Kolejny kraj dołącza do grona nabywców pocisków NSM od Kongsberga [ANALIZA]

Kongsberg Defence & Aerospace (KONGSBERG) podpisał kontrakt z Australią na dostarczenie pocisku Naval Strike Missiles (NSM) dla Royal Australian Navy (RAN), który zastąpi używany pocisk przeciwokrętowy RGM-84 Harpoon Block II na fregatach typu ANZAC i niszczycielach typu Hobart Royal Australian Navy (RAN).

W 2022 roku Commonwealth of Australia ogłosił wybór pocisku NSM firmy KONGSBERG do zastąpienia pocisków przeciwokrętowych RGM-84 Harpoon Block II. Wymiana Harpoon’a jest częścią wartego 3,5 mld AUD (2,61 mld USD) pakietu przyspieszonej modernizacji uzbrojenia Australijskich Sił Obronnych (ADF) ogłoszonego 5 kwietnia. 

Jest to znaczący kamień milowy na drodze do dostarczenia nowoczesnej, skutecznej i zdolnej do przetrwania zdolności pocisków precyzyjnego rażenia dla Royal Australian Navy. Realizacja tego kontraktu będzie możliwa dzięki ścisłej współpracy pomiędzy Kongsberg Defence & Aerospace, australijskim przemysłem i Commonwealth.

Eirik Lie, prezes Kongsberg Defence & Aerospace

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/kanal-kilonski-otwarty-po-usunieciu-wycieku-ropy/

KONGSBERG jest zaangażowany w rozwój zdolności w zakresie wsparcia swoich systemów poprzez transfer wiedzy i możliwości produkcji w Australii. Kontrakt ten będzie zawierał znaczącą zawartość australijską dla programu tej natury, dostarczoną przez Kongsberg Defence Australia i jego rosnącą sieć australijskich dostawców.

Wybór NSM Block 1A jako preferowanego rozwiązania do zastąpienia Harpoon’a jest elementem realizacji programu Sea 1300. Utworzony w ramach planu rozwoju sił morskich program dotyczy skonsolidowania rozwoju i zarządzania bronią kierowaną dla Królewskiej Australijskiej Marynarki Wojennej. Sea 1300 należy do szerokiego klastra programów rozwoju zdolności bojowych RAN, które mają być finansowane w ramach 20-letniego programu inwestycyjnego o wartości 24 mld AUD ogłoszonego w styczniu 2021 r.

O Naval Strike Missile (NSM)

Naval Strike Missile to precyzyjna broń uderzeniowa dalekiego zasięgu, która poszukuje i niszczy okręty przeciwnika na dystansie większym niż 180 km. Pocisk wykorzystuje nawigację inercyjną, GPS i terenową oraz naprowadzanie w podczerwieni (z bazą danych celów na pokładzie pocisku).

NSM jest bardzo elastycznym systemem, który może być wystrzeliwany z różnych platform przeciwko różnym celom na morzu i lądzie. Konstrukcja i wysoki stosunek ciągu do masy dają pociskom NSM wyjątkowo dobrą manewrowość.

Pocisk jest całkowicie pasywny i udowodnił swoje doskonałe zdolności do poruszania się po morzu, a dzięki zaawansowanym manewrom terminalnym przetrwa obronę powietrzną przeciwnika. Autonomiczne rozpoznawanie celów (ATR) przez szukacz zapewnia wykrycie, rozpoznanie i trafienie właściwego celu, zarówno na morzu, jak i na lądzie.

Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/morska-grupa-zadaniowa-przeprowadza-operacje-zwalczania-piractwa-w-somalii/

NSM to pocisk przeciwokrętowy piątej generacji, produkowany przez firmę Kongsberg i zarządzany w USA przez firmę Raytheon. NSM osiągnął początkową zdolność operacyjną na norweskich fregatach typu Fridtjof Nansen i korwetach typu Skjold w 2012 roku.

Australia została 12. i najnowszym klientem Naval Strike Missile w grudniu 2022 roku, dołączając do marynarek Norwegii, Polski, Malezji, Niemiec, Stanów Zjednoczonych (zarówno dla US Navy, jak i USMC), Rumunii, Kanady, Australii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii.

WYMIARY

Długość – 3,96 metra

Średnica – 0,69 metra, rozpiętość skrzydeł 1,31 metra

Masa – 412 kg

PARAMETRY TECHNICZNE

Prędkość – 0,9 Macha

Zasięg pocisku – 180 km

Źródło: Kongsberg Defence & Aerospace

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.