Najnowsze osiągnięcia Grupy Orlen

W ostatnich latach rozwój energetyki odnawialnej i zrównoważonego rozwoju stał się niezwykle istotny dla przemysłu na całym świecie. W odpowiedzi na te wyzwania Grupa ORLEN podejmuje kolejne kroki w celu optymalnego wykorzystania dostępnych zasobów naturalnych.
Najnowsze osiągnięcia koncernu na Norweskim Szelfie Kontynentalnym otwierają nowe perspektywy w wydobyciu gazu ziemnego o niskim śladzie węglowym. Ta wiadomość potwierdza pozycję Grupy ORLEN jako kluczowego gracza na rynku surowców energetycznych.
Wspólnie z partnerami koncesyjnymi, Grupa ORLEN otrzymała zgodę na eksploatację nowych złóż na Norweskim Szelfie Kontynentalnym – Ørn i Alve Nord. Ta decyzja jest krokiem milowym dla koncernu, umożliwiającym wydobycie znacznej ilości gazu ziemnego o niskim śladzie węglowym. W dobie globalnych zmian klimatycznych i rosnącej świadomości ekologicznej, taka inwestycja jest nie tylko korzystna dla Grupy, ale także zgodna z obecnymi trendami na rynku energetycznym.
Warto podkreślić, że wydobycie gazu ziemnego ze złóż Ørn i Alve Nord charakteryzuje się niskim śladem węglowym. Dzięki zastosowaniu innowacyjnych technologii i procesów eksploatacyjnych, Grupa ORLEN osiąga efektywność przekraczającą trzykrotnie globalną średnią. Jest to wynik długotrwałych badań i rozwoju, mających na celu minimalizację negatywnego wpływu na środowisko naturalne.
Planowane złoża Ørn i Alve Nord przewidują osiągnięcie szczytowej produkcji na poziomie około 0,4 miliarda metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie. Ta imponująca liczba stanowi istotny wkład w ogólny bilans energetyczny Grupy ORLEN oraz całego kraju. Szacuje się, że w ciągu całego okresu eksploatacji możliwe będzie wydobycie aż 9 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego. Te liczby potwierdzają strategiczne znaczenie inwestycji koncernu na Norweskim Szelfie Kontynentalnym.
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/dziewiczy-rejs-metanowca-grazyna-gesicka/
Jednym z kluczowych czynników wpływających na rozwój Grupy ORLEN na norweskim rynku surowców energetycznych jest niedawno podpisana umowa z bp. To strategiczne partnerstwo umacnia pozycję koncernu jako kluczowego gracza w sektorze surowców energetycznych. Współpraca z tak doświadczonym partnerem zapewnia Grupie ORLEN dostęp do nowych technologii, wiedzy i możliwości rozwoju.
ORLEN od lat stawia na różnorodność dostaw surowców, co ma kluczowe znaczenie dla stabilności działalności koncernu. Udziały w złożach na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, takich jak Alve Nord i Ørn, umożliwiają Grupie ORLEN dywersyfikację i zabezpieczenie dostaw surowców energetycznych. Warto podkreślić, że złoża te posiadają również inne cenne surowce, takie jak kondensat czy ropa naftowa. Szacuje się, że łączne zasoby Grupy wynoszą ponad 27 milionów baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, co stanowi znaczący potencjał dla rozwoju koncernu.
Osiągnięcia Grupy ORLEN na Norweskim Szelfie Kontynentalnym stanowią kluczowy element strategii rozwoju koncernu. Eksploatacja nowych złóż Ørn i Alve Nord, przy jednoczesnym zachowaniu niskiego śladu węglowego, potwierdza zaangażowanie Grupy w zrównoważony rozwój sektora energetycznego. Partnerstwo z bp oraz zróżnicowanie dostaw surowców energetycznych zapewniają Grupie ORLEN stabilność i perspektywy rozwoju. Koncern wykorzystuje naturalne zasoby Norweskiego Szelfu Kontynentalnego, umacniając swoją pozycję jako kluczowego gracza na rynku surowców energetycznych.
Źródło: Grupa Orlen/MD

-
Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]
![Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]](https://portalstoczniowy.pl/wp-content/uploads/2026/01/Danel-Poplawski.png)
Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.
W artykule
W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.
Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.
Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić
Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.
Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.
Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów
Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.
Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.
Gdzie się śpi, je i pełni służbę
Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.
Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.
Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi
Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.
kmdr ppor. Daniel Popławski
Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje
Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.
To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.
Kim jest dziś Daniel Popławski?
Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.









