Port Mariupol: Rosyjska dominacja na Morzu Azowskim

W niedzielę, do zniszczonego i okupowanego przez Rosjan portu w Mariupolu, pełniącego kluczową strategiczną rolę na Morzu Azowskim, po raz pierwszy wszedł okręt wojenny wroga.

Mariupol, historycznie ważny port nad Morzem Azowskim, od początku Rosyjskiej inwazji stanowi ważny punkt zainteresowania dla agresora. Jego położenie sprawia, że jest kluczowym miejscem dla kontroli strategicznych szlaków handlowych i zasobów morskich regionu.

Główne punkty operacyjne Floty Czarnomorskiej umiejscowione są w Sewastopolu, na terytorium Krymu, oraz w Noworosyjsku w Kraju Krasnodarskim. Informacje, które napłynęły w czerwcu tego roku, wskazują na plany Rosji dotyczące utworzenia bazy rosyjskiej floty w Mariupolu. Ukierunkowanie Rosji na rozbudowę bazy w tym porcie zagraża nie tylko stabilności Ukrainy, ale również kształtuje nową mapę wpływów nad Morzem Azowskim. W obliczu braku silnej ukraińskiej marynarki wojennej, Mariupol staje się kluczem do kontroli strategicznych szlaków handlowych i zasobów morskich regionu.

W niedzielę, tuż przed tym, jak rosyjski okręt zacumował w porcie Mariupolu, wylądowały cztery rosyjskie śmigłowce wojskowe, które pozostały na miejscu aż do zmierzchu. Według przedstawiciela władz lokalnych, sytuacja jest monitorowana, by określić, czy obecność tego okrętu jest jednorazowa czy zapowiada trwałe umocnienie. Jeżeli będzie to stała obecność, nasuwa to wiele pytań – od potencjalnego zagrożenia, jakie niesie ze sobą ten okręt, po ewentualność ponownych starć o Mariupol w przyszłości.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/rosyjska-flota-czarnomorska-odpiera-atak-drona/

Utworzenie bazy rosyjskiej w Mariupolu jest znaczącym wskaźnikiem długofalowych planów Rosji na Morzu Azowskim. Dla Ukrainy, już pogrążonej w konflikcie, to nie tylko eskalacja działań wojennych, ale także realna obawa o swoją stabilność gospodarczą. Przejęcie kontroli nad Mariupolem, Rosja zyska możliwość zarządzania głównymi trasami handlowymi i dostępem do zasobów naturalnych regionu.

Brak własnej marynarki wojennej sprawia, że Ukraina staje się bardziej podatna na działania agresora u jej wybrzeży. Rosyjskie plany rozbudowy bazy w Mariupolu mogą nie tylko wzmacniać pozycje wroga w regionie Morza Azowskiego, ale także dawać Rosji strategiczną przewagę w dostępie do kluczowych szlaków morskich.

Dlatego dla Ukrainy kluczowe jest intensyfikowanie obronności morskiej i poszukiwanie sojuszników gotowych udzielić wsparcia w przypadku konfliktów na otwartym morzu. W obliczu ograniczonych możliwości obrony własnych portów, sojusze międzynarodowe oraz wsparcie od sprzymierzeńców stają się kluczowe dla Ukrainy w walce o zachowanie jej niepodległości.

W kontekście trwającego konfliktu, dominacja w regionie Morza Azowskiego to nie tylko rywalizacja militarna, ale także zmagania o kontrolę nad wpływami gospodarczymi, energetycznymi i politycznymi. Właśnie dlatego rola portu w Mariupolu jest niezwykle ważna.

Autor: Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.