OT Logistics zamierza wypłacić dywidendę w 2023 roku

Zarząd OT Logistics liczy, że w przyszłym roku spółka wypłaci dywidendę, jednak nie wie jeszcze, czy łączna kwota dywidendy w 2023 r. uwzględni środki, do których wypłaty nie doszło w tym roku, poinformował członek zarządu Daniel Górecki.

Zamiarem i planem jest regularna wypłata dywidendy. W tym roku się nie udało ze względów formalnych. Zakładamy, że w przyszłym roku to się powiedzie i taki będzie nasz zamiar. Natomiast czy ta dywidenda zostanie powiększona o ten zysk, który nie został podzielony w tym roku – o tym mówić za szybko. […] Liczymy, że będzie taka możliwość i że będzie możliwość wypłaty wysokiej dywidendy.

Daniel Górecki, członek zarządu OT Logistics

W październiku spółka poinformowała, że tymczasowy nadzorca sądowy, ustanowiony w związku z wnioskiem o upadłość OT Logistics, nie wydał zgody na wypłatę dywidendy, co oznacza, że nie spełnił się jeden z warunków umożliwiających wypłatę. Całość zysku za 2021 rok w kwocie 74,17 mln zł zostanie przeznaczona na kapitał zapasowy.

Pod koniec lipca zwyczajne walne zgromadzenie OT Logistics podjęło uchwałę o podziale zysku za 2021 r., w której przewidziano warunkową wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy w wysokości 1 zł lub 1,09 zł na akcję.

Dywidenda miała być wypłacona na następujących zasadach:

1. W przypadku łącznego spełnienia się przed dniem ustalania prawa do dywidendy (dzień dywidendy) warunków opisanych poniżej w ust. 3 litery a-c) oraz zarejestrowania przed dniem dywidendy akcji serii E spółki w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych tytułem dywidendy dla akcjonariuszy spółki zostanie wypłacona kwota 13 098 780 zł, tj. 1 zł na akcję. Dywidendą objętych będzie 13 098 780 akcji spółki.

2. W przypadku łącznego spełnienia się przed dniem dywidendy warunków wypłaty dywidendy opisanych poniżej w ust. 3 litery a-c) oraz niezarejestrowania przed dniem dywidendy akcji serii E spółki w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych tytułem dywidendy dla akcjonariuszy spółki zostanie wypłacona kwota 13 078 670,2 zł, tj. 1,09 zł na akcję. Dywidendą objętych będzie 11 998 780 akcji spółki.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/ot-logistics-spodziewa-sie-utrzymania-wysokich-przychodow-w-spedycji-i-przeladunkach/

3. Wypłata dywidendy nastąpi na zasadach określonych w ust. 1 albo w ust. 2 w przypadku łącznego spełnienia się przed dniem dywidendy następujących warunków wypłaty dywidendy:

a) uzyskania przez spółkę wyrażonej w sposób zgodny z warunkami emisji obligacji oraz powszechnie obowiązującymi przepisami prawa zgody na wypłatę dywidendy od obligatariuszy wyemitowanych przez spółkę obligacji serii G, bądź dokonania spłaty tych obligacji,

b) uzyskania przez spółkę wyrażonej w sposób zgodny z warunkami emisji obligacji oraz powszechnie obowiązującymi przepisami prawa zgody na wypłatę dywidendy od obligatariuszy wyemitowanych przez spółkę obligacji serii H, bądź dokonania spłaty tych obligacji,

c) zaistnienia jednego z poniższych zdarzeń: (i) prawomocnego odrzucenia lub oddalenia wniosku o upadłość spółki rozpatrywanego przez Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum w Szczecinie pod sygnaturą XII Gu 318/21, lub (ii) wydania przez tymczasowego nadzorcę sądowego ustanowionego w wyżej określonym postępowaniu zgody na wypłatę dywidendy, lub (iii) prawomocnego uchylenia zabezpieczenia polegającego na ustanowieniu tymczasowego nadzorcy sądowego ustanowionego w wyżej opisanym postępowaniu.

W przypadku nie spełnienia się przed dniem dywidendy ww. warunków wypłaty dywidendy cała kwota zysku netto spółki za rok 2021, tj. 74 165 810,57 zł miała zostać przekazana na kapitał zapasowy.

Źródło: ISBnews

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.