Polska nauka pomaga rozwijać projekty na morzu

Polska myśl naukowa może odegrać kluczową rolę w rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w kraju, a PGE Baltica jest mocno zaangażowana w współpracę z instytucjami naukowymi.
W ramach tej współpracy realizowane są projekty związane z morskimi farmami wiatrowymi oraz studia podyplomowe i projekty edukacyjne, które mają na celu wykształcenie kadry potrzebnej polskiej morskiej energetyce wiatrowej.
PGE Baltica odbyła już prawie pełen rok współpracy z pomorskimi uczelniami, w tym z Uniwersytetem Morskim w Gdyni i Politechniką Gdańską, w zakresie studiów z obszaru offshore. Na UMG zakończyła się już pierwsza edycja studiów podyplomowych dotyczących zarządzania ryzykiem w morskim przemyśle wydobywczym i energetyce morskiej, a kolejna rozpocznie się w marcu.
PGE Baltica jest także partnerem głównym studiów podyplomowych morska energetyka wiatrowa na Politechnice Gdańskiej, gdzie specjaliści z firmy prowadzą wykłady. Ponadto PGE Baltica wspiera finansowo specjalizację na studiach magisterskich dotyczącą projektowania i budowy morskich systemów energetycznych oraz przyznała stypendia studentom tej specjalności.
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/komentarz-prezesa-pge-wojciecha-dabrowskiego/
Grupa PGE prowadzi również studia podyplomowe z zarządzania przygotowaniem i realizacją inwestycji w morskie farmy wiatrowe na Uczelni Łazarskiego w Warszawie, a pierwszych absolwentów można spodziewać się w tym roku. W ramach projektów edukacyjnych związanych z tematyką morskich farm wiatrowych, PGE Baltica współpracuje także z zespołami szkół średnich w Ustce i Malborku, oferując spotkania z uczniami, lekcje i prezentacje, które przybliżają branżę offshore, możliwości zatrudnienia w przyszłości oraz ofertę studiów, które pozwalają na zdobycie specjalistycznej wiedzy.
Polskie jednostki naukowe odgrywają kluczową rolę w rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce, równie ważną jak budowa odpowiedniego zaplecza kadrowego. PGE Baltica prowadzi współpracę naukową m.in. z Uniwersytetem Morskim w Gdyni oraz gdańskimi instytutami Polskiej Akademii Nauk.
Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/czy-terrorysci-zagroza-polskim-farmom-wiatrowym-na-baltyku/
Uniwersytet Morski w Gdyni zaangażowany jest w badania środowiskowe dla jednej z morskich farm wiatrowych PGE Baltica – projektu Baltica 1. Instytut Maszyn Przepływowych PAN przeprowadził badania dotyczące wind blockage effect, czyli blokowania przepływu wiatru przez duże morskie farmy wiatrowe. Badania te przyczyniły się do stworzenia zaawansowanego modelu przepływu powietrza przez farmę wiatrową, ułatwiającego projektowanie rozmieszczenia turbin na morzu.
Z kolei Instytut Budownictwa Wodnego PAN wykonuje analizy i raporty techniczne związane z budową bazy operacyjno-serwisowej w Ustce. Polskie instytucje naukowe i uczelnie dysponują wiedzą i zasobami, które mogą znacznie przyczynić się do rozwoju sektora offshore wind w Polsce. PGE Baltica zamierza angażować kolejnych partnerów ze środowiska naukowego, aby wspólnie tworzyć polski i lokalny łańcuch dostaw dla projektów offshore wind.
Źródło: PGE Baltica

-
Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]
![Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]](https://portalstoczniowy.pl/wp-content/uploads/2026/01/Danel-Poplawski.png)
Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.
W artykule
W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.
Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.
Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić
Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.
Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.
Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów
Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.
Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.
Gdzie się śpi, je i pełni służbę
Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.
Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.
Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi
Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.
kmdr ppor. Daniel Popławski
Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje
Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.
To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.
Kim jest dziś Daniel Popławski?
Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.









