Dywizjon na Oksywiu gotowy na przyjęcie nowych okrętów podwodnych [WYWIAD]

Okręty podwodne od wielu miesięcy są w centrum debaty o bezpieczeństwie państwa. Ale czy naprawdę słyszymy głos tych, którzy najlepiej rozumieją, dlaczego są dziś tak potrzebne Marynarce Wojennej? Dwa tygodnie temu redakcja Portalu Stoczniowego odwiedziła Dywizjon Okrętów Podwodnych na Oksywiu.

W rozmowie z komandorem Łukaszem Szmiglem poruszyliśmy nie tylko temat nowego symulatora wykorzystywanego w szkoleniu sił ZOP, lecz także realną kondycję dywizjonu, wyzwania kadrowe, perspektywy modernizacji oraz strategiczne znaczenie komponentu podwodnego dla Sił Zbrojnych RP.

Mówi się coraz częściej o konieczności pozyskania nowych okrętów podwodnych. Ale rzadko słucha się tych, którzy naprawdę wiedzą, co to znaczy. To właśnie ich głos – ludzi od lat odpowiedzialnych za utrzymanie gotowości operacyjnej – powinien być punktem wyjścia dla decyzji, które są na ostatniej prostej.

Symulator AUV – nowy sprzęt w Dywizjonie Okrętów Podwodnych

W ostatnich miesiącach do Dywizjonu Okrętów Podwodnych trafił nowy element wyposażenia – symulator AUV okrętu podwodnego. Jest to urządzenie, które symuluje obecność OP w środowisku morskim i tym samym pozwala na prowadzenie pełnowartościowych ćwiczeń z siłami ZOP – nawodnymi, podwodnymi oraz lotniczymi.

Sprzęt, choć niewielki gabarytowo, posiada istotny potencjał szkoleniowy. Może nie tylko odtwarzać klasyczne sygnatury dźwiękowe, lecz także generować charakterystyki akustyczne i magnetyczne dowolnego okrętu podwodnego – dokładnie takie, jakie dana jednostka wytwarza w warunkach rzeczywistych. Umożliwia to tworzenie złożonych scenariuszy szkoleniowych i testowanie reakcji załóg w realistycznym środowisku morskim. Urządzenie pozwala nie tylko symulować obecność OP na akwenie, lecz również zasymulować przeprowadzenie ataku torpedowego poprzez wytwarzanie charakterystycznych dla torpedy sygnatur akustycznych.

Czytaj więcej: Okręty podwodne w 2027 roku. Jest oferta, o której nikt nie mówi. Dlaczego?

Symulator na co dzień przechowywany jest w magazynach Komendy Portu Wojennego. Obsługują go marynarze z Dywizjonu Okrętów Podwodnych oraz żołnierze służący w Komendzie Portu. W jego wykorzystanie zaangażowane są także okręty flotylli, które dysponują zdolnością zwodowania i transportu urządzenia w rejon przyszłych ćwiczeń.

Do jednostki trafił pod koniec minionego roku i obecnie znajduje się w fazie wdrażania. Nie został jeszcze w pełni przyjęty ani zaadaptowany do użytku w strukturach Marynarki Wojennej RP. W Dywizjonie Okrętów Podwodnych zakończono już czynności związane z badaniami techniczno-operacyjnymi, prowadzonymi zgodnie z metodyką wprowadzania nowego sprzętu wojskowego do Sił Zbrojnych RP. Opracowano protokół końcowy, który jest obecnie poddawany końcowej weryfikacji dokumentacyjnej. Oczekujemy na posiedzenie komisji odpowiedzialnej za formalną akceptację dokumentu oraz ewentualne wniesienie uwag i poprawek. Wszystko wskazuje na to, że już podczas jesiennych ćwiczeń Marynarki Wojennej RP nowy symulator AUV zostanie wykorzystany w pełnym zakresie.

Sprzęt został już przetestowany w warunkach morskich – w ramach prowadzonych badań odbyły się ćwiczenia z udziałem jednostek nawodnych oraz lotnictwa ZOP. Sprawdzano m.in. generowane przez urządzenie pola akustyczne oraz jego detekcyjność. Obecnie trwają prace dokumentacyjne – opracowano instrukcję użycia, a końcowy protokół oczekuje na zatwierdzenie przez komisję. Pełne wdrożenie symulatora do użytku operacyjnego powinno nastąpić jeszcze przed końcem wakacji.

Ważną funkcją nowego symulatora jest również jego zastosowanie w szkoleniu załóg okrętów podwodnych. Dzięki możliwości nadania AUV dowolnej sygnatury dźwiękowej, możliwe jest zasymulowanie obecności „wrogiej” jednostki i prowadzenie treningu z zakresu poszukiwania okrętów podwodnych – bez konieczności udziału rzeczywistego sojuszniczego okrętu.

Czytaj też: Polska może należeć do liderów europejskiego przemysłu stoczniowego

Jak podkreśla dowódca Dywizjonu Okrętów Podwodnych, nie należy traktować tego rozwiązania jako substytutu wynikającego z braku realnych jednostek. – To nie jest coś „w zamian”. To jest dodatkowe narzędzie, które oszczędza czas i środki, jednocześnie zwiększając jakość szkolenia – zaznacza komandor Łukasz Szmigiel.

Kadrowe wyzwania Dywizjonu. Brak okrętów, ale nie brak zaangażowania

Pomimo braku decyzji o pozyskaniu nowych okrętów podwodnych, Dywizjon Okrętów Podwodnych konsekwentnie utrzymuje gotowość operacyjną i prowadzi działania szkoleniowe, ukierunkowane na przyszłe wdrożenie platform nowego typu. Sytuacja kadrowa formacji jest jednak wymagająca.

W ostatnich latach znacząca liczba doświadczonych podoficerów i oficerów odeszła z dywizjonu w sposób naturalny – najczęściej po uzyskaniu uprawnień emerytalnych lub decydując się na rozwój zawodowy w innych strukturach. Część z nich kontynuowała służbę w siłach specjalnych, gdzie obowiązują zbliżone kryteria zdrowotne. Brak nowoczesnych okrętów oraz ograniczone perspektywy operacyjne w kraju sprawiały, że wielu żołnierzy – szukając dalszego rozwoju i stabilności – wybierało formacje, które obecnie prowadzą intensywne działania i oferują atrakcyjniejsze warunki finansowe.

Mimo to jednostka prowadzi ciągły nabór, w tym przygotowania do przyszłych załóg okrętów nowego typu oraz ewentualnych jednostek pomostowych („gap filler”). Jak podkreśla kmdr Szmigiel – „ORP Orzeł nadal pozostaje w służbie i to właśnie na jego pokład są rotacyjnie kierowani najlepsi marynarze z zespołów przygotowawczych. To gwarantuje im zdobycie realnego doświadczenia w warunkach operacyjnych.”

Wyrwa pokoleniowa i brak systemowego wsparcia

Dywizjon tworzy obecnie dwie struktury szkoleniowe, które mają stanowić fundament przyszłych załóg nowych okrętów podwodnych pozyskanych w ramach programu Orka. Problemem jest jednak luka pokoleniowa wynikająca z wieloletniego braku decyzji o zakupie okrętów podwodnych. Jak zauważa dowódca – Nie mamy zbudowanego systemu, który w sposób ciągły zapewniałby dopływ wyszkolonej kadry. Przez brak ciągłości decyzji jesteśmy dziś w sytuacji odbudowywania od podstaw tego, co powinno funkcjonować nieprzerwanie.

Czytaj również: Czy unijne rozporządzenie SAFE okaże się szansą dla modernizacji MW RP?

Równolegle trwają przygotowania do uruchomienia kursu szkoleniowego z wykorzystaniem symulatora okrętu podwodnego znajdującego się na wyposażeniu Akademii Marynarki Wojennej. Jak podkreślają przedstawiciele dywizjonu, będzie to istotne uzupełnienie systemu szkoleniowego – pozwalające szkolić przyszłe załogi okrętów podwodnych także w warunkach stacjonarnych.

W obecnych realiach Dywizjon nie tylko szkoli własny personel, lecz także wspiera Akademię Marynarki Wojennej – dzieląc się wiedzą oraz doświadczeniem wyniesionym ze służby na okrętach podwodnych. – Naszym celem jest, aby szkolenie przyszłych załóg nowego typu OP odbywało się w możliwie najlepszych warunkach – nawet jeśli dziś musimy to realizować bez jednostek pływających – podkreśla komandor Łukasz Szmigiel.

Mieczniki, Orka i strategiczne decyzje. Czy coś kosztem czegoś?

W debacie publicznej od lat pojawia się pytanie, czy realizacja programu Miecznik, czyli budowy trzech wielozadaniowych fregat, nie odbywa się kosztem programu Orka – zakupu nowych okrętów podwodnych. Kmdr Łukasz Szmigiel zwraca jednak uwagę, że Marynarka Wojenna RP konsekwentnie i od lat stoi na stanowisku, że potrzebuje zarówno fregat, jak i okrętów podwodnych, by prawidłowo funkcjonować jako formacja. – Miecznik jest niezbędny. Orka również. To nie są programy, które powinny być rozpatrywane w opozycji do siebie – podkreśla dowódca Dywizjonu Okrętów Podwodnych.

Tymczasem przez wiele lat w przestrzeni medialnej próbowano narzucić narrację, że Polska może realizować zadania morskie wyłącznie z powietrza lub z lądu, rezygnując z komponentu podwodnego. Zdaniem Szmigla było to podejście tendencyjne i szkodliwe, które doprowadziło do opóźnienia decyzji strategicznych i stworzenia wrażenia, że okręty podwodne nie są już potrzebne.

Czas nie jest sprzymierzeńcem. Stocznia, terminy, koszty

Dowódca wskazuje również na ryzyka związane z opóźnieniem decyzji o rozpoczęciu programu Orka. Rosnące tempo zamówień w stoczniach zagranicznych może spowodować, że nawet w przypadku podjęcia decyzji w najbliższych miesiącach, terminy realizacji przesuną się istotnie w czasie. – Czas nie działa na naszą korzyść. Ceny rosną nieliniowo, moce produkcyjne się kurczą, a deklarowane daty dostaw stają się coraz bardziej odległe – tłumaczy Szmigiel.

Co więcej, opóźnienia generują nie tylko koszt finansowy, ale także strategiczny. Kraj, który dziesięć lat temu za określoną kwotę mógłby pozyskać pełnowartościowe zdolności podwodne, dziś – za te same środki – może liczyć już tylko na część zakładanych rozwiązań.

Nie pytamy, czy są potrzebne. Okręty podwodne to gwarancja bezpieczeństwa

Kmdr Szmigiel wskazał także na rosnącą rolę okrętów podwodnych w polityce obronnej państw. Zwraca uwagę, że kraje posiadające tradycję ich eksploatacji nie kwestionują potrzeby ich utrzymania, lecz modernizują i zwiększają swoje floty. Z kolei państwa, które dotąd ich nie posiadały, coraz częściej dążą do ich pozyskania.

Czytaj także: Dobro Sił Zbrojnych? A co ja z tego będę miał?

Przykładem może być doświadczenie oficera Dywizjonu Okrętów Podwodnych, który uczestniczył w ćwiczeniach BALTOPS na pokładzie szwedzkiego okrętu podwodnego napędzanego silnikiem Stirlinga. Tego typu jednostki, wyposażone w napęd niezależny od powietrza (AIP), są w stanie przez dwa tygodnie pozostawać w zanurzeniu, zachowując skrytość operacyjną i znacząco utrudniając przeciwnikowi wykrycie ich pozycji. Na akwenie tak złożonym jak Bałtyk – nasyconym wrakami, charakteryzującym się trudną hydrologią i intensywnym ruchem – daje to ogromną przewagę.

– Nie zadajemy sobie pytania, czy potrzebujemy okrętów podwodnych. Wiemy, że są one absolutnie konieczne – nie tylko dla Marynarki Wojennej, lecz dla bezpieczeństwa państwa jako całości – podsumowuje kmdr Szmigiel.

ORP Orzeł – utrzymać okręt, mimo trudności

Obecnie jedyny okręt podwodny pozostający w służbie – ORP Orzeł – przechodzi prace związane z modernizacją i bieżącym utrzymaniem zdolności operacyjnych. Jak wyjaśnia kmdr Szmigiel, działania te obejmują m.in. modyfikację systemu sprężonego powietrza, co wiąże się z wymianą wyeksploatowanych sprężarek. Dotychczasowy sprzęt pochodził z Federacji Rosyjskiej, przez co jego dalsza obsługa stała się niemożliwa. Zastąpią go nowe zestawy dostarczane przez firmę z Turcji. Umowa została zawarta, a przetarg wygrała Stocznia Nauta, która realizuje prace we współpracy z PGZ Stocznią Wojenną.

Transparentność kontra bezpieczeństwo operacyjne

Dowódca Dywizjonu zaznacza, że w Polsce – w przeciwieństwie do wielu państw NATO – brakuje mechanizmów regulujących zakres jawności w informowaniu o stanie sprzętu wojskowego. Jawne przetargi czy niekontrolowane wycieki informacji dotyczących logistyki i remontów sprawiają, że z pozoru neutralne dane mogą zostać użyte przeciwko interesowi państwa. – Zachód o takich rzeczach po prostu nie mówi. Tam obowiązuje zasada – im ciszej, tym lepiej. U nas natomiast wiele spraw, nawet banalnych, zostaje rozdmuchanych, co niepotrzebnie osłabia wizerunek Marynarki Wojennej.

Trwające szkolenia zagraniczne mimo ograniczeń

Mimo trudności związanych z ograniczonymi możliwościami szkoleniowymi w kraju, Dywizjon nie rezygnuje z podnoszenia kwalifikacji swoich kadr. Obecnie realizowane są programy szkoleniowe we współpracy z partnerami z Korei Południowej, Niemiec i Włoch. Dwóch oficerów niedawno ukończyło kursy o profilu okrętów podwodnych, a kolejni są w trakcie szkolenia.

Czytaj więcej: Program Orka na liście priorytetów – unijne środki w zasięgu ręki

Dodatkowo, przedstawiciele dywizjonu uczestniczą w strukturach roboczych NATO, w grupach zrzeszających użytkowników okrętów podwodnych. Dzięki temu jednostka pozostaje na bieżąco z procedurami, nowościami sprzętowymi i zmianami doktrynalnymi, które są wdrażane przez sojuszników. – Naszym celem jest utrzymanie kompetencji i zdolności nawet wtedy, gdy brakuje nowoczesnej platformy. Gdy nadejdzie decyzja o jej pozyskaniu – będziemy gotowi – zapewnia dowódca.

Nie ma co zadawać pytań – bezpieczeństwo Polski zależy od okrętów podwodnych

Nie zadajemy sobie pytania, czy Polska potrzebuje okrętów podwodnych. Doskonale wiemy, że są one konieczne. To nie jest już moment na rozważania. Bezpieczeństwo Rzeczypospolitej Polskiej jest nierozerwalnie związane z obecnością okrętów podwodnych w strukturze Marynarki Wojennej. One po prostu muszą być.

kmdr Łukasz Szmigiel

Dodaje, że nadszedł moment, w którym nie można dłużej odkładać strategicznych decyzji. – To najwyższy czas. Czas decyzji. Jeśli nie teraz, później może być za późno.

Wskazuje przy tym na wnioski, jakie płyną z trwającej wojny w Ukrainie: – Ukraina zadała rosyjskiej flocie wojennej mierzalne straty na Morzu Czarnym, wykorzystując do tego drony morskie. Nie dlatego, że drony są skuteczniejsze – lecz dlatego, że niczym innym nie dysponowali. Proszę sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby mieli również klasyczne okręty, w tym okręty podwodne.

Dziś już nikt w debacie publicznej nie zadaje pytania, czy okręty podwodne są Polsce potrzebne. Pytanie brzmi tylko: kiedy wreszcie zapadną decyzje, które pozwolą tę oczywistość przekuć w rzeczywistość.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • AW189 i S-92 w irlandzkim systemie ratownictwa morskiego

    AW189 i S-92 w irlandzkim systemie ratownictwa morskiego

    Rosnąca liczba interwencji irlandzkiej Straży Przybrzeżnej, zmiany w lotniczym komponencie systemu SAR oraz sposób wykorzystania śmigłowców ratowniczych stały się przedmiotem coraz częstszej debaty. 

    W irlandzkich realiach decyzje sprzętowe nie zawsze są jednoznacznie postrzegane jako wzmocnienie zdolności operacyjnych, co wynika ze specyfiki działań prowadzonych na wodach Atlantyku.

    W jednej z dyskusji pod naszym wcześniejszym artykułem (link do tekstu), dotyczącym rosnącej liczby interwencji irlandzkiej Straży Przybrzeżnej prowadzonych w wymagających warunkach u wybrzeży Irlandii, pojawiły się uwagi naszego czytelnika z portalu X – Wojtka. Zwrócił on uwagę, że zastąpienie wykorzystywanych dotychczas śmigłowców S-92 maszynami typu AW189 nie musi być jednoznacznie postrzegane jako wzmocnienie systemu SAR, a w praktyce może oznaczać zmianę profilu operacyjnego irlandzkiego ratownictwa morskiego.

    Analiza dostępnych danych technicznych obu maszyn pokazuje, że ta uwaga nie jest pozbawiona podstaw, choć jej pełne znaczenie ujawnia się dopiero w zestawieniu realnych scenariuszy działań prowadzonych w trudnych warunkach pogodowych i daleko od linii brzegowej. To właśnie ten kontekst stał się punktem wyjścia do szerszego spojrzenia na temat zmian w irlandzkim morskim komponencie lotniczym SAR.

    Geografia, która nie wybacza uproszczeń

    Irlandia należy do państw o wyjątkowo wymagających warunkach prowadzenia morskich akcji ratowniczych. Otwarty Atlantyk, długa i skalista linia brzegowa, liczne klify oraz wyspy oddalone od stałego lądu sprawiają, że ratownictwo morskie ma tu charakter nie tylko przybrzeżny, lecz często oceaniczny. W takich warunkach margines błędu podczas akcji ratunkowych bywa niewielki, a decyzje sprzętowe nabierają znaczenia, które trudno porównać z realiami Bałtyku czy Morza Północnego.

    To właśnie dlatego w Irlandii każda zmiana w systemie SAR – zwłaszcza dotycząca lotnictwa – jest analizowana nie tylko przez specjalistów, lecz także przez byłych dowódców, ratowników oraz środowisko morskie.

    Przypadek statku rybackiego Fastnet jako punkt odniesienia

    Dobrym przykładem tej dyskusji jest akcja ratownicza z 15 grudnia 2025 roku przeprowadzona przy francuskim kutrze rybackim Fastnet, który po awarii silnika osiadł na skałach w rejonie Dingle. Z pokładu jednostki ewakuowano 14 członków załogi przy użyciu śmigłowca ratowniczego bazującego w Shannon. Operacja była prowadzona w trudnych warunkach pogodowych, przy silnym wietrze oraz wysokiej fali, a całe podjęcie trwało około 20 minut.

    Akcja zakończyła się powodzeniem, jednak – co istotne – wymagała dwóch podejść śmigłowca. W komentarzach pojawiły się głosy, że w przypadku wcześniej wykorzystywanych maszyn używanych przez irlandzką Straż Przybrzeżną możliwe byłoby jednorazowe zabranie całej załogi, co stało się punktem wyjścia do debaty nad przydatnością poszczególnych typów śmigłowców w działaniach irlandzkiego systemu SAR.

    Gdzie kończy się „wystarczająco dobrze”

    Były dyrektor irlandzkiej Straży Przybrzeżnej zwrócił uwagę, że akcja przy Fastnet przebiegała blisko brzegu. W jego ocenie podobne zdarzenie, lecz mające miejsce kilkaset mil morskich od lądu, mogłoby mieć zupełnie inny finał. W takich warunkach liczba osób możliwych do ewakuacji podczas jednego podejścia śmigłowca przestaje być detalem technicznym, a staje się kwestią życia i śmierci.

    W tym kontekście zasadna pozostaje uwaga, że samo wprowadzenie czterech śmigłowców AW189 nie musi automatycznie oznaczać wzmocnienia zdolności irlandzkiej Straży Przybrzeżnej. Zastąpienie wcześniej wykorzystywanych cięższych śmigłowców S-92 inną konstrukcją, zaprojektowaną pod odmienny profil zadań, oznacza zmianę charakteru operacyjnego systemu ratownictwa. Dlatego krytyczne głosy pojawiające się wokół tej decyzji nie odnoszą się do jakości samej maszyny, lecz do konsekwencji jej wykorzystania w trudnych warunkach środowiskowych, typowych dla irlandzkiego wybrzeża.

    Właśnie w tym miejscu różnice pomiędzy poszczególnymi typami maszyn zaczynają mieć znaczenie operacyjne, a nie tylko katalogowe. Dodatkowy lot, który przy brzegu jest możliwy, na otwartym Atlantyku może już nie wchodzić w grę.

    Leonardo AW189 – charakterystyka konstrukcji i zastosowanie

    Leonardo AW189 to cywilny, dwusilnikowy śmigłowiec wielozadaniowy, rozwijany przez europejski koncern Leonardo od 2011 roku. Konstrukcja została zaprojektowana z myślą o szerokim spektrum zastosowań, obejmujących zadania transportowe, operacje offshore oraz misje poszukiwawczo-ratownicze. Maszyna charakteryzuje się maksymalną masą startową na poziomie około 8,6 tony oraz kabiną umożliwiającą elastyczną konfigurację pod kątem transportu osób lub wyposażenia specjalistycznego.

    AW189 są wykorzystywane w zadaniach poszukiwawczo-ratowniczych przez użytkowników cywilnych i państwowych. W zależności od konfiguracji śmigłowce te mogą przenosić wyposażenie medyczne oraz sprzęt do ewakuacji poszkodowanych z użyciem wciągarki. Konstrukcja AW189 znajduje zastosowanie w działaniach prowadzonych zarówno w rejonach przybrzeżnych, jak i w głębi morza.

    Sikorsky S-92 – cięższa platforma dla zadań offshore i SAR

    Sikorsky S-92 to dwusilnikowy śmigłowiec zaprojektowany z myślą o długotrwałych operacjach nad morzem, w szczególności na potrzeby przemysłu wydobywczego oraz służb ratowniczych. Konstrukcja charakteryzuje się większymi wymiarami kadłuba oraz obszerną kabiną, co umożliwia jednorazowy transport większej liczby osób lub rozbudowanego wyposażenia medycznego i ratowniczego.

    Śmigłowce S-92 od lat są wykorzystywane w zadaniach poszukiwawczo-ratowniczych w takich państwach jak Irlandia, Wielka Brytania czy Republika Korei, zarówno przez służby państwowe, jak i operatorów cywilnych realizujących kontrakty rządowe. Konstrukcja ta znalazła szerokie zastosowanie w operacjach offshore, gdzie istotne znaczenie mają duży zasięg oraz długi czas lotu, szczególnie przy działaniach prowadzonych daleko od linii brzegowej.

    Porównanie śmigłowców AW189 i S-92

    ParametrLeonardo AW189Sikorsky S-92
    Typ śmigłowcadwusilnikowy, wielozadaniowydwusilnikowy, wielozadaniowy
    ProducentLeonardoSikorsky
    Długośćok. 17,6 mok. 17,1 m
    Wysokośćok. 5,1 mok. 5,0 m
    Średnica wirnika nośnegook. 14,6 mok. 17,2 m
    Maksymalna masa startowaok. 8 600 kgok. 12 000 kg
    Prędkość przelotowaok. 260 km/hok. 280 km/h
    Pułap praktycznyok. 4 600 mok. 4 600 m
    Zasięg maksymalnyok. 900 kmok. 1 000 km
    Pojemność kabinydo ok. 19 osób (zależnie od konfiguracji)do ok. 19 osób (większa przestrzeń)

    Dlaczego Irlandia patrzy na to inaczej niż reszta Europy

    To, co w innych państwach uznawane jest za akceptowalny kompromis, w irlandzkich realiach bywa oceniane znacznie surowiej. Wynika to nie tylko z geografii, lecz także z charakteru zdarzeń, z jakimi służby mierzą się na co dzień. Duża część interwencji dotyczy jednostek rybackich i handlowych operujących daleko od lądu, często w warunkach szybko pogarszającej się pogody.

    W takich sytuacjach zdolność do jednorazowego podjęcia większej liczby rozbitków ma znaczenie kluczowe. Nie zawsze istnieje możliwość powrotu po kolejnych poszkodowanych, nawet jeśli teoretycznie czas dolotu na to pozwala.

    Dyskusja, która jeszcze się nie zakończyła

    Zmiany w irlandzkim systemie ratownictwa lotniczego pozostają przedmiotem ożywionej debaty, ponieważ dotyczą nie tylko używanego sprzętu, lecz także realnych możliwości prowadzenia akcji ratowniczych w jednym z najbardziej wymagających akwenów Europy. Przykład interwencji przy Fastnet pokazuje, że różnice pomiędzy wykorzystywanymi konstrukcjami śmigłowców mają wymiar praktyczny i bezpośrednio wpływają na przebieg działań poszukiwawczo-ratowniczych.

    Zestawienie śmigłowców różniących się gabarytami, masą oraz przestrzenią kabiny unaocznia, że nie każda zmiana sprzętowa oznacza automatyczne wzmocnienie zdolności operacyjnych. W warunkach, w których kluczowe znaczenie ma jednorazowe podjęcie jak największej liczby osób lub prowadzenie działań daleko od brzegu, charakterystyka i możliwości nabiera szczególnego znaczenia.

    Obecnie lotniczy komponent irlandzkiego systemu SAR przechodzi etap zmian związanych z realizacją rządowego kontraktu przez operatora Bristow Ireland. W jego ramach dotychczas wykorzystywane śmigłowce Sikorsky S-92 są stopniowo zastępowane maszynami Leonardo AW189. Pierwsze śmigłowce nowego typu zostały już wprowadzone do służby, jednak proces pełnego przejścia na nową flotę wciąż trwa.

    Wracając do punktu wyjścia, w którym nasz czytelnik zwrócił uwagę na niejednoznaczną ocenę zmian w irlandzkim lotniczym komponencie SAR, zasadne pozostaje pytanie o długofalowe konsekwencje tej decyzji. Czy w dłuższej perspektywie zmiana wykorzystywanych śmigłowców na wariant morski AW189 rzeczywiście przełoży się na wzrost skuteczności ratownictwa morskiego w warunkach częstych sztormów i szybko zmieniającej się pogody u wybrzeży Irlandii, czy też przyniesie nowe wyzwania organizacyjne i operacyjne dla irlandzkiej Straży Przybrzeżnej? Odpowiedź na to pytanie przyniosą zapewne najbliższe lata, pokazując w praktyce, czy ta ryzykowna decyzja przyniosła zamierzony efekt, czy też ujawniła swoje ograniczenia.