikt nie chce zauważyć i sami prowadzimy się w ślepą uliczkę.  

Jest to tym bardziej bolesne, że za rządów poprzedniej ekipy politycznej MW doświadczyła dramatycznej zapaści technicznej sił okrętowych. Na tą wyrwę nałożono plombę w postaci Morskiej Jednostki Rakietowej, która stała się gwoździem do trumny dla projektów okrętowych. Marynarkę Wojenną ubrano w buty wojsk lądowych, a załogi okrętowe ulegają operacyjnej demoralizacji spędzając większość czasu na okrętach przycumowanych do kei zamiast w morzu.

Niestety, obecna ekipa rządząca, pomimo szumnych zapowiedzi i nośnych haseł nie może pochwalić się znacznie lepszymi osiągnięciami bo to co liczy się na polu walki to wyłącznie realna siła bojowa. A ta, w przypadku MW, zamiast ulegać zwiększeniu zjeżdża po równi pochyłej.

Możemy wprowadzić do linii nawet 12 niszczycieli min i będzie to znakomicie wyglądać w telewizji ale przez to nie podniesiemy zdolności Polski do zadania strat potencjalnemu przeciwnikowi. Kolejność realizacji poszczególnych zadań modernizacyjnych oraz alokacja środków finansowych ewidentnie pokazują brak spójności i logiki decyzyjnej.

MON chwali się że kupił dla MW nowoczesne okna i drzwi tyle tylko że nie mamy ich nawet gdzie wstawić bo budowę ścian i dachu odkładamy na bliżej nieokreśloną przyszłość.  Pierwszy lepszy kamień rzucony w naszą stronę stłucze nam szyby i zostaniemy z niczym. I dokładnie tak samo będzie z naszą Marynarką Wojenną w momencie rozpoczęcia konfliktu zbrojnego, wyposażoną w nowoczesne jednostki zabezpieczenia działań bojowych ale pozbawioną parasola ochronnego okrętów bojowych. Ofiarą braku parasola ochronnego padnie również Morska Jednostka Rakietowa i będzie wielkim sukcesem jak zdoła oddać pierwszą salwę rakietową.

Sposób realizacji modernizacji technicznej sił morskich i wybór kolejności poszczególnych zadań świadczy o braku jakiejkolwiek wizji, a szczególnie braku koncepcji operacyjnego użycia Marynarki Wojennej. Niby mamy listę zadań jakie powinna ona wykonywać ale nie wiadomo czemu te zadania mają służyć, jaki powinien być stan końcowy, jakie parametry powinny go definiować. W efekcie otrzymujemy chaos w planowaniu, błędnie ustawione priorytety i niezadowolenie wszystkich interesariuszy.

Istnieje w niektórych kręgach pokusa żeby MW pozyskała po raz kolejny okręty używane, wycofywane z sił morskich państw zachodnioeuropejskich. Kluczowym argumentem jaki jest wysuwany to brak zdolności polskiego przemysłu okrętowego do realizacji tak złożonych projektów.

Ciekawe, że zwolennicy tej tezy nie zauważają, że samych siebie zapędzają w logiczną pułapkę. Jeżeli dzisiaj, zamiast budowy, po raz kolejny postawimy na pozyskanie używanych okrętów to polskiemu przemysłowi nadal pozostanie realizacja remontów coraz starszych jednostek, a tym samym pogłębiający się regres technologiczny aż po całkowitą zapaść.

W efekcie takich decyzji, za 15-20 lat wrócimy ze zdwojoną siłą do argumentu że przemysł jest zacofany i nie ma zdolności do realizacji nowoczesnych projektów. Pozostanie nam transfer 100% wartości projektu do zagranicznego wykonawcy albo dalsze pełnienie roli pływającego skansenu Europy i  NATO.

Chciałoby się życzyć braci marynarskiej wszelkiej pomyślności w 2021 ale bezpieczniej będzie powiedzieć „lepiej już było i nie liczcie na cud”.

Podpis: Mariusz Dasiewicz