Budowa elektrycznego super kota 80 SUNREEF POWER ECO [WYWIAD]

Zespół Sunreef Yachts przeprowadził wywiad z przyszłymi klientami elektrycznego katamaranu 80 Sunreef Power Eco. Obecnie budowany w gdańskiej stoczni, luksusowy katamaran zostanie dostosowany do wymagań właściciela, aby osiągnąć najwyższy poziom zrównoważonego rozwoju i wydajności energetycznej.

Sunreef Yachts: Jakie jest Wasze doświadczenie z jachtami i żeglarstwem? 

Właściciele: Spędzamy czas na wodzie od dzieciństwa, ścigaliśmy się małymi żaglówkami i odbyliśmy wiele rejsów po Nowej Anglii, Florydzie i Bahamach na rodzinnych łodziach. Czarterowaliśmy również na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Trzy pokolenia naszych bliskich cieszyły się niezliczonymi radosnymi doświadczeniami na pokładzie rodzinnych jachtów.

SY: Dlaczego zdecydowaliście się zbudować jacht elektryczny?

W: Wpływ dużych jachtów na klimat jest znaczący. W swojej działalności zawodowej podejmujemy wiele inicjatyw mających na celu ograniczenie negatywnego wpływu człowieka na klimat. Nasz jacht motorowy ma spełniać określone warunki i posiadać rozwiązania, które szybko rozpowszechniają się w innych sektorach, takich jak pojazdy elektryczne czy energetyka solarna. Biorąc pod uwagę nasze nastawienie na szeroko pojęty zrównoważony rozwój, tylko elektryczna łódź „Eco” odpowiadała naszym wartościom.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/przeglad-promowy-a-w-nim-m-in-o-sprzedazy-przez-color-line-popularnej-jednostki-carrier/

SY: Dlaczego zdecydowaliście się na budowę z Sunreef Yachts?

W: Przeprowadziliśmy rozległe badania we współpracy z naszym brokerem Staleyem Weidmanem z The Catamaran Company. Obejmowały one wizyty i spotkania z wieloma zagranicznymi stoczniami, aby ustalić, kto rzeczywiście z powodzeniem rozwija najnowocześniejsze rozwiązania w zakresie elektrycznego i zrównoważonego jachtingu. Rezultat naszego procesu badawczego był jasny – Sunreef Yachts jest liderem w branży dzięki badaniom i rozwojowi, wysokiej jakości produkcji, bardzo dobrze ocenianym źródłom zaopatrzenia oraz niesamowitym osiągom na wodzie.

SY: Jak wyglądała Wasza współpraca z zespołem Sunreef?

W: Możliwości Sunreef Yachts w zakresie projektowania jachtów pozwoliły nam na duży wkład z naszej strony. Udało nam się to osiągnąć, ponieważ zespół Sunreef współpracuje z nami zdalnie, czasami spotykamy się nawet co tydzień. Wizyty na miejscu były niezwykle efektywne w zakresie podejmowania wczesnych decyzji projektowych dotyczących układu, materiałów, kolorów i wyposażenia. Jest to rodzinna, prywatna firma, która ma za sobą historię znaczących osiągnięć i kultura ta jest widoczna w całej organizacji.

Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/morskie-elektrownie-polenergii-i-equinora-szansa-rozwoju-lokalnych-firm/

SY: Czy byliście zaangażowani w proces projektowania?

W: Moja małżonka i ja, wraz z naszym kapitanem, projektantem i brokerem, pracowaliśmy bezpośrednio z Sunreef, przez cały czas trwania projektu. Chociaż nigdy nie projektowaliśmy i nie budowaliśmy jachtu, wnieśliśmy nasz styl i pomysły z naszych projektów domowych i biznesowych, ciesząc się z nauki i kształtowania naszego przyszłego morskiego domu!

SY: Gdzie będziecie nim podróżować?

W: Spędzimy lato na północnym wschodzie, który to kierunek dobrze znamy, ale wiele pozostaje jeszcze do odkrycia. Z niecierpliwością czekamy na rejsy na Bahamach i Karaibach, kiedy łódź nie będzie czarterowana. Karaiby, w szczególności, stanowią dla nas wspaniałą ucieczkę od mroźnych północnych zim!

Źródło: Sunreef Yachts

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

    Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

    Dokładnie za dwa dni mija kolejna rocznica katastrofy m/f Jan Heweliusz. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku Bałtyk zabrał jednostkę wraz z większością osób znajdujących się na pokładzie. Do dziś jest to największa tragedia w powojennej historii polskiej żeglugi w czasie pokoju, opisywana w dokumentach, reportażach oraz wspomnieniach ludzi morza.

    Rocznica, która nie przemija

    Są rocznice, które wracają do mediów jak kolejna kartka z kalendarza. Są też takie, które wracają dlatego, że wciąż nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Katastrofa promu Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku należy do tej drugiej grupy. 

    W przekazach źródłowych pojawia się rozbieżność dotycząca bilansu ofiar. Część opracowań podaje 64 osoby na pokładzie oraz 9 uratowanych, co daje 55 ofiar śmiertelnych. Inne publikacje wskazują liczbę 56 ofiar. Niezależnie od różnic w wyliczeniach, sens rocznicy pozostaje ten sam: to dramat rodzin, ratowników, marynarzy, pasażerów oraz całego środowiska morskiego.

    Co wiemy o ostatnich godzinach m/f Jan Heweliusz

    Z dostępnych, publicznych opisów wynika, że statek wyszedł w morze ze Świnoujścia w kierunku Ystad podczas bardzo trudnej pogody, która na otwartym morzu osiągnęła skrajny poziom. W relacjach powtarza się sekwencja dramatycznych zdarzeń: narastający przechył, sygnał MAYDAY, wreszcie – w ostatecznym rozrachunku – zatonięcie.

    To, co pozostaje szczególnie poruszające, nie dotyczy wyłącznie technicznego opisu wiatru i fali. Dotyczy ludzkiego doświadczenia: chaosu ewakuacji, temperatury, czasu, który w takich warunkach przestaje być sprzymierzeńcem. Właśnie dlatego opowieści ocalałych, ratowników oraz osób związanych ze sprawą mają wartość, której nie da się zastąpić suchą chronologią. 

    Dlaczego wraca temat „tajnych raportów” i sensacji

    Wokół katastrofy przez lata narastały hipotezy oraz sensacyjne interpretacje. Część autorów i redakcji publicznie podkreśla, że wątek „tajnego raportu” czy inne teorie tego typu wciąż pojawiają się w obiegu medialnym. Ten mechanizm jest zrozumiały, ponieważ wielkie tragedie domagają się prostych odpowiedzi. Problem polega na tym, że proste odpowiedzi zwykle bywają fałszywe albo niepełne.

    Jeśli dzień przed rocznicą ma mieć sens informacyjny, powinien porządkować, nie podgrzewać. Powinien przypominać, co jest udokumentowane, co wynika z zeznań i analiz, co pozostaje sporne, a czego nie da się dziś rozstrzygnąć bez popadania w publicystykę „na skróty”.

    Cykl Roberta Dmochowskiego poświęcony pamięci ofiar i odpowiedzialności na morzu

    Na naszym portalu publikujemy kilku częściowy cykl tekstów Roberta Dmochowskiego poświęcony katastrofie m/f Jan Heweliusz. To narracja osobista, zakorzeniona w doświadczeniu oraz w pamięci o ludziach, których ta tragedia dotknęła bezpośrednio. W tym przypadku nie chodzi o „kolejną rocznicę do odhaczenia”, tylko o próbę opisania mechanizmów, które w realiach morskich mają ogromne znaczenie: decyzji, przygotowania, stanu technicznego, reagowania na pogarszające się warunki pogodowe.

    Dwa dni przed rocznicą tej tragicznej katastrofy warto przypomnieć tę publikację jako część szerszej opowieści. Nie po to, by kogokolwiek osądzać z perspektywy osoby siedzącej w wygodnym fotelu, lecz po to, by to właśnie czytelnik zobaczył morze takim, jakie jest naprawdę: obojętne na nasze wyobrażenia i bezwzględne wobec błędów.

    Po co nam ta rocznica dzisiaj

    Katastrofa promu Jan Heweliusz pozostaje ważna także dlatego, że dotyka sedna bezpieczeństwa żeglugi. Nie jako hasło, tylko jako codzienna praktyka: procedury, sprawność systemów, kultura meldowania nieprawidłowości, realna ocena ryzyka, gotowość do przerwania przejścia (rejsu), gdy warunki wymykają się spod kontroli.

    Ta rocznica w mojej ocenie nie jest wyłącznie wspomnieniem. Jest testem pamięci branży morskiej. Jest też pytaniem, czy potrafimy uczyć się na tragediach bez uciekania w sensację.