Isaac Peral: Rewolucja koncernu Navantia w wojnie podwodnej

30 listopada, w malowniczych okolicznościach Arsenalu w Kartagenie, rozbrzmiały echa nowego rozdziału w historii hiszpańskiej marynarki wojennej. Hiszpańska stocznia Navantia, przekazała Armada Española klucz do nowego królestwa podwodnego – konwencjalnego okrętu podwodnego Isaac Peral. Okręt typu S-80 Plus, jest pierwszą z czterech jednostek który stanowi nie tylko odrodzenie technologiczne, ale także symboliczny powrót Hiszpanii do ścisłej czołówki morskiej potęgi podwodnej.

Isaac Peral, nazwany na cześć legendarnego wynalazcy i żeglarza, jest odpowiedzią na współczesne wyzwania morskiej dominacji. Jego wejście do służby to kamień milowy – pierwszy w pełni hiszpański projekt okrętu podwodnego od niemal czterech dekad, a także świadectwo zdolności konstruktorskich Navantii.

Inżynierowie Navantii zastosowali innowacyjne rozwiązania, które wyznaczają nowe standardy w dziedzinie wojny podwodnej. System BEST (Bio-Ethanol Stealth Technology), będący częścią napędu AIP (Air Independent Propulsion), to rewolucyjna technologia, zapewniająca okrętom dłuższe przebywanie pod wodą i większą skrytość. Prace nad systemem BEST wkraczają w końcową fazę, a jego montaż rozpocznie się od trzeciej jednostki tej serii.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/hanwha-ocean-z-propozycja-okretow-podwodnych-kss-iii-w-programie-orka/

Okręt, którego wodowanie odbyło się 7 maja 2021 roku, został ochrzczony przez księżnę Asturii Eleonorę. Ta ceremonia nie była tylko aktem tradycji, ale także symbolem narodowej dumy i technologicznego postępu. Po intensywnych próbach morskich, w tym zanurzeniu na maksymalną głębokość i testach masztu ssania chrap, okręt jest teraz gotowy do dalszych testów które przeprowadzać będzie Armada Española.

Isaac Peral, o długości 80,81 m i wyporności 2965 ton, jest arsenałem morskim. Wyposażony w sześć wyrzutni torpedowych standardu NATO 533 mm, jest zdolny do wystrzeliwania ciężkich torped, pocisków przeciwokrętowych, a także do integracji pocisków manewrujących do zwalczania celów na lądzie. Jego zaawansowany system hydrolokacyjny, w tym aktywno-pasywne anteny i holowana antena liniowa, znacznie rozszerza jego zdolności wykrywania i obserwacji.

Navantia, współpracując z francuskim Senerem, pracuje również nad bateriami litowo-jonowymi, które w połączeniu z AIP znacząco zwiększą możliwości operacyjne okrętu. To pokazuje dążenie Navantii do ciągłego ulepszania i innowacji, co przekłada się na wzrost efektywności i skuteczności okrętu.

Ponadto, okręty typu S-80 mogą być obsługiwane przez zredukowaną załogę liczącą tylko 32 osoby bez zmniejszania ich zdolności operacyjnych. Program S-80 rozwija się dynamicznie, kolejne jednostki S-82, S-83 i S-84 są w zaawansowanym etapie budowy. Hiszpańskie okręty podwodne typu S-80 przyciągają dużą uwagę na międzynarodowym rynku​​.

Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/wodowanie-i-chrzest-okretu-podwodnego-typu-s-80-wideo/

W ostatnich dekadach, hiszpańska marynarka wojenna zmagała się z koniecznością modernizacji swojej floty podwodnej, aby sprostać rosnącym wymaganiom nowoczesnego środowiska operacyjnego. Proces budowy okrętu Isaac Peral rozpoczął się w 2005 roku, z planowaną datą dostawy pierwotnie ustaloną na 2011 rok. Jednak w 2013 roku odkryto poważną wadę konstrukcyjną, co wymagało zmiany projektu co znacznie wydłużyło czas budowy, przesuwając datę ukończenia co najmniej do 2017 roku, która także okazała się niewykonalna.

Te opóźnienia miały znaczący wpływ na operacyjność floty, pozostawiając marynarkę wojenną z jednym okrętem podwodnym, Tramontana (S-74), i ograniczając jej możliwości operacyjne. Reakcja na wykryte wady była jednak szybka i zdecydowana, co świadczy o determinacji w utrzymaniu wysokich standardów bezpieczeństwa i skuteczności nowych jednostek we flocie podwodnej Armada Española.

Isaac Peral, jako piąty okręt podwodny Armada Española noszący tę nazwę, nie tylko kontynuuje dziedzictwo słynnego hiszpańskiego wynalazcy i inżyniera, Isaaca Perala, który był pionierem w dziedzinie konstrukcji okrętów podwodnych, ale także otwiera nową stronę w historii morskiej dominacji podwodnej Hiszpanii. Ten nowoczesny okręt jest symbolem technologicznego postępu i narodowej dumy, łącząc w sobie historię i przyszłość hiszpańskiej marynarki wojennej.

Okręt podwodny Isaac Peral (S-81) typu S-80 Plus, dzięki swoim zaawansowanym osiągom oraz przejściu wszystkich wymagań dla hiszpańskich sił morskich, jest atrakcyjną opcją dla Marynarki Wojennej RP w ramach programu Orka. Jego wejście do służby otwiera perspektywy na międzynarodową współpracę oraz rozwój potencjału obronnego Polski poprzez nowoczesne technologie w dziedzinie wojny podwodnej.

Autor: Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.