Japonia prosi ubezpieczycieli o utrzymanie ochrony dla spedytorów LNG na wodach rosyjskich

Japoński rząd zwrócił się do ubezpieczycieli o podjęcie dodatkowego ryzyka, którym jest zapewnienie ubezpieczenia od wojny dla spedytorów skroplonego gazu ziemnego (LNG) na wodach rosyjskich, poinformował wysoki urzędnik w ministerstwie przemysłu.

Agencja Usług Finansowych (FSA) i Agencja Zasobów Naturalnych i Energii (ANRE) złożyły we wspólnym liście do krajowego stowarzyszenia ubezpieczeń ogólnych rzadki wniosek. Tokio chce mieć pewność, że Japonia nadal będzie importować LNG z projektu Sachalin-2 w Rosji, powiedział Reutersowi urzędnik.

FSA i ANRE zwróciły się do ubezpieczycieli o podjęcie działań mających na celu dalsze oferowanie morskiego ubezpieczenia wojennego dla armatorów w celu transportu LNG z Sachalina-2, ponieważ jest to kluczowe dla japońskiego bezpieczeństwa energetycznego.

Urzędnik FSA

Ruch ten następuje po tym, jak Tokio Marine & Nichido Fire Insurance, Sompo Japan Insurance i Mitsui Sumitomo Insurance w piątek przekazały armatorom, że od 1 stycznia 2023 roku przestaną oferować ubezpieczenie od wojny, które obejmuje uszkodzenia wojenne statków na wodach terytorialnych Rosji.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/procedura-sprzedazy-akcji-pg-eksploatacji-zamknieta-bez-wyboru-oferty/

Decyzje te pojawiły się po tym, jak firmy reasekuracyjne ostrzegły, że dłużej nie będą brać na siebie ryzyka statków związanego z wojną.

Jednakże trzy firmy poinformowały w poniedziałek, że prowadzą rozmowy z innymi reasekuratorami, aby zaoferować ochronę tego ryzyka.

Kompleks Sachalin-2, znajdujący się na wyspie Sachalin na rosyjskim Dalekim Wschodzie, częściowo należący do Gazpromu i japońskich domów handlowych, odpowiada za 9 proc. importu LNG przez Japonię. 

Według urzędnika w FSA, Zabezpieczenie LNG jest najwyższym priorytetem dla rządu i poprosiliśmy firmy ubezpieczeniowe o współpracę w tym zakresie.

Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/japonskie-ministerstwo-obrony-ujawnilo-kolejne-szczegoly-dotyczace-przyszlych-niszczycieli-bmd/

Odpowiadając na list, rzecznicy Tokio Marine, Sompo Japan i Mitsui Sumitomo poinformowali agencję Reuters, że nadal będą poszukiwać większego wsparcia ze strony reasekuratorów w zakresie pokrycia wojennego, aby mogli zapewnić ubezpieczenie od wojny w przyszłym roku.

Źródła branżowe podały, że ubezpieczyciele mogą odmówić ubezpieczenia samolotów lecących na Ukrainę lub statków pływających po Morzu Czarnym, ponieważ reasekuratorzy – którzy ubezpieczają ubezpieczycieli – proponują wyłączenie tego regionu z polis od stycznia.

Reasekuratorzy zazwyczaj odnawiają swoje 12-miesięczne umowy z klientami ubezpieczeniowymi 1 stycznia, co oznacza, że mają pierwszą okazję do zmniejszenia ekspozycji od czasu rozpoczęcia wojny na Ukrainie, po tym, jak w tym roku ponieśli straty związane z konfliktem i z huraganem Ian na Florydzie.

Źródło: Reuters

.pl/category/offshore-energetyka/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci / Portal Stoczniowy

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.