Trzech oferentów w kanadyjskim programie rozbudowy floty wojennej

20 lipca ministerstwo obrony Kanady zamknęło ter­min skła­da­nia ofert osta­tecz­nych w pro­gra­mie Canadian Surface Combatant, któ­rego celem jest wybór następcy dla fre­gat rakie­to­wych typu Halifax oraz nisz­czy­cieli typu Iroquois. Ostatecznie w walce znaj­duje się trzech ofe­ren­tów.

Jedno jest pewne, nie­ważne kto wygra, Kanadyjczycy będą pły­wać na kon­struk­cjach euro­pej­skich. Wszystkie trzy kon­sor­cja, które zło­żyły oferty obej­mują bowiem stocz­nie bądź roz­wią­za­nia zaczerp­nięte z eks­plo­ato­wa­nych bądź pro­jek­to­wa­nych fre­gat rakie­to­wych w Europie. Pierwszym z nich jest kon­sor­cjum skła­da­jące się z Lockheed Martin oraz BAE Systems, CAE, MDA, L3 Technologies oraz Ultra Electronics, któ­rych fun­da­men­tem jest eks­por­towy pro­jekt fre­gaty typu 26 uskrzy­dlony nie­daw­nym suk­ce­sem w Australii. Drugiemu kon­sor­cjum prze­wo­dzi Alin Science and Technology z pro­jek­tem opar­tym na holen­der­skich fre­ga­tach typu De Zeven Provinciën, a trze­ciemu hisz­pań­ska Navantia (wraz z Saab oraz CEA Technologies) z eks­por­tową wer­sją fre­gaty typu Alvaro de Bazan.

Zobacz też: Remontowa Shipbuilding: nowy kontrakt na budowę promów hybrydowych.

Według pla­nów wybór ofe­renta ma nastą­pić do końca roku, budowa ma być reali­zo­wana w stoczni Irving Shipbuilding w Kanadzie, a budowa pierw­szego z okrę­tów ma roz­po­cząć się na początku 2020 roku. Planowane jest zamó­wie­nie pięt­na­stu jed­no­stek.

Materiał Zespołu Badań i Analiz Militarnych.

Marynarka wojenna – więcej wiadomości na ten temat znajdziesz tutaj.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci / Portal Stoczniowy

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.