Foto. Wojsko Polskie

Ponieważ wiadomo już że Prezydent Andrzej Duda uzyskał reelekcję na kolejne 5 lat warto, pamiętając jego słowa wypowiedziane podczas kampanii wyborczej na spotkaniu w Lęborku,  wrócić do tematu stanu technicznego naszych sił morskich.

Tuż przed II turą wyborów prezydenckich szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch ogłosił, iż w kierowanej przez niego instytucji, został przygotowany projekt nowelizacji ustawy o przebudowie i modernizacji oraz finansowaniu Sił Zbrojnych RP z propozycją zapisania procentowego udziału wydatków na Marynarkę Wojenną, o czym informowaliśmy 10 lipca br. http://portalstoczniowy.pl/wiadomosci/ustawa-o-przebudowie-i-modernizacji-oraz-finansowaniu-sil-zbrojnych-rp-z-marynarka-wojenna-w-tle/  “Prezydent (Andrzej Duda) jest konsekwentny. Wielokrotnie, co najmniej od 2016 roku, podnosił w swoich publicznych wystąpieniach kwestię zaniedbań i niedostatecznych inwestycji” – dodał Soloch.

Tymczasem nie odnosząc się do ocen czy wypowiedzi polityków spróbujmy spojrzeć na problem modernizacji MW, z perspektywy samej MW.

Pieniądze to nie wszystko

Zakładając że Prezydent RP będzie konsekwentny i za jego słowami pójdą czyny oraz uda się uzgodnić z rządem proponowane rozwiązania ustawowe to Marynarka Wojenna stanie się beneficjentem corocznego dopływu środków finansowych z przeznaczeniem na budowę nowych jednostek pływających.

Z jednej strony powinno to nas niezmiernie cieszyć, jednak z drugiej, mając w pamięci oczekiwania modernizacyjne MW prezentowane w ostatnich latach, a także nieudolnie prowadzone  postępowanie na Ratownika można mieć ogromne obawy co do racjonalności ich wydatkowania.

Gdy spojrzymy na prezentowane w ostatnich latach plany modernizacyjne MW to trudno uniknąć wrażenia że mamy do czynienia z bardzo prostą ale niebezpieczną prawidłowością. Jest nią próba zastąpienia starych okrętów okrętami nowymi, o dokładnie takiej samej funkcjonalności, bez oglądania się na postępujący rozwój technologii, zmiany zachodzące w środowisku bezpieczeństwa czy też zmiany zachodzące w morskiej sztuce operacyjnej.

Drugą, niezmiernie negatywną cechą która szczególnie objawiła się w programie Ratownik jest „chciejstwo”.

Brak decyzji, przedłużające się w nieskończoność fazy analityczno-koncepcyjne wywołują w Marynarce Wojennej taki głód nowego sprzętu, że jak już zapadnie decyzja o przystąpieniu do realizacji jakiegokolwiek programu budowy okrętu to w marynarzach budzi się żądza posiadania wszystkiego co da się wcisnąć w kadłub okrętu, najlepiej
z najwyższej półki i nie mające swojego odpowiednika na świecie.

Koronnym tego przykładem jest właśnie program Ratownik w którym dodawanie kolejnych zdolności przez gestora, często wykraczających poza typowe zadania ratownicze, doprowadziło do eskalacji kosztów znacznie wykraczającej poza planowany budżet. Kiedy projekt się wywrócił najprościej i najbardziej bezpiecznie dla zamawiającego było obarczyć winą przemysł bo przecież ten, w obawie o utratę kolejnych zamówień, nigdy publicznie nie zaprotestuje.

Trzecim, karygodnym i niedopuszczalnym zjawiskiem w realizacji projektów okrętowych jest permanentne stosowanie odstępstw od przyjętych konfiguracji sprzętowych. Projekt został zatwierdzony, budżet zaakceptowany, a tymczasem z momentem rozpoczęcia realizacji projektu  po stronie zamawiającego/gestora zaczyna się chocholi taniec z wprowadzaniem bocznymi drzwiami innych rozwiązań sprzętowych niż zatwierdzone w projekcie wyjściowym, bez oglądania się na konsekwencje.

Tymczasem budżet pęcznieje, wykonawca zaczyna się buntować bo koszt wykonania zaczyna zerować się z planowymi przychodami albo wręcz wchodzi w czerwoną strefę. Gdy wykonawca zgłasza pretensje, że przecież umawialiśmy się inaczej, zaczyna być szantażowany że jego praca nie zostanie odebrana podczas zamykania kolejnych etapów, bez względu na fakt że zastosowane rozwiązania sprzętowe nie dość że są zgodne z pierwotnym projektem to również spełniają zdefiniowane przez zamawiającego/gestora Wymagania Taktyczno-Techniczne.

Nie trudno zgadywać że skumulowany efekt „najgorszych praktyk zarządzania projektem” prowadzi do kłopotów zarówno po stronie zamawiającego jak i wykonawcy.

Dlaczego tak, a nie inaczej?

Mając na względzie problemy występujące w fazie planistycznej i wykonawczej warto spojrzeć całościowo na problem modernizacji sił morskich i przyjrzeć się racjonalności proponowanych rozwiązań już na etapie fazy analityczno-koncepcyjnej gdyż budzą one szereg wątpliwości.

Być może kluczowym problemem jest brak podstawowego dokumentu koncepcyjnego który powinien rozpoczynać każdy program modernizacyjny, a mianowicie „Koncepcji Operacyjnego Użycia” gdzie szczegółowo powinno być opisane dlaczego, po co, w jakim środowisku bezpieczeństwa i środowisku geograficznym, z jaką intensywnością i jak długo dany system ma być używany. Czy przez okres jego użytkowania będzie konieczność przeprowadzenia modernizacji, jak głębokiej.

Przykładowo, w trakcie Dialogu Technicznego na pozyskanie okrętu nawodnego zamawiający będzie pytał oferentów o parametry oferowanej armaty okrętowej, jak daleko strzela, z jaką szybkostrzelnością, pomimo tego że gestor nie przygotował mu analizy w jakim środowisku bezpieczeństwa będzie ten okręt operował, co stanowi dla niego największe zagrożenie i czy na pewno jedna bądź dwie armaty danego typu będą odpowiedzią na te zagrożenie.

Żeby uzmysłowić istotę problemu weźmy pierwszy przykład z brzegu czyli program pozyskania pływającej stacji demagnetyzacyjnej MAGNETO.

Faktem jest, że obie jednostki pływające, aktualnie eksploatowane przez Marynarkę Wojenną, to staruszkowie i dawno powinny wyjść z linii, tylko dlaczego mają zostać zastąpione kolejnymi pływającymi stacjami demagnetyzacyjnymi zamiast stacjami brzegowymi?
Co przemawia za potrzebą pozyskania jednostek pływających skoro przez ostatnie kilkanaście lat obie pływające stacje demagnetyzacyjne stoją przycumowane do nabrzeża i praktycznie nie wypłynęły z portu? Jakie racjonalne, operacyjnie uzasadnione, kryteria zdecydowały o rozpoczęciu Dialogu Technicznego na pozyskanie Pływającej Stacji Demagnetyzacyjnej?

Ze zbliżonym problemem możemy mieć do czynienia w przypadku próby pozyskania nowych okrętów rozpoznawczych.

Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że tutaj również zadziała podejście typu „nowe okręty za stare”. I nieważne, że w świecie technologii cyfrowych liczy się szybkość przekazania informacji i jej dokładność.

Tym bardziej, że doczekaliśmy się w Marynarce Wojennej  systemów rakietowych zdolnych do rażenia celów na odległościach do 200 km ale jednocześnie, posiadanymi środkami obserwacji, nie jesteśmy w stanie wykryć celów w takiej odległości i marnujemy większość potencjału nowoczesnego uzbrojenia.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że za kwotę potrzebną na pozyskanie nowych okrętów rozpoznawczych możemy kupić i umieścić na orbicie nowoczesnego satelitę rozpoznawczego dedykowanego obszarowi Bałtyku, który nie tylko zabezpieczy potrzeby MW ale również doskonale wpisze się w planowany System Analiz Obrazowych służący całości sił zbrojnych.

Stare powiedzenie mówi że „biednego nie stać na byle co” i ta myśl powinna być mottem przewodnim modernizacji sił morskich. Bolesna prawda jest taka że Marynarka Wojenna wymaga wymyślenia samej siebie całkowicie od nowa, a zasada „nowe za stare” od lat prowadzi do zapaści sił morskich.

Marynarki Wojennej nie stać na utrzymywanie, a tym bardziej pozyskiwanie, kilkunastu typów różnych okrętów. Dlatego cały wysiłek modernizacyjny należy skupić na jednym typie szeroko rozumianego „nawodnego okrętu uderzeniowego” i jednym typie okrętu zabezpieczenia bojowego.

Natomiast wszelkie jednostki wsparcia, w celu obniżenia kosztów, powinny zostać zaprojektowane i zbudowane w oparciu o wymagania IMO ale z wykluczeniem Norm Obronnych które powodują eskalację kosztów. A także, w oparciu o projekt komercyjny stanowiący wspólną platformę dla wszystkich jednostek.

Podpis: ACK