Okręty NATO na Morzu Bałtyckim

Okręty z SNMG1 i SNMCMG1 na Morzu Bałtyckim uczestniczą w ćwiczeniach z graniczącymi z nimi państwami sojuszniczymi i partnerskimi. NATO regularnie rozmieszcza siły morskie na Morzu Bałtyckim w celu utrzymania zdolności obronnych zgodnie z zobowiązaniami traktatowymi Sojuszu Północnoatlantyckiego.
W skład SNMG1, dowodzonej przez komodora A. van de Sande z Królewskiej Marynarki Wojennej Holandii, wchodzą: okręt flagowy HNLMS De Zeven Provincien, niemiecki okręt wsparcia bojowego FGS Berlin, HDMS Peter Willemoes, FGS Erfurt oraz HMS Northumberland.
SNMCMG1 jest obecnie dowodzony przez kmdr por. Otta Laanemetsa, a w jego skład wchodzą: LVSN Virsaitis, BNS Lobelia, FGS Bad Bevensen, ENS Sakala, HMS Grimsby, HNLMS Schiedam, HNOMS Hinnoy. SNMCMG1, w skład, którego wchodzą jednostki przeciwminowe z różnych krajów. SNMCMG1 jest stale gotowy do natychmiastowego działania, aby zapewnić możliwości, umiejętności i wiedzę specjalistyczną w zakresie usuwania min i zapewnienia bezpieczeństwa na morzu.
SNMG1 i SNMCMG1 to dwie z czterech grup zadaniowych, w skład których wchodzą okręty z różnych państw sojuszniczych. Okręty te są stale dostępne dla NATO do wykonywania różnych zadań, od udziału w ćwiczeniach po misje operacyjne. Są również obecnie częścią Połączonych Sił Zadaniowych NATO o Bardzo Wysokiej Gotowości, wykazując obecność na morzu i przyczyniając się do spójności operacyjnej pomiędzy sojuszniczymi siłami morskimi w celu wspierania większego bezpieczeństwa i stabilności w regionie.
14 kwietnia, w ramach rutynowych operacji i szkoleń na Bałtyku, okręty SNMG1 weszły do estońskiego portu w Tallinie.
Wizyta w porcie podkreśla istniejące silne relacje z naszymi sojusznikami. Interakcje między siłami zbrojnymi w NATO pozwalają nam utrzymać gotowość jako sojusz obronny.
komodor A. van de Sande z Królewskiej Marynarki Wojennej Holandii

Wielonarodowe współdziałanie podczas ćwiczeń na morzu zwiększa interoperacyjność sił, pogłębia wspólną wiedzę na temat taktyki morskiej, promuje profesjonalizm wśród marynarzy, zrozumienie kulturowe i zaufanie. Wizyty w portach demonstrują silne związki między narodami NATO, stanowiąc jednocześnie okazję do uzupełnienia zapasów.
Źródło: MARCOM

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











