PKN Orlen analizuje inwestycje w energetykę na Litwie 

PKN Orlen przygotowuje się do podjęcia decyzji inwestycyjnych w sprawie realizacji na Litwie ważnych z punktu widzenia całego regionu przedsięwzięć energetycznych, poinformował prezes Daniel Obajtek. Podczas spotkania z premier Republiki Litwy Ingridą Šimonyt omawiał on m.in. dalszy rozwój rafinerii w Możejkach i planowane przez koncern inwestycje w morską energetykę wiatrową, wodór, a także małą energetykę jądrową.
Litwa jest dla nas ważnym partnerem biznesowym. Zacieśniamy relacje, otwierając się na nowe możliwości współpracy. Trudne czasy, w których obecnie działamy, stanowią nie tylko wyzwanie, ale też dużą szansę dalszego rozwoju. Musimy ją w pełni wykorzystać. Dlatego budujemy silną, nowoczesną energetykę, opartą o czyste źródła. Przygotowujemy się do podjęcia decyzji inwestycyjnych w sprawie realizacji na Litwie ważnych z punktu widzenia całego regionu przedsięwzięć energetycznych. Jesteśmy w stałym kontakcie ze stroną litewską. Energetyka to kolejne pole do współpracy, ponieważ zarówno dla Litwy, jak i Polski bezpieczeństwo energetyczne stanowi priorytet.
Prezes PKN Orlen, Daniel Obajtek
Grupa Orlen, zgodnie ze strategią, inwestuje w aktywa na Litwie, wzmacniając pozycję rynkową Orlen Lietuva. To strategiczna spółka, która zarządza jedyną rafinerią w regionie bałtyckim, obecnie już w 100% przerabiającą ropę spoza kierunku wschodniego, przypomniano.
Jednym ze strategicznych kierunków rozwojowych, wyznaczających przyszłość Grupy Orlen, jest rozbudowa potencjału energetyki wiatrowej. Koncern inwestuje już w Polsce w lądowe farmy wiatrowe i jako pierwszy w kraju rozpocznie budowę morskiej elektrowni wiatrowej. Do inwestycji w offshore przygotowuje się także Litwa. Grupa Orlen zamierza przystąpić do najbliższej aukcji na koncesję na morskie farmy wiatrowe o mocy 700 MW na litewskiej części Bałtyku.
Komunikat PKN Orlen
Grupa Orlen analizuje również możliwość zainwestowania w lądowe farmy wiatrowe, które byłyby zlokalizowane przy rafinerii w Możejkach. Ich łączna moc mogłaby wynieść 57 MW. Obecnie koncern przygotowuje się do podjęcia decyzji w tej sprawie.
W plany związane z rozwojem energetyki wiatrowej na Litwie wpisuje się też możliwość zainwestowania w produkcję zielonego wodoru. Koncern dostrzega także potencjał do rozwoju małej energetyki jądrowej, który zaprezentował stronie litewskiej. Realizacja tych przedsięwzięć byłaby kolejnym krokiem w transformacji energetycznej Grupy Orlen i osiągnięciu przez nią neutralności emisyjnej do 2050 roku, a jednocześnie wzmocniłaby bezpieczeństwo energetyczne Litwy, wymieniono dalej.
Grupa Orlen podejmuje już konkretne działania w tym kierunku. Należąca do spółki Orlen Lietuva rafineria w Możejkach, jedyna w regionie bałtyckim, już w pełni zrezygnowała z dostaw rosyjskiej ropy. Obecnie pozyskuje surowiec głównie z Morza Północnego, a także z Zatoki Perskiej i Afryki Zachodniej. Dostawy ropy do Możejek odbywają się drogą morską przez Butyngę, gdzie znajduje się terminal ropy naftowej należący do Orlen Lietuva.
Komunikat PKN Orlen
W rafinerii w Możejkach, zgodnie z zapowiedziami, koncern zamierza także zrealizować inwestycję w pogłębiony przerób ropy. Będzie to największy w historii Grupy Orlen projekt inwestycyjny prowadzony na Litwie, którego wartość szacowana jest na 641 mln euro. Jego realizacja zwiększy uzysk produktów wysokomarżowych o 12%, z obecnych niecałych 72% do ponad 84%, a tym samym rentowność rafinerii. Obecnie koncern jest na etapie pozyskiwania pozwoleń na budowę. Inwestycja zostanie zrealizowana do końca 2024 roku i przyczyni się do wzrostu EBITDA Grupy Orlen nawet o ok. 68 mln euro rocznie, zakończono w informacji.
Źródło: ISBnews

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Fot. ORP Orzeł podczas służby pod biało-czerwoną banderą. Jedna z największych legend polskiej wojny na morzu. Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Wejście ORP Orzeł do Gdyni
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
W pierwszym okresie służby u boku Royal Navy ORP Orzeł wykonywał zadania eskortowe oraz patrole bojowe na Morzu Północnym. Od stycznia 1940 roku rozpoczął regularną samodzielną służbę patrolową, działając w jednym z najtrudniejszych rejonów wojny morskiej.
8 kwietnia 1940 roku okręt przeprowadził jedną z najbardziej znaczących akcji w swojej historii, zatapiając niemiecki transportowiec „Rio de Janeiro”, który przewoził żołnierzy i sprzęt w ramach przygotowań do inwazji na Norwegię. Meldunek Orła był jednym z pierwszych sygnałów ostrzegających przed niemiecką inwazją, ale nie został w pełni wykorzystany przez alianckie dowództwo.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie jest znana dokładna data, miejsce ani bezpośrednia przyczyna utraty okrętu. Rozważane są różne hipotezy: od wejścia na minę morską na brytyjskim lub niemieckim polu minowym, przez zatopienie przez niemiecki bombowiec lub jednostkę patrolową, aż po tragiczne pomyłki – omyłkowe storpedowanie przez okręt podwodny bądź przypadkowe zatopienie przez aliancki samolot patrolowy. Nie wyklucza się także awarii technicznej lub błędu podczas manewrów zanurzania i wynurzania.
Nie udało się również odnaleźć wraku „Orła”. Mimo kilkunastu wypraw podejmowanych zarówno przez ekspedycje cywilne, jak i okręty Marynarki Wojennej, legenda jednostki wciąż pozostaje niezamknięta. Poszukiwacze podkreślają, że nie ustaną w wysiłkach, dopóki nie zostanie odnalezione miejsce spoczynku okrętu.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako bojowy okręt podwodny, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w trudnych sytuacjach tamtych czasów.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











