HELMA-P: Nowa generacja laserowych systemów obrony antydronowej

HELMA-P, zaawansowany system broni laserowej opracowany przez CILAS i Grupę Ariane, stanowi nową generację technologii obrony antydronowej. Po udanych testach na morzu przeprowadzonych przez francuską marynarkę w czerwcu tego roku, HELMA-P staje się symbolem nowej ery w dziedzinie obrony morskiej.

W dniach 12 – 14 czerwca 2023 roku, francuska Agencja Zakupów Obronnych (DGA), Marynarka Wojenna i CILAS przeprowadziły serię testów na pokładzie niszczyciela Forbin na Morzu Śródziemnym dla systemu HELMA-P (High energy laser for multiple applications – power) – lasera zaprojektowanego do zwalczania dronów. System HELMA-P, który został już z powodzeniem przetestowany na lądzie w 2020 i 2021 roku, okazał się równie skuteczny, w neutralizowaniu wrogich dronów na morzu. Te testy otwierają drogę do dalszego rozwoju prototypu z perspektywą długoterminowej integracji na okrętach francuskiej Marynarki Wojennej.

Testy te są częścią programu przeciwdziałania dronom (LAD) prowadzonego przez DGA, którego celem jest opracowanie prototypu broni laserowej z demonstratora HELMA-P1. Wykorzystanie dronów w operacjach stanowi istotny postęp w działaniach wojennych, zwłaszcza w kontekście walki morskiej. Na morzu drony mogą być wykorzystywane do monitorowania, utrudniania działań przeciwnika lub niszczenia wrogich jednostek i samolotów.

Na Paris Air Show 2023 firma CILAS zaprezentowała przyszłą wersję wieży HELMA-P. Będzie ona dostępna od 2025 roku i różni się kształtem w porównaniu do prototypu, a dodatkowo zostanie wyposażona w kamerę noktowizyjną.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/43247-2/

System HELMA-P został opracowany we współpracy pomiędzy CILAS i Grupą Ariane. Prace nad systemem rozpoczęły się w 2017 roku i trwały do 2019 roku. System składa się z 2-osiowej wieży z szeregami czujników optycznych i samej broni laserowej, która ma moc 2 KW. Tę wieżę obsługuje operator za pomocą interfejsu. Na Paris Air Show 2023 firma CILAS zaprezentowała przyszłą wersję wieży HELMA-P, która będzie dostępna od 2025 roku. Może ona dosięgnąć celów o pułapie nawet 1 kilometra, co stanowi 3 do 4 razy większy zasięg w porównaniu do konkurencyjnych technologii.

Rozpoczęte w 2020 roku testy przeprowadzane przez DGA przyniosły lepsze wyniki niż oczekiwano, co zdaniem menedżera projektu inżynieryjnego budzi nadzieję, że ten eksperymentalny system będzie w pełnej gotowości operacyjnej do roku 2024. 

Oprócz zwalczania dronów, celem jest również przetestowanie systemu wobec innych asymetrycznych zagrożeń, takich jak pływające obiekty na morzu oraz szybkie łodzie motorowe FIAC. Ponadto, system będzie badany pod kątem zdolności do zakłócania optycznego oraz dezaktywacji anten wykorzystywanych w komunikacji i nawigacji.

System HELMA-P stanowi nie tylko przykład niewiarygodnych możliwości technologicznych, ale także symbol ewolucji w dziedzinie obrony morskiej. Jego zdolność do neutralizacji dronów i innych asymetrycznych zagrożeń na morzu stawia go na czele innowacji.

Autor: Sylwester Pietrzak

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.