U212A / Portal Stoczniowy

Zamiar modernizacji Sił Zbrojnych RP przedstawiony nie tak dawno przez ministra obrony narodowej po raz kolejny przekłada zakup nowoczesnych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej na czas nieokreślony. Propozycją na dziś jest tzw. „rozwiązanie pomostowe”, czyli pozyskanie okrętów z drugiej ręki, aby utrzymać ciągłość szkolenia załóg do momentu, gdy zdołamy rozwiązać gordyjski węzeł priorytetów modernizacyjnych.

Problem nie jest nowy. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych, po odebraniu ORP „Orzeł” w Związku Radzieckim, Marynarka Wojenna RP zrezygnowała z zakupu pozostałych trzech okrętów projektu 877ME „Warszawianka” (w NATO klasyfikowanego jako „Kilo”). W miejsce najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych wprowadzono do służby dwie (wypożyczone na 10 lat) przestarzałe jednostki projektu 641 (ORP „Wilk” w 1987 r. i ORP „Dzik” w 1988 r.). Odkupione w międzyczasie okręty służyły o pięć lat dłużej niż zakładano. Oba dotrwały do roku 2003, kiedy zastąpiono je czterema, równie leciwymi, norweskimi okrętami typu 207 (klasyfikowanymi jako „Kobben”). Królewska Marynarka Wojenna Norwegii utrzymywała Kobbeny w znakomitym stanie technicznym i zmodernizowała je tuż przed przekazaniem Polsce. Leciwe okręty pozwalają na kontynuowanie szkolenia załóg i wykonanie podstawowych zadań, jednak ich czas nieubłaganie dobiega końca. W 2017 r. opuszczono banderę na ORP „Kondor”, a w zeszłym roku wycofano ORP „Sokół”. Dni dwóch pozostałych Kobbenów są policzone. Ich eksploatacja nastręcza coraz więcej problemów technicznych, a przydatność operacyjna staje się wątpliwa. Ministerstwo Obrony Narodowej raz jeszcze stanęło przed palącym problemem zahamowania degradacji naszej floty. Bez okrętów podwodnych Marynarka Wojenna spadnie do rangi Straży Granicznej i tylko takie zadania będzie mogła wykonywać.

Może Cię zainteresować:

Nowe U-Booty z Kilonii. tkMS buduje okręty podwodne dla wielu marynarek wojennych [ANALIZA]

Nowe U-Booty z Kilonii. tkMS buduje okręty podwodne dla wielu marynarek wojennych [ANALIZA]

Zamiar modernizacji Sił Zbrojnych RP przedstawiony nie tak dawno przez ministra obrony narodowej po raz kolejny przekłada zakup nowoczesnych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej na czas nieokreślony. Propozycją na dziś jest tzw. „rozwiązanie pomostowe”. Czytaj dalej

Dzisiejsze problemy MW wynikają z pośpiesznych decyzji rządu, który wobec spodziewanego załamania gospodarki, w końcu 2008 r. zdecydował, by zerwać wszelkie negocjacje prowadzone wówczas w celu pozyskania nowoczesnego uzbrojenia dla Sił Zbrojnych RP. Ofiarą „kryzysu” padły również okręty podwodne. Spodziewane kłopoty gospodarcze wymusiły przerwanie rozmów z niemieckim koncernem thyssen krupp Marine Systems (tkMS) w sprawie odkupienia gotowej jednostki typu 214 „Papanikolis”. Okręt został zbudowany na zamówienie MW Grecji, która w wyniku trudności finansowych państwa (przekroczenie deficytu budżetowego) próbowała zrezygnować z jego odbioru pod pretekstem błędów konstrukcyjnych.

Kłopoty z okrętami podwodnymi nie omijają również naszych sojuszników. Na początku XXI wieku niemiecka marynarka wprowadziła do służby okręty przełomowego typu 212. W konstrukcji nowych jednostek zastosowano technologie, które pozwoliły spełnić specyficzne (i wyśrubowane) wymagania operacyjne niemieckiej floty z końca lat osiemdziesiątych. Założono wówczas, że amagnetyczny kadłub, zdolność do zanurzenia na akwenie płytszym niż 20 m oraz napęd niezależny od powietrza (Air Independent Propulsion – AIP) pozwolą na skryte przejście z Zatoki Kilońskiej do Zatoki Gdańskiej i zniszczenie jednostek desantu morskiego w rejonach formowania. Przewidywano wówczas, że „dwieściedwunastki” nie będą mogły współdziałać z innymi rodzajami sił marynarki wojennej, co spowodowało rezygnację z uzbrojenia okrętu w przeciwokrętowe kierowane pociski rakietowe i ograniczenie się wyłącznie do torped i min. Przewartościowanie sytuacji strategicznej po rozpadzie Związku Radzieckiego zdezaktualizowało koncepcję operacyjną, której częścią były nowe niemieckie okręty podwodne. Jednostki przeznaczone do działań na Bałtyku przestały być priorytetem Bundesmarine, lecz w nowej sytuacji politycznej, wymagania operacyjne, które straciły znaczenie dla sił zbrojnych Niemiec odpowiadają potrzebom strategii obronnej Rzeczypospolitej.

Od kilku lat niemiecki resort obrony występuje z sugestiami zacieśnienia współpracy w dziedzinie sił podwodnych obu naszych krajów. Pierwszym krokiem jest wspólny nadzór nad okrętami podwodnymi wykonującymi zadania w rejonie Bałtyku, kolejnym mógłby być leasing jednostek typu 212 przez MW RP. Z punktu widzenia Niemiec, przekazanie sojusznikowi części okrętów pierwszej serii produkcyjnej, które nie odpowiadają aktualnym wymaganiom operacyjnym Deutsche Marine jest bardzo korzystne: włączy MW RP w system logistyczny Niemieckiej Marynarki Wojennej, ograniczy kłopoty wynikające z permanentnego braku załóg, pozwoli na zatrudnienie potencjału remontowego stoczni w Kilonii oraz pomoże przechylić szalę przyszłego przetargu na budowę nowych okrętów podwodnych dla Polski. Co więcej, wartościowy potencjał bojowy w rękach bliskiego sojusznika będzie w dalszym ciągu służył bezpieczeństwu RFN nie obciążając budżetu federalnego.

Dla Niemców to niezły interes, a dla nas?

Typ 212 odpowiada zasadniczym wymaganiom operacyjnym Marynarki Wojennej RP. Trzytygodniowa autonomiczność, zdolność do manewrowania na bardzo płytkim akwenie oraz wyjątkowo niskie pole magnetyczne pozwalają na rozwijanie okrętów z Zatoki Pomorskiej aż do północno-wschodniej części Bałtyku. Bardzo dobre parametry kompleksu hydroakustycznego dają znaczną przewagę zasięgu wykrycia nad przeciwnikiem nawodnym (co ma znaczenie z punktu widzenia najważniejszych zadań rozpoznania i wskazania celu dla nadbrzeżnej artylerii rakietowej) oraz nad okrętami podwodnymi przeciwnika (co wydatnie poprawia prawdopodobieństwo przetrwania). Uzbrojenie okrętu wyłącznie w torpedy wielozadaniowe i w miny ogranicza spectrum zadań typu 212, jednak nie dyskwalifikuje go z punktu widzenia współdziałania z pozostałymi siłami uderzeniowymi MW (głównie z nadbrzeżną artylerią rakietową). Brak zaawansowanego systemu obrony przeciwtorpedowej naraża okręt na zniszczenie w przypadku spotkania z lotnictwem Zwalczania Okrętów Podwodnych (ZOP), lecz niewielkie wartości pól fizycznych (głównie akustycznego) i wykorzystanie AIP redukuje prawdopodobieństwo ataku z powietrza niemalże do zera.

Może Cię zainteresować:

Pierwsza publiczna prezentacja chińskiego niszczyciela typu 055

Pierwsza publiczna prezentacja chińskiego niszczyciela typu 055

Zamiar modernizacji Sił Zbrojnych RP przedstawiony nie tak dawno przez ministra obrony narodowej po raz kolejny przekłada zakup nowoczesnych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej na czas nieokreślony. Propozycją na dziś jest tzw. „rozwiązanie pomostowe”. Czytaj dalej

Dwie najstarsze  jednostki typu 212A służą w niemieckiej flocie już przeszło piętnaście lat. Typowy, trzydziestoletni cykl życia okrętu podwodnego przewiduje po takim czasie remont kapitalny i modernizację, bez której następuje nieuchronna degradacja taktyczna i techniczna jednostki (tak jak stało się w przypadku ORP „Orzeł”). Przejęcie okrętów, które nie zostały zmodernizowane będzie wiązać z koniecznością kosztownego remontu, a rezygnacja z naprawy głównej napędu i systemów ogólnookrętowych oraz zastąpienia części przestarzałych urządzeń obserwacji technicznej, łączności i systemu dowodzenia jest równoznaczna ze zgodą na eksploatację jednostek, których przydatność bojowa na współczesnym polu walki raptownie zmaleje w najbliższych latach. To samo dotyczy głównego uzbrojenia okrętów. Wprawdzie rozwój torped następuje obecnie w powolnym (pokojowym) tempie, jednak przez ostatnich trzydzieści parę lat wprowadzono szereg udoskonaleń, bez których starsze torpedy stają się bezradne wobec nowoczesnych jednostek wojennych.

O przydatności okrętów dla Marynarki Wojennej zdecyduje więc to, czy będą to jednostki przed, czy po modernizacji. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że polskie stocznie nie są w stanie wykonać skomplikowanych napraw okrętów podwodnych. Remont kapitalny i modernizację (oraz wszystkie następne remonty) należałoby więc zlecić producentowi. Bliskość stoczni niemieckich znacznie to ułatwia. Nie bez znaczenia byłoby również nawiązanie bliskich więzi logistycznych, które zazwyczaj pozwalają na ograniczenie kosztów dostępu do części zamiennych i urządzeń (np. poligonów pomiarowych i kalibracyjnych) niezbędnych do wieloletniej, prawidłowej eksploatacji okrętów. Niemiecka kuratela nad utrzymaniem właściwego stanu technicznego leasingowanych jednostek mogłaby również wymóc poprawę  organizacji pracy i efektywności zarządzania naszych instytucji, które odpowiadają za pozyskanie i eksploatację uzbrojenia. Dotychczasowe doświadczenia remontu fregat typu „OHP” pokazują, że zewnętrzny czynnik weryfikujący pozwala na przerwanie zaklętego kręgu biurokratycznej niemożności dwóch inspektoratów.

Wybór okrętów podwodnych typu 212 ułatwiłby również rozwiązanie kolejnego problemu MW, jakim jest szkolenie załóg. Od wielu lat nasza flota pozbawiona jest trenażerów niezbędnych do zaawansowanego szkolenia taktycznego, kierowania okrętem w położeniu podwodnym i tzw. obrony przeciwawaryjnej. Usprawiedliwieniem są wysokie koszty budowy trenażerów potrzebnych dla zaledwie kilku załóg, ceną – niski poziom wyszkolenia, a więc i niewielka wartość bojowa okrętów. Problem próbowano rozwiązać zlecając wyszkolenie pierwszych załóg nowo pozyskiwanych okrętów w ośrodkach szkoleniowych marynarki radzieckiej i norweskiej. Pierwsza załoga ORP „Orzeł” została perfekcyjnie przygotowana w ośrodku szkolenia załóg zagranicznych w Rydze. Podobne, lecz krótsze szkolenie przeszła załoga ORP „Wilk”. W ramach projektu „Kobben to Poland”, Królewska Marynarka Wojenna Norwegii sformowała zespół doświadczonych instruktorów, który przygotowali dwie pierwsze załogi Kobbenów. Jednak wiedzy, której nie popiera się ciągłym, zaawansowanym treningiem, starcza na krótko. Zanikają nawyki, szkolenie się formalizuje i upraszcza, a przyjęta w MW zasada „On the Job Training” powoduje, że kolejne załogi potrafią już tylko ułamek tego, co pierwszy skład osobowy. Uboga baza treningowa Marynarki Wojennej uniemożliwia również doskonalenie działania załóg w skomplikowanych i niebezpiecznych sytuacjach awaryjnych. Wyposażenie MW w jednostki typu 212 pozwoliłoby na skorzystanie z ośrodka treningowego okrętów podwodnych Deutsche Marine. Niemiecka MW posiada trenażer taktyczny i kierowania okrętem oraz zaawansowany ośrodek szkolenia przeciwawaryjnego dla załóg jednostek typu 212. Pomimo wysokich kosztów wykorzystania ośrodka treningowego obcej MW, zysk szkoleniowy byłby oczywisty. Po raz pierwszy udałoby się przerwać zaklęty krąg spadku poziomu umiejętności załóg naszych okrętów podwodnych, którego główną przyczyną jest skromna baza szkoleniowa MW.

Może Cię zainteresować:

Hiszpania: 4,3 mld euro za pięć nowych fregat typu F-110 dla marynarki wojennej

Hiszpania: 4,3 mld euro za pięć nowych fregat typu F-110 dla marynarki wojennej

Zamiar modernizacji Sił Zbrojnych RP przedstawiony nie tak dawno przez ministra obrony narodowej po raz kolejny przekłada zakup nowoczesnych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej na czas nieokreślony. Propozycją na dziś jest tzw. „rozwiązanie pomostowe”. Czytaj dalej

Czy leasing niemieckich okrętów podwodnych byłby również szansą dla polskiego przemysłu? W bliskiej perspektywie raczej nie. Żadna z naszych stoczni nie dysponuje technologiami remontowymi, które są niezbędne do utrzymania sprawności zaawansowanych technicznie okrętów (nie tylko podwodnych), a budowa „zdolności” remontowych dla dwóch – trzech jednostek (na zaledwie kilkanaście lat), nie miałaby ekonomicznego sensu. W dłuższej perspektywie, zaspokojenie najpilniejszych potrzeb operacyjnych MW dałoby czas na wyprodukowanie przez polski przemysł stoczniowy własnych okrętów podwodnych na podstawie rodzimej myśli technicznej. Budowa skomplikowanych jednostek podwodnych byłaby szansą na wykorzystanie naszych bogatych doświadczeń w dziedzinie hydroakustyki i minimalizacji pól fizycznych, włączenie się w rozwój napędów alternatywnych (których znaczenie raptownie rośnie nie tylko ze względu na potrzeby sił morskich) oraz wymogłaby dostosowanie jakości produktów naszego przemysłu stoczniowego do najwyższych norm światowych.

Tak zwane „rozwiązanie pomostowe” jest więc ostatnią szansą na utrzymanie wymaganego potencjału Marynarki Wojennej oraz daje sporą nadzieję dla naszego przemysłu.
Może być jednak inaczej. Rezygnacja z zakupu nowoczesnej „Orki” nie jest przypadkowa, wynika z obecnych priorytetów obronnych państwa. Pierwszeństwo ma obrona powietrzna kraju, to oczywiste! Ograniczone środki budżetowe muszą być skierowane na zakup nowych samolotów i rakiet przeciwlotniczych. Jednak za około piętnaście lat nowe samoloty i systemy OPL będą wymagały głębokiej modernizacji lub zastąpienia przez następną generację uzbrojenia. Czas kosztownych inwestycji zbiegnie się definitywnym końcem eksploatacji leasingowanych okrętów podwodnych. Należy oczekiwać, że powietrzne priorytety Sił Zbrojnych raz jeszcze przeważą nad potrzebami operacyjnymi MW.
Rozwiązanie pomostowe może być trwalsze niż byśmy sobie tego życzyli.

Podpis: kmdr rez. Ryszard Grudziński.