O trudach przekształcania upadłej Stoczni Marynarki Wojennej w nowoczesne przedsiębiorstwo, rekrutacji pracowników, nowych kontraktach i ambitnym planie inwestycji w infrastrukturę przemysłową w rozmowie z Portalem Stoczniowym mówi Konrad Konefał, prezes zarządu PGZ Stoczni Wojennej.

 

Konrad Konefal, prezes zarządu PGZ Stoczni Wojennej.
Konrad Konefal, prezes zarządu PGZ Stoczni Wojennej.

Portal Stoczniowy: Stocznia Marynarki Wojennej po wielu latach pozostawania w upadłości trafiła pod skrzydła Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Jaki krajobraz zastał pan w spółce? Mam na myśli infrastrukturę, technologie, kadry.

Konrad Konefał, prezes zarządu PGZ Stoczni Wojennej: Muszę przyznać, że po kilku miesiącach zarządzania stocznią jestem zaskoczony i to zaskoczony pozytywnie. Wydawało się, że stocznia po ośmiu latach upadłości jest przedsiębiorstwem mało dynamicznym, zacofanym, pogrążonym w marazmie. A tymczasem im dłużej tutaj pracuję, tym coraz wyraźniej dostrzegam zaangażowanie załogi oraz zapał do działań na rzecz pozytywnej zmiany. Oczywiście, wymaga to bardzo dużo pracy, zwłaszcza w zakresie systemu zarządzania. Ale w Stoczni Wojennej jest naprawdę duży potencjał. Przede wszystkim spółka nie utraciła wiedzy fachowej i najważniejszych kompetencji. To bardzo ważne. Przez lata upadłości kadra zachowała umiejętności w zakresie produkcji stoczniowej. Jeżeli więc chodzi o merytoryczny, techniczny poziom wykonywanych prac, w Stoczni Wojennej jest naprawdę nieźle.

W mediach ostatnio wiele pisze się i mówi o zjawisku tak zwanego drenażu mózgów. Chodzi o to, że najlepsi fachowcy są zasysani przez zagraniczne firmy, które oferują im dużo lepsze warunki płacowe. Ten sam problem dotyczy sektora stoczniowego. Stocznie skandynawskie czy angielskie oferują po prostu lepsze pieniądze. A przed Stocznią Wojenną stoi teraz wiele wyzwań. Do ich realizacji potrzebni będą najlepsi fachowcy. Jak pan zamierza się z tym uporać?

Rzeczywiście, w okresie upadłości odpływ kadry miał miejsce. Jednak z uwagi na specyfikę naszej działalności w Stoczni pozostało wiele osób, które mają szczególny sentyment do pracy dla floty wojennej. I pomimo tego, że rynek zagraniczny oferował im lepsze warunki zatrudnienia, wiele osób tu zostało, ponieważ czują się one związane w jakiś sposób z marynarką wojenną. Właśnie ta kadra stanowi duży potencjał, który warto rozwijać. Wielu pracowników to ludzie, którzy naprawdę są emocjonalnie związani z tym, co robią.

Zobacz też: Saab i Damen łączą siły w projekcie korwety dla brazylijskiej marynarki wojennej.

Kupując Stocznię Marynarki Wojennej z rąk syndyka państwo polskie podjęło decyzję o uratowaniu tego przedsiębiorstwa i dalszym rozwijaniu go. Niedługo będzie gotowy nowy plan modernizacji marynarki wojennej, trzeba dokończyć Ślązaka, ruszyła budowa okrętu wywiadowczego dla Szwedów, stocznia właściwie cały czas realizuje pomniejsze zlecenia dla marynarki. Rozumiem, że odbudowa stoczni to także odbudowa potencjału ludzkiego, konieczność pozyskania nowych kadr.

Przed nami duże wyzwania. W pierwszym kwartale 2018 roku stocznia przeszła dość trudny proces restrukturyzacji. Musieliśmy znacząco ograniczyć zatrudnienie na stanowiskach administracyjnych. W dużej mierze rozwiązaliśmy stosunki pracy z osobami, które już nabyły praw emerytalnych. Miało to na celu i odmłodzenie kadry stoczni, i zwiększenie udziału pracowników produkcyjnych oraz tych z biura technologiczno-projektowego w ogólnej strukturze zatrudnienia. Ten okres mamy za sobą i wchodzimy w etap, w którym musimy zwiększyć zatrudnienie, i to dość znacząco. Aktualnie przygotowujemy się do realizacji trzech dużych kontraktów remontowo-modernizacyjnych. Chodzi o okręty ORP Kontradmirał Xawery Czernicki, ORP Generał Tadeusz Kościuszko oraz ORP Arctowski. Ministerstwo obrony podjęło decyzję o remontach tych okrętów i już jesteśmy na etapie negocjacji w postępowaniach o udzielenia zamówienia. Stocznia Wojenna jest dedykowana do realizacji tych kontraktów w trybie ochrony podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa. Spodziewamy się wejścia tych jednostek do Stoczni w drugim półroczu tego roku. Jeszcze ustalamy szczegóły, np. dokładny zakres i cenę. Ale już teraz wiemy, że do wykonania tych zleceń będą nam potrzebni dodatkowi pracownicy.

Mało tego. Kiedy przejęliśmy stocznię, zastaliśmy prawie pusty portfel zamówień. Jedynym znaczącym kontraktem była modernizacja okrętu ratowniczego ORP Piast. W pierwszym kwartale mocno pracowaliśmy nad pozyskaniem nowych zleceń. Obecnie remontujemy trałowiec ORP Śniardwy, zwiększyliśmy także zakres naszych prac na ORP Piast. Realizujemy również część prac na ORP Lublin, którego remont w Świnoujściu prowadzi stocznia Gryfia. Jesteśmy tam odpowiedzialni za łączność i nawigację. Poza tym rozpoczęliśmy budowę okrętu dla marynarki szwedzkiej.

To chyba duże wyzwanie dla stoczni, która przez wiele lat była w upadłości. A dzisiaj nie jest tak łatwo znaleźć dobrych pracowników. Ilu ludzi szuka teraz Stocznia Wojenna?

Jeżeli pozyskamy kontrakty w takim kształcie, do jakiego dążymy, będziemy potrzebowali nawet 150 nowych pracowników w drugim półroczu tego roku. Powinniśmy tę potrzebę zrealizować w trzecim kwartale tego roku, żeby osiągnąć optymalny poziom mocy produkcyjnych. Poszukujemy głównie pracowników produkcyjnych o różnych specjalnościach stoczniowych, m.in.: spawaczy, monterów, elektromonterów, elektryków, rurarzy i malarzy, a także, co stanowi o specyfice naszej stoczni, elektroników i automatyków. Wakaty chcemy również uzupełnić na stanowiskach projektantów i technologów. Szeroko zakrojoną rekrutację zaczynamy z końcem czerwca, a już teraz aktualne ogłoszenia o pracę można znaleźć na naszej stronie internetowej www.pgzsw.pl.

Obecnie mamy 500 pracowników, a chcemy, żeby docelowo w Stoczni Wojennej pracowało 650 osób. Warto przy tym pamiętać, że syndyk, który zarządzał stocznią w upadłości, zwolnił ok. 300 osób. My też, tuż po przejęciu stoczni, musieliśmy dokonać szybkiej zmiany struktury zatrudnienia, żeby przywrócić właściwe proporcje pomiędzy liczbą pracowników administracyjnych i produkcyjnych. Częściowo już się to udało, dalej chcemy nasz cel osiągać poprzez rekrutację.

Zobacz też: MON szykuje dokumenty do programu Miecznik.

Zatrudnienie tak dużej liczby wykwalifikowanych pracowników w tak krótkim czasie będzie nie lada wyczynem. Wiadomo, jaki jest rynek. A nie jest on łatwy. Stoczniowcy jeżdżą pracować do Anglii, Danii, Szwecji. Tam zarabiają dużo więcej niż w Polsce. Stocznia Wojenna ma na to jakiś argument?

Oczywiście, nie możemy konkurować poziomem płac z Norwegią czy Danią, ale każdemu oferujemy umowę o pracę, co w tej branży wcale nie jest powszechne. Proponujemy też pracę w firmie stabilnej i niezadłużonej, która na bieżąco reguluje wszelkie zobowiązania i ma stabilną sytuacją finansową. Opracowaliśmy nowy taryfikator płac, będziemy w najbliższym czasie go wdrażać. Nasza akcja rekrutacyjna spowoduje, że również dotychczas zatrudnieni pracownicy otrzymają wyższe wynagrodzenia.

Mam nadzieję, że dla wielu interesujących się pracą u nas nie bez znaczenia będzie możliwość uczestniczenia w realizacji projektów ważnych dla obronności państwa i na rzecz marynarki wojennej także innych państw.

Proszę pamiętać, że w przyszłym roku rozpoczynamy budowę nowego okrętu ratowniczego dla marynarki wojennej. Po uwzględnieniu kontraktów, o których mówiłem wcześniej, oznacza to, że przynajmniej do połowy 2020 roku stocznia będzie miała naprawdę bardzo dużo pracy. To też może być zachęta dla nowych pracowników. Jeżeli ktoś dzisiaj zdecyduje się na podjęcie zatrudnienia w Stoczni Wojennej, będzie miał zajęcie przez co najmniej dwa lata. W tym czasie będziemy zabiegać o kolejne kontrakty. Przygotowywane jest postępowanie na modernizację trzech kutrów torpedowych typu Orkan. Najprawdopodobniej pozyskamy to zamówienie w przyszłym roku.

Co z dywersyfikacją portfela zamówień? Mówi pan tylko o wojskowych kontraktach, a przecież niemal wszystkie przedsiębiorstwa zbrojeniowe próbują się dzisiaj podeprzeć produkcją na rynek cywilny. To zresztą trend globalny.

Nie zaniedbujemy tego. Planujemy wchodzić w segment budowy statków specjalistycznych, np. ratowniczych czy patrolowych dla służb cywilnych. Budowa i modernizacja okrętów wojennych zawsze będą stanowiły główny element naszego profilu działalności, ale chcemy go uzupełniać o budowę jednostek pokrewnych.  Szkoda, że nie udało nam się ostatnio pozyskać kontraktu na budowę lodołamaczy. Musieliśmy składać ofertę właściwie tuż po przejęciu stoczni i nie mogliśmy się dobrze przygotować do tego postępowania. Przegraliśmy, choć nieznacznie. Żałujemy, ale taki jest rynek. Staramy się być również aktywni na rynku cywilnym prywatnym. Niebawem i w tej dziedzinie rozpoczniemy nowe kontrakty, najpierw dla klientów skandynawskich.

Zobacz też:US Navy: nowy niszczyciel rakietowy typu Arleigh Burke odebrany.

Po latach upadłości infrastruktura stoczni stanowi raczej smutny obraz. Jak pan zamierza sobie poradzić z nowymi kontraktami z taką technologią? Konkurencja odjechała w XXI wiek, a Stocznia Wojenna?

Rozpoczęliśmy program inwestycyjny i zmieniamy ten stan rzeczy. Zamówiliśmy nowe półautomaty spawalnicze, nowe urządzenia transportu bliskiego, czyli sztaplarki i wózki akumulatorowe. Remontujemy urządzenia dźwignicowe, uruchomiliśmy modernizację żurawi stoczniowych. Remontujemy pomieszczenia, zarówno socjalne, biurowe, jak i warsztatowe. Na cały program chcemy w pierwszym etapie przeznaczyć ok. 50 mln zł. Dotyczy to tylko modernizacji infrastruktury zastanej, już istniejącej. Ale mamy też plan rozwoju związany z kompaktyzacją stoczni. Planujemy sprzedać część terenów, na których prowadzimy dziś działalność w znikomym stopniu, a pozyskane pieniądze zainwestować w rozwój, np. w postawienie nowych hal warsztatowych czy zakup urządzeń do budowy kadłubów i automatów spawalniczych. Chodzi o to, żeby zwiększyć moce produkcyjne stoczni, poprawić efektywność i zwiększyć możliwości operacyjne. Jeśli to się uda, a bardzo w to wierzę, możemy w krótkim czasie stać się liczącą się stocznią wojenną w rejonie Bałtyku.

Ślązak wciąż stoi w doku. Jakiś czas temu w mediach pojawiły się informacje, że okręt będzie gotowy do rozpoczęcia prób morskich do końca tego roku. Ale umowy na dokończenie budowy jeszcze nie ma. Coś się zmieniło?

Stocznia Wojenna jest gotowa do kontynuacji prac przy Ślązaku. To kolejny ważny kontrakt, który należy dodać do tych już wymienionych. Od momentu podpisania umowy z Inspektoratem Uzbrojenia potrzebujemy kilku miesięcy na zakończenie prac stoczniowych i wyjście w próby morskie. Do zrobienia zostało już niewiele. Wszystkie systemy zostały już niemal w całości zamontowane, pozostały prace uruchomieniowe. Spodziewam się, że próby morskie, o ile pogoda będzie sprzyjała, rozpoczną się jesienią tego roku. Dadzą one odpowiedź czy okręt jest gotowy czy też trzeba będzie wykonać jakieś prace naprawcze. Od tego zależy termin zdania okrętu i jego wejścia do służby.

Podpis: łp

Przemysł stoczniowy – więcej wiadomości z branży znajdziesz tutaj.